Blues
Chillout
Alternatywna
Internetowa
Nie róbmy polityki
Klasyczna
Przebojowa
Kalendarz
« < Luty 2012 > »
Pn Wt Śr Cz Pi So Nd
  1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29  
Chilloutowa Strefa Dobrej Muzyki

Chilloutowa Strefa Dobrej Muzyki


wtorek 20:05 - 22:00

audycja Miłki Malzahn


Chillout to taka muzyka, która duszy dotyka, zatem: i kołysze, i relaksuje, i towarzyszyć może rozmarzeniu (albo kolacji). Do 22.00 - prezentuję chilloutowe odkrycia, czyli polskich wykonawców w adekwatnym repertuarze, ale też utwory europejskie oraz śliczne brzmienia egzotyczne.


autor: Miłka Malzahn
mmalzahn@radio.bialystok.pl
Miłka Malzahn
Z archiwum audycji: "Chilloutowa Strefa Dobrej Muzyki" - zamknij archiwum

WASZE KOMENTARZE

(54)
Dodaj komentarz
słuchacz z Czerska Podl 10 stycznia 2012 20:27:40 oj ta Miłka ta malusia, tak kołysze jak matusia :)
Bartek :) 20 grudnia 2011 21:47:55 Ta audycja to zbiór dźwięków, uczuć, smaków, zapachów, które pozwalają z urzekającą lekkością unieść się kilka centymetrów i lewitować rozkosznie między 20.00, a 22:00.

To także wygodna forma...jeśli ktoś lubi unosić się w powietrzu dłużej i w innych godzinach, może po prostu odsłuchać archiwalnych nagrań.

Pozdrawiam dziękując za muzyczną ilustrację zimowego krajobrazu :)
roza234 6 grudnia 2011 18:59:18 W tym radiu można znaleźć wiele interesujących i ambitnych rzeczy, fajna jest zwłaszcza strefa dobrej muzyki, często jej słucham i nagrywam piosenki, bo muzyka to jedna z moich pasji. O wiele lepsze radio niż te komercyjne, gdzie ciągle się tylko papla o niczym...
fajne =) 6 grudnia 2011 17:26:48 Użytkownik Marcin z SIEDLEC ma megarację! Ja też lubię Radio Białystok (to moje ulubione radio), bo to jest radio ambitne, w którym każdy może znaleźć coś interesującego. Gdy słyszę (a raczej słyszałam, bo już nie słucham tandety) co gadają w takim radiu zet czy pet, jakich z siebie idiotów robią to normalnie żal mi ich! albo te pseudokabarety w rmf fm (niby mają być śmieszne)... tak, takie radio jak Białystok może i powinno być alternatywą dla tego całego komercyjnego debilizmu.
P.S. Fajnie, że dziś chillout będzie grał ;D
czacza 8 listopada 2011 21:50:27 Dziękuję za dwa utwory M. Szcześniaka, które są wyjątkwej urody. Nowa płyta zapowiada się zatem ciekawie. Próbowałem odszukać je w internecie i ..klops. Nie ma ich jeszcze nigdzie. I mimo, że nie posłucham ich jeszcze pewnie przez kilka dni to fajne, że radio ciągle może mieć taką małą magię. Pozdrawiam Pani Miłko.
Paula 30 września 2011 14:15:41 Magik...moze bloga zaloz sie wykarzesz
Radek / Magik =) 21 września 2011 16:36:48 Dzień dobry, dobry wieczór, jak komu pasuje =)

"ibero podróż"

