Radio Białystok | Ekstra | Antenowe wpadki, zabawne opowieści - poznaj radio od kuchni

Antenowe wpadki, zabawne opowieści - poznaj radio od kuchni

autor: Joanna Żemojda, Monika Kalicka

11.04.2017, 07:30, akt. 10:06

Dziennikarz czeka w gotowości, za szybą czuwa realizator - zapala się lampka i jesteśmy na antenie. Na żywo. O pomyłki czy zabawne wpadki w takiej sytuacji nietrudno.

Realizator Zdzisław Wasilewski, fot. Joanna Żemojda
Realizator Zdzisław Wasilewski, fot. Joanna Żemojda

Bez radia nie ma życia - relacja Wojciecha Szubzdy

Praca z mikrofonem do najłatwiejszych nie należy. Towarzyszy jej pośpiech, stres, odpowiedzialność. Czasem jest niebezpiecznie. Jednak w efekcie praca ta daje dużą satysfakcję.

Z okazji Dnia Radia (11 kwietnia) dzielimy się z Wami radiową kuchnią. Tym, czego Słuchacze zazwyczaj nie widzą.


WPADKI


Radio to oczywiście nie tylko stres, czasem jest zaskakująco zabawnie. Kiedy odwiedzają nas wycieczki, zawsze najwięcej śmiechu jest z naszych wpadek. Wprawdzie nie ma ich zbyt wiele, ale pokazują, że Radio Białystok to żywe radio.


Drodzy Słuchacze - w pracy na żywo zdarzają się potknięcia, prosimy więc o wyrozumiałość, bo radiowiec też człowiek i czasem się po prostu myli ;)


WIADOMOŚCI


Pik, pik, pik… UWAGA! - wybiła pełna godzina... i jest pełna koncentracja dziennikarza. Rozpoczęły się Wiadomości Radia Białystok. Głos pewny, informacje uporządkowane. Nie ma znaczenia, że w ostatniej chwili dziennikarz dowiedział się o wypadku na drodze krajowej nr 8, a informację ma w głowie, a nie na ekranie komputera.

To radiowe czary - nerwy napięte jak postronki, a głos jest spokojny jak tafla jeziora przy bezwietrznej pogodzie.

Słuchacz nie słyszy nerwów w głosie dziennikarza

- To ogromna sztuka - mówi prezentująca dzienniki w Radiu Białystok Ewelina Buczyńska. Na zbudowanie serwisu mamy około 50 minut. Czasem zdarza się tak, że przygotowujemy wiadomości, zbliża się pełna godzina, szlifujemy ostatnie słowa, stawiamy sobie przecinki - a tu rozdzwaniają się telefony. Na jednej linii jest słuchacz, który mówi, że jest wypadek i zablokowana droga, a na drugiej linii strażak z informacją, że coś się pali. Trzeba to zapisać na kartce albo przynajmniej hasłowo w systemie i jeszcze zbiec na dół - studio emisyjne jest piętro niżej, a nie mamy takiej rury do zjeżdżania jak strażacy, szkoda ;).

I wtedy sztuka opanowania napięcia i pośpiechu w głosie jest bezcenna.


REALIZACJA


Za szybą studia - w reżyserce - cały czas czuwa realizator. Jego główne zadanie to panowanie nad tym, co ukazuje się na antenie - odpowiedni materiał, piosenka, reklama. Musi w dobrej chwili włączyć lub wyłączyć mikrofon, wpuścić na antenę dźwięk czy relację reportera na żywo. Zdarza się - na szczęście rzadko - że ręka nie trafi w odpowiedni przycisk i zamiast jingla pogody zagra... sport. Bywa też, że zawodzą komputery - wtedy realizator rzuca do prezentera krótkie "Gadaj!", a sam pędzi restartować komputery.

Czasem zawodzi sprzęt

Sprzęt mamy wysokiej jakości, ale czasem odmawia współpracy - o takiej sytuacji opowiada realizator dźwięku Kamil Kalicki, który dyżurował w studiu przed którymś z meczów Jagiellonii na białostockim stadionie.

- Pracowaliśmy wtedy na dość zawodnej konsolecie, czekając na nową, a w tej starej co jakiś czas coś się psuło. Tradycyjnie godzinę przed transmisją realizator wywołuje komentatora - wtedy był to Marek Gąsiorowski - żeby sprawdzić połączenie. Marek był połączony, słyszeliśmy to, co dzieje się na stadionie, ale on nas nie słyszał. Wywołuję go - normalnie, tak jak zwykle do niego mówimy - "Gąsior, Gąsior, Gąsior". Trwało to dobre kilka minut.

