| Joanna K. 12 stycznia 2009 22:16:22 | Treść książki zawiera się we wspomnieniach czterdziestoletniego Grzegorza, reżysera teatralnego i filmowego, który po latach spędzonych w Warszawie wraca do rodzinnego Białegostoku. Dotknięty niepowodzeniami w każdej dziedzinie życia bohater próbuje przeanalizować przeszłość, wrócić do zepchniętych w głębiny świadomości wspomnień, odnaleźć uczucia, które nim kierowały i motywy doprowadzające do konkretnych zdarzeń. Nie wierzy w to, że przeszłość go ocali lecz wierzy, że powinien do niej wrócić. Grzegorz próbuje zaistnieć na nowo i zrekompensować umierającej matce swój wcześniejszy brak zainteresowania jej osobą i schematyczność telefonicznych rozmów. Jego stosunek do życia przejawia się najwyraźniej w umiejętności podejmowania zadań, do których nie ma przekonania.Grzegorz po raz kolejny zaczyna zadawać sobie pytania: dlaczego jego związek zakończył się klęską, o czym tak uporczywie próbuje zapomnieć, dlaczego teatr zwany życiem zbudowany jest jedynie z nic nie znaczących gestów, braku jakichkolwiek uczuć i ciepła? Nie mogę odnaleźć celu, jakim kierował się autor tworząc "Gesty", może była nim jedynie próba wyobraźni, pojemności języka, możliwości wykazania się szerokim wachlarzem wyszukanych słów?Wartość literacka jest niezaprzeczalna, lecz smutek, który przebija z kart książki budzi we mnie negatywne odczucia. Zanurzanie się w depresyjnej analizie nie nastraja optymizmem do życia, ani chęcią walki z przeciwnościami losu, rodzi jedynie pytanie: czy brak samoakceptacji skazuje na ciągłe niepowodzenia? Gorzka proza ukierunkowana na głębię ludzkiej samotności...... |
| Marcin Z. 12 stycznia 2009 18:50:26 | Zgadzam się z panią Justyną, to jest książka przeznaczona do lekkiego wysiłku intelektualnego. W trakcie czytania nie można odpocząć, gdyż umysł musi ciągle pracować na wyższych obrotach, żeby zrozumieć o co chodzi dla autora. Tak jak pani Justyna nie żałuję, że ją przeczytałem ale wiem, że ten rodzaj pisarskiego rzemiosła nie każdemu "leży", ja np. nie lubię książek fantastycznych i nigdy po je nie sięgam, choćby nie wiem co:) ale to tak poza tematem. W każdym razie Karpowicz pokazuje tak naprawdę zwykłe życie, które dotyczy nas wszystkich. W gruncie rzeczy każdy z nas ma jakieś swoje intymne myśli i każdy z nas w charakterystyczny dla siebie sposób tłumaczy, komentuje(w głowie) i reaguje na otaczającą nas rzeczywistość. A tą jak wiadomo każdy odbiera inaczej. W sumie to chyba autorowi o to chodziło, żeby czytelnik miał mieszane uczucia i jak widać udało mu się:) |
| Justyna O. 12 stycznia 2009 14:12:39 | trudno jednoznacznie powiedziec czy mi sie podoba... W trakcie czytania to nie bardzo wiedzialm czego ten "facet" chce (przyjechał pochować matke, ale ona przeciez jeszcze żyła). Dopiero po jej przeczytaniu wszystko jakos tak sie rozjasnia. Książka na pewno nie jest łatwa, ale nie żałuje że ją przeczytałam. Trudno powiedziec "podobała się", na pewno dała wiele do zastanowienia. Nie polecam jej każdemu, ale polecam osobom lubiącym błądzenie w cudzych umysłach i lekki wysiłek intelektualny. |
| Basia K. 12 stycznia 2009 10:33:09 | Justyna, ale podobała Ci się ta książka, czy nie? :) Strasznie mnie przybijała ta książka. Gdy ją skończyłam, to poprawił mi się nastrój ;) |
| Justyna O. 11 stycznia 2009 20:59:57 | Przeczytalam, ale musialam sie jeszcze przespac żeby cos o książce napisac. Mam wrazenie ze jedyne kolory jakie moglabym przypisac do bohatera to czarny, biały i szary (głównie). Albo coś lubi (babcie, Miśke), albo nie lubi. Jego podejscie do otaczającego świata jest dość chłodne (przynajmniej w moim odczuciu) i potrafi zgascic swoim podejciem wszystko, co w jego strone jest kierowane. I w momencie gdy na serio juz zaczynam go lubić, gdy czekam na przełamanie w kontaktach z matką, spotkanie z dawną miłością - moja ciekawosc siega zenitu (co sobie powiedza, jak ona zareaguje, czy on znowu "palnie" cos glupiego, a moze jednak wszystko sobie wyjasnia, przeciez on o niej nie zapomnial przez tyle lat)... I w tym momecie nawiąze do wypowiedzi Marcina - bładzimy w labiryncie cudzego umysłu i dopiero teraz małe elementy układanki zaczynaja do siebie pasować. Jego wyliczanka "po pierwsze...", "po trzynaste..." konczy się na 40. Jego żal do ojca, że zostawil matkę samą zmienia się w moj żal, ze bohater wcale nie był lepszy od ojca... Na pewno nie jest to ksiązka o kiczowatej miłości lub z banalnym hepiendem. |
| Justyna O. 7 stycznia 2009 23:25:13 | jestem jeszcze w trakcie czytania. Ale jak tylko doczytam również podzielę się wrażeniami:) |
| Basia K. 7 stycznia 2009 12:33:27 | Oddam Karpowicza (książke a nie jego samego ;)) w dobre ręce. Chętnych proszę o pisanie pod basiek(małpa)czarna.dziura.pl :) Najlepiej zeby osoba była z Białegostoku to wtedy mogłaby sama odebrać. |
O NAS | PROGRAM | AUDYCJE | KONTAKT | REKLAMA | RSS
Copyrights © Polskie Radio Białystok. Wszelkie prawa zastrzeżone. Created by Overeurope & M.Gajlewicz