Audycja zaczyna się troszkę szybko, podejrzewam że na rozbudzenie. Czuje ze jestem w metrze tuż pod turecką pustynią, które czasem wynurza się ponad powierzchnię. Mimo ciepła i zgiełku zaczyna się płynnie ... hmm, z godnie z zasadą - chiloutowo =). Różnorodność dźwięków oraz nacechowanie emocji w pewnym często rozbieżnym kierunku mimo zakłopotania dodaje nam odwagi i wbrew pozorom coś mnie tu ramionach i brzuchu kręci ... jednak Pani Miłka nie daje nam się zatrzymać ani na chwilę i "ciska" nas na strych, po czym szybko zabiera nam dziecięcy spokój i wrzuca w wir tańca, jednak czuję się tu bezpiecznie. Panie tańczą w czerwonych bogatych w falbanki sukniach, a panowie w ciemnych garniturach (bez marynarky) podjudzają ognisty taniec ... Flamenco trwa ... Jeśli jeszcze kogoś paluszki u stp nie rozbolały i ma chęć na więcej niech na chwilę wsłucha się pewnego pana. Teraz jesteśmy gdzieś nad morzem, chociaż nie w Hiszpanii, ale już w Meksyku ... Marzenia, szczęście, radość z tańca są wszystkim tym czym pachnie życie, a raczej chwila w tym życiu, stale coś nas popycha, miota ciałem, trzyma w tańcu, "popycha" do czegoś ambitnego, a gitarrra ... hmm ... w pewnym skupieniu pozwala nam sie uwolnić, jak to pani mówi - katalońska rumba <mniam>. oho cho, czuje ze z Meksyku / Afryki jestem w Argentynie i śmiechem żartem temperamentum rośnie, jakbyśmy wywijali rumbę na schodkach, wciąż krok po kroku w wirze namiętności i rozkoszy, dążymy do wspólnego spełnienia. Saksofony, dodają nam energii, mówią - zatrzymaj się i delektuj - tak właśnie to działa ... Krok do przodu, krok do tyłu, ręce razem, krok w lewo, krok w prawo, brzuszek i ramiona stale tańczą w rytmie, mały obrót w parze, potem obracamy partnerkę i powtarzamy szybciej, stale eksperymentując ... mile widziane szpileczki ;) "tak ten utwór znany jest prześwietnie" =) i tak szybko jedziemy samochodem przez Barcelonę, po drodze zatrzymujemy się w klubie u pani Giulii, ta gorąca hiszpańska dziewczyna uczy nas jak znaleźć trwać w temperamencie, niczym torreador na Corridzie, ruchy krótkie, pewne, z podniesionym czołem patrzymy w oczy byka ... hmm ... ból nie jest istotny, istotne jest pragnienie i potrzeba, ból jest znikomy. Nastrój wyraźnie się zmienia, sam Mars jest lekko zaniepokojony burzą emocji jakimi rozbrzmiewa serce Pani Giulii, a grajkowie omamieni pięknem syreny z Hiszpanii, nie wiedzą co czynią. "Nie ma się czego bać" - taki przekaz słyszę od pani Giulii - jestem szczęśliwa i kocham to co robię, proszę pozwólcie mi grać, to jestem ja - po czym ulatnia się jak mgła, jedyne co ostatnie znika to jej uśmiech ... Teraz jesteśmy w Persji ale nie tej wojennej i mądrej, raczej tej opasanej magią a dżiny uczą nas czym jest fado w ich mniemaniu: przeciwności w melodii są tym czego potrzeba w harmonii, piasek na wietrze jest jak liść na wodzie ... wiedza jest nie zaprzeczana, chociaż miejscami zdaje sie być agresywna w swym przekraczaniu gęstości.
W części drugiej mamy powtórkę z rozrywki, może to jakieś magiczne ifryty płatają figle, cóż, kto wie ? =P Zmierzając dalej po ciekawej kafejce, natrafiamy na odrobinę oldskulowego rock'n'rola, kim jest LOLA nie wiem, ale fajnie sie przy tym kołysze z uśmiechem na ustach =) Jak wiadomo, pani Miłka czasem zadaje zagadki muzyczne w swoich audycjach, a jak nie wiadomo to trzeba słuchać, pytać, czytać i pisać :P - no tak ale łoco mi chodzi - no więc, po loli następuje głębokie, nastawione na dużą ekspansje: fado. Niektórym może isę wydawać ze człowiek który to śpiewa baardzo cierpi, ja "para espania" nie znam nic, ale wydaje mi się ze coś głęboko przeżywa ... hmm ... Następny utwór przenosi nas na scenę teatru, słychać tylko la gitarra, zdaje sie że jest to jak pewna dysputa filozoficzna, jest krzesło, jest kobieta i mężczyzna, ona na czerwono on na czarno, jedyne czym się porozumiewają jest taniec a potem zaczyna się morał, całkiem sympatyczny z resztą =). Po małym sprostowaniu Pani Miłki, zaczyna sie kolejna część spektaklu w teatrze, narrator ten sam ;). Proszę uważnie posłuchać, jest radośnie. Po przedstawieniu kierujemy się do kawiarni, na scenie śpiewa Concha Buika, zaczyna się prawdziwy chillout, ładnie buja. Gorąca czekolada mi się skończyła, podobnie jak występ, poszedłem na spacer. Napotkawszy rozległy bazar w centrum, dostrzegłem koło fontanny duże zgromadzenie ludzi - wszyscy prości ludzie bawili się w rytmu nieznanej mi muzyki. Widowisko jakie podziwiałem odbierało mi słuch, tak pięknie się ludzie bawili, zapamiętałem jedynie dwa słowa - Asuntos Serios ... Dobrze jest czasem zobaczyć jak prości ludzie z przedmieścia a nawet wsi tańczą i śpiewają muzykę kra ich wychowała <okok> =) Widziałem też dziewczynę która miała dość życia na ulicy i postanowiła "wyśpiewać" swoje wszelkie przykre doświadczenia, albowiem ma dość życia w ucisku i pragnie muzyką rozwijać się, ma dosyć cierpienia, Che od życia tego samego co daje sama - dobrobytu, szczęścia, wiary - ma dosyć i jest gotwa na przemianę =). Wokół mnie nagle pociemniało, widziałem tylko biały okrąg wśród ciemności a wmnim para. Ciekawa rzecz bo tańczyli tango, tyle że bez namiętności, było więcej niechęci niż pragnienia, takie trochę mroczne ... brr ... w pobliżu widziałem auto, w nim moją dziewczynę. Bez chwili namysłu postanowiliśmy wyjechać, jechaliśmy krętą górską drogą, przy czym podziwiając krajobrazy. Jej wiatr rozwiewał bujne czarne włosy, a ja cieszyłem się że w końcu możemy być razem, a podróż ? Podróż była rewelacyjna =) Zatrzymaliśmy się w Buenos Aires, właśnie trwa karnawał, idąc główną ulicą miasta podziwiamy przepiękne stroje szkół tanecznych, przy czym tańcząc zgodnie z rytmem rumby czy też może samby, jest tego dużo a w tej pozytywnej magi nie sposób się nie zgubić <muza> "ke sera" ... Następnego dnia zbudziłem się w hotelu dużo dużo dalej niż byłem poprzedniej nocy. Jestem we Wrocławiu, zwanym potocznie polską Italią, leżąc obok mojej dziewczyny przeglądamy wspólne zdjęcia z podróży. Po cichu szepcze mi do ucha - choć my już spać ... i tak też zrobiliśmy <skromny> =)


Serdecznie dziękuję za mądrą, pozornie trudną i silnie zróżnicowaną podróż,
Pozdrawiam serdecznie =)



ps. Mam nadzieje że odrobiłem pracę domową Pani Miłko ;)

O NAS | PROGRAM | AUDYCJE | KONTAKT | REKLAMA | RSS

Copyrights © Polskie Radio Białystok. Wszelkie prawa zastrzeżone. Created by Overeurope & M.Gajlewicz