Akurat na antenie były emitowane audycje mniejszościowe, był okres przedświąteczny, temat dotyczył Wielkanocy. Marek mnie nie słyszał, więc zmieniłem przezwisko, żeby zwrócić jego uwagę i wymyśliłem przyśpiewkę na melodię którejś z kibicowskich "stadionówek" i... gęgałem: "Gęś, gęś, Gąsior gęś! Gąsior, Gąsior, gęś, gęś"! Nagle do reżyserki wpada kolega z rozdzielni (miejsca, w którym w radiu pilnuje się, czy sygnał ze studia dociera do nadajnika) i mówi: "Ja myślałem, że wy się bawicie, ale jak zacząłeś krzyczeć - NA ANTENIE! - gę, gę, gę... to pomyślałem, że jednak przyjdę i zapytam, czy coś się przypadkiem nie zepsuło".


SPORT


Komentatorzy sportowi w Radiu Białystok nie mają lekko, często muszą podawać wyniki na bieżąco, patrząc w telewizor albo sprawdzając w czasie serwisu na kilku stronach internetowych. Komentowanie meczów to też wielka sztuka - trzeba znać nazwiska wszystkich zawodników i orientować się dokładnie, który co kiedy robi i opowiedzieć to tak, by słuchacz "zobaczył", co dzieje się na boisku.

Bywa również niebezpiecznie

Nasz komentator Jerzy Kułakowski wspomina jeden z meczów Jagiellonii na wyjeździe z Zawiszą Bydgoszcz, który białostoczanie wygrali.

- Kibice miejscowej drużyny polowali na kibiców z Białegostoku. Z meczu wracaliśmy nieoznakowanym samochodem na białostockich numerach z parą dziennikarzy z radia. Na trasie z Bydgoszczy do Torunia dopędziła nas kawalkada samochodów miejscowych “żulików” i pilotowali nas kilkanaście kilometrów. Zajechali nam drogę w poprzek, z jednego auta wyszli dość niewesoło wyglądający goście - jeden poprawiał na dłoniach rękawice, drugi naciągnął szalik na twarz, inni byli w kominiarkach. Ale zanim zdążyłem pomyśleć albo bardzo mocno się przestraszyć, to oni pokazali ręką, żebyśmy jednak jechali. Widać, nie wyglądaliśmy na kiboli.


PRACA W TERENIE

Praca w radiu to w dużej mierze wyjazdy w teren - często niezależnie od pogody czy chęci. Dziennikarz Redakcji Mniejszości Narodowych Michał Stepaniuk bardzo często jeździ na południe województwa - w okolice Bielska Podlaskiego, Hajnówki czy Siemiatycz. Letnie przejażdżki po podlaskich drogach to przyjemność, gorzej jest porą zimową.


Gdy nie sprzyja pogoda

- Jeden z takich wyjazdów zapamiętałem szczególnie. Na dworze była ogromna śnieżyca, do odwiedzenia kilka wiejskich gmin hajnowszczyzny i bielszczyzny. Po nagraniu wójta jednej z nich zapytałem, jak najlepiej dojechać do sąsiedniej gminy. Po pierwsze był bardzo zdziwiony, że w ogóle chcę jechać dalej w taką pogodę. Po drugie dał mi radę, aby jak najszybciej jechać drogą X, bo jeszcze godzinę temu była przejezdna. Do dziś nie zapomnę tych 10 kilometrów przejechanych przez zasypywaną cały czas drogę. Słowa, które wtedy padały z moich ust raczej nie nadają się do publikacji ;)


Polowe warunki

Często w pracy reporterskiej dziennikarze muszą sobie radzić w polowych warunkach - hałas, deszcz, błoto, brak miejsca do pracy. Tak było na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie. Pojechał tam Wojciech Szubzda.

- Wokół były tłumy ludzi, młodzież śpiewała, tańczyła na ulicach. Atmosfera była niesamowita. Entuzjazm się udzielał. Jednak praca w takich warunkach do najłatwiejszych nie należała. Na przykład w takim wielotysięcznym tłumie znalezienie pielgrzymów z Podlasia było nie lada wyzwaniem. Trzeba też było organizować sobie stanowisko pracy. Materiał musiał się ukazać na antenie jak najszybciej - nie było czasu, by wrócić do domu i montować w spokoju. Dlatego rozkładałem komputer, gdzie się dało. Jak padało, to w przejściu podziemnym siadałem na ziemi, jak nie lało - to na ławce w parku, na przystanku autobusowym.

Wizyta papieża Franciszka w Krakowie oczywiście wiązała się z ogromnymi środkami bezpieczeństwa. To oznaczało bardzo szczegółowe kontrole i... wielogodzinne oczekiwanie. Żeby zająć miejsce w strefie dla mediów przy oknie papieskim na Franciszkańskiej, trzeba było przyjść kilka godzin przed spodziewanym przyjazdem papieża. Po przeszukaniu przez ochronę praktycznie miejsca tego nie można już było opuścić. Plusem była jednak doskonała miejscówka, bardzo blisko papieża :)


ŻARTY NA ANTENIE


Słuchacze dzwonią, by porozmawiać, powiadomić o wypadku albo wziąć udział w konkursie, bo często można u nas wygrać wejściówki na koncerty i filmy, czy książki.


"Brzydkie" słowa

Dorota Sokołowska wspomina, jak kiedyś podczas porannego programu słuchaczka postanowiła sobie z niej zażartować. Poza anteną powiedziała, że nazywa się Marta, odpowiedziała na pytanie konkursowe, a po wejściu na antenę...

- Powtórzyłam to pytanie: Kiedy jest “Światowy Dzień Książki” - opowiada Dorota - a dziewczyna powiedziała bardzo spokojnym, normalnym głosem "A @#$ go wie". I teraz pytanie - jak wybrnąć z takiej sytuacji - przecież to się dzieje na żywo! Zazwyczaj jest tak, że kolega realizator spada z krzesła i go nie widać i zostajesz sam z taką trudną sytuacją. Na tym polega zawodowość, że albo się umiemy zachować w takiej sytuacji, albo nie. Już nie pamiętam jak to skomentowałam, ale ta dziewczyna mi zaimponowała tym, że potrafiła zachować zimną krew w tej sytuacji. Zazwyczaj słychać to w drżeniu głosu, albo ktoś natychmiast rozłącza się po takim żarcie.

Na szczęście takie sytuacje zdarzają się bardzo rzadko.


SŁUCHACZE


Nasi słuchacze, to bardzo często ludzie, którzy są z nami bardzo długo w ciągu dnia, znają nasze nazwiska, orientują się, kto jaki program prowadzi. Informują nas o wydarzeniach w regionie czy dzwonią, by podzielić się swoją opinią. Inna, bardzo sympatyczna i przyjemna sprawa, to spotkania ze słuchaczami, a szczególnie tymi najwierniejszymi. Osobami, które cały dzień spędzają z Polskim Radiem Białystok.


Spotkania

- A Bajguz to chyba na urlopie, albo chory, bo drugi tydzień w radiu nie słychać? - zapytała dziennikarza Michała Stepaniuka wierna słuchaczka w terenie. - Nie wiem - odpowiedział Michał. Po powrocie do radia okazało się rzeczywiście, że Andrzej pojechał na wakacje. To dopiero jest uwaga!

Radio ma też wiernego słuchacza w Las Vegas w Stachach Zjednoczonych - pana Stasia. Pan Stanisław słucha radia przez internet, bardzo lubi audycje, które prowadzi Marcin Kozłowski - Rokowirówkę i Bluesową Strefę Dobrej Muzyki. Przysłał Marcinowi na adres Radia ogromną paczkę przed świętami Bożego Narodzenia w 2015 roku.

- Było to całe pudełko płyt, koszulki, czapka, gadżety, kalendarze i kartki z życzeniami - opowiada Marcin. - Było to bardzo miłe - po pierwsze dlatego, że słucha nas z tak daleka, gdzieś zza oceanu; a po drugie, że chciało mu się zapakować to pudło prezentami i nam przysłać. Do tej pory gram w audycjach muzykę z płyt od pana Stanisława, one są świetne, bo u nas tej muzyki nie ma. My oczywiście też wysłaliśmy do Stanów dużą paczkę z prezentami od nas... A pan Stanisław niedawno przysłał kolejną paczkę. 

Dzięki naszym Słuchaczom Radio żyje. To dzięki Wam nasza praca ma sens. Cieszymy się, że jesteście z nami nie tylko od święta.

| red: zmj, mak




Studio Radia Bialystok

studio

+48 85 744 22 22
studio@radio.bialystok.pl

ZNAJDŹ NAS




Piknik Militarny "Misja Wschód 2017", fot. Joanna Żemojda
1.07.2017, 07:00, akt. 13.07.2017, 12:34

Jak się robi historię [wideo]



Nagrania słuchowiska "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek", fot. Monika Kalicka
27.05.2017, 08:00, akt. 30.05.2017, 10:40

Jak się robi słuchowisko - making of [wideo, zdjęcia]



fot. Piotr Nalewajek z Nadleśnictwa Żednia
22.05.2017, 10:42, akt. 10:55

Leśnicy apelują - sarenki zostawmy w lesie!


gpointstudio - Fotolia.com
22.05.2017, 09:33, akt. 09:41

Instagram - wirtualny narkotyk



Fotolia.com
22.04.2017, 07:00, akt. 25.04.2017, 09:07

Nowy trend w czytelnictwie - moda na e-booki?



Fotolia.com
20.04.2017, 14:50, akt. 16:00

Polacy 50+ schodzą z kanapy i idą na spacer



Fotolia.com
31.03.2017, 17:25, akt. 1.04.2017, 17:14

Wesoła terapia - lecz się śmiechem. To działa! [wideo]





źródło: www.radio.bialystok.pl​