| Ula T. 10 kwietnia 2009 12:12:21 | A co myślicie na temat seri "Zmierzch" stephani mayer? przeczytałam ostatnio wszystkie cztery książki z tej serii. Moim zdaniem są ciekawe, chociaż idealność bohaterów poprostu zwala z nóg. Każdy jest piękny, szybki, bystry, ma nadprzyrodzone moce itd. Najbardziej mi się podobała druga część. A dlaczego? Bo nieczytałam do tej pory książki, w której tak realnie została przedstawiona depresja w pierwszoosobowej narracji. Ostatnia część mnie zawiodła- zbyt przewidywalna. A co wy myślicie? |
| Marcin Z. 4 kwietnia 2009 09:02:10 | Jakiś czas temu, w końcu, przeczytałem "Cień wiatru" Carlosa Ruiza Zafona. W końcu bo tak naprawdę to ocierałem się o nią przez ok 1,5 roku. Ciągle ją było widać, było ją widać wszędzie, do jakiej księgarni się nie zaszło to zawsze wpadała w oko. Gdzie się nie ruszyć to wszyscy o niej mówili, wszędzie pełno recenzji, i tu należy dodać jakich recenzji, po prostu książka idealna-tak sobie myślałem:)I ja również chciałem nie być gorszym od innych i jak najszybciej przeczytać to dzieło. Jednak przez cały czas, czy to w księgarni, czy to w bibliotece moją uwagę przykuwały inne tytuły. Szedłem po "Cień..." a wychodziłem zawsze z czym innym. Po takim czasie wpada mi w ręce książeczka o której gdzieś tam po cichu zawsze myślałem i zasiadam do czytania. Kończę ją czytać i gdzieś w środku jestem...zawiedziony, tylko troszkę ale jednak. Książka, oczywiście bardzo dobrze napisana, wspaniały język, ciągnąca się w nieskończoność intryga, która nie pozwala mi się od książki oderwać, a jednak czegoś mi w niej zabrakło, sam nie wiem czego? Sam też nie wiem czego od niej oczekiwałem, może jako czytelnik mam inne oczekiwania od innych? A może zbyt dużo dobrych książek przeczytałem i tej jest trudno przebić się w mojej hierarchii? Jestem już po lekturze następnej książki Carlosa Ruiza Zafona "Gra Anioła". Sięgnąłem po nią z czystej ciekawości, żeby sprawdzić i porównać z jej "wielką poprzedniczką". Co o niej mogę powiedzieć, żeby za dużo nie zdradzić? Książka bardzo podobna do poprzedniej, mimo tego faktu czytała mi się o wiele lepiej niż poprzednia, co mnie w niemałym stopniu zdziwiło, bowiem zazwyczaj kolejne książki tego samego autora z reguły są gorsze. A może nie gorsze tylko w podobny sposób pisane co niekiedy daje wrażenie gorszej. W sumie to też zależy od talentu pisarza. Dla mnie jednak bardzo się podobała. Do moich życiowych jej nie zaliczę, jednak czasu na jej przeczytanie do straconego również nie zaliczę:) Jeżeli o mnie chodzi to wszelka reklama jaką jest otoczona książka nie wpływa zbyt dobrze na moje mniemanie o niej. Tak samo jak z filmem, kiedy słyszę reklamę "najbardziej oczekiwany film roku" to w ogóle nie będę go oglądać bo najprawdopodobniej się rozczaruję. Tak samo było z "Cieniem..." Książka choć dobra to jednak ten szum jaki powstał wokół niej spowodował jakieś moje skryte wyobrażenia na jej temat, które potem się nie sprawdziły. A ile razy tak bywa, że książka o której nikt nawet nie słyszał, nikt o niej nie mówi staje się naszą najlepszą jaką w życiu udało nam się przeczytać, książką tą jedyną, staje się naszym przewodnikiem duchowym, do którego niejednokrotnie wracamy:) Pozdrawiam wszystkich:) |
| Dorota Sokołowska 24 marca 2009 18:44:35 | Bardzo dziękuję Wam za wszystkie recenzje:-) To miłe widzieć, że czytacie... Przypominam, że możecie prosić mnie o różne książki, które chcecie przeczytać. Poproszę o nie wydawców. A więc śmiało! czytam@radio.bialystok.pl |
| Justyna O. 23 marca 2009 10:50:09 | Kolejna książka od Pani Doroty:) „Czerwony rower” Antoniny Kozłowskiej. Historia trzech ponad trzydziestoletnich kobiet o zupełnie różnych charakterach. Znają się od podstawówki. Dziś żony i matki, każda inaczej ułożyła swoje życie i kieruje się innymi priorytetami. Pewne tajemnicze i tragiczne wydarzenie sprzed lat przywołuje wspomnienia. Dziewczyny siedziały razem w ławce i były szkolnymi „gwiazdami”. Wszystkie koleżanki zazdrościły im popularności i dość łatwego życia jak na lata 80., ale każda z dziewczyn miała cos do ukrycia (brak ojca, brak pieniędzy…) i nadrabiała to kłamstwami. Śmierć koleżanki z klasy, niewyjaśniona i tajemnicza przez tyle lat, wyciągnięta z szufladki pamięci przywołuje wspomnienia z czasów dorastania – burzliwego okresu życia. Kobiety przypominają sobie jak wyglądały ich pierwsze relacje z chłopakami, pierwsze miłości i całe życie w latach 80. w oczach nastolatek – czytanie niemieckich „Bravo”, pisanie pamiętników, słuchanie ulubionych piosenek i nagrywanie ich na taśmy magnetofonowe, okładanie zeszytów w kolorowe plakaty… Nie były wtedy aniołkami i do dziś mają poczucie winy z powodu śmierci Anety. Ale czy słusznie? Książka czytana jednym tchem. Polecam zwłaszcza dla kobiet - tych dorosłych (można sobie przypomnieć własne czasy szkolne, gdyż są tu opisane bardzo obrazowo) i tych wchodzących w dorosłość (aby zobaczyć jak wyglądało dorastanie bez telefonów komórkowych, komputerów i Internetu). Nie jest to lekka książka o babskiej przyjaźni, ale poruszająca opowieść o trzech skrajnych osobowościach próbujących rozwikłać zagadkę sprzed dwudziestu lat. Polecam:) |
| Joanna K. 20 marca 2009 17:57:59 | "Szminka w wielkim mieście" Candace Bushnell jest pisarką mieszkającą w Nowym Jorku. Pisarka zyskała sławę książką Seks w wielkim mieście. Kolejny bestseller autorki to książka Szminka w wielkim mieście. Autorka w swej książce burzy światopogląd przeciętnego człowieka, pokazuje nam zupełnie inny świat. Świat ,w którym pierwsze miejsce zajmuje pogoń za pieniędzmi i karierą. Autorka z poczuciem humoru opowiada trzy historie niesamowitych kobiet po czterdziestce. Nico, Wendy i Victory robią oszałamiające kariery w Nowym Jorku. Przyjaźnią się od dobrych kilkunastu lat. Jednak te podziwiane kobiety również mają swoje sekrety i problemy. Nico - redaktor naczelną wpływowego pisma, mężatka i matka nastolatki, rzuca się w wir romansu z przystojnym, młodszym od niej modelem Kirbym. Dla Nico ich romans jest formą przeżywania sukcesów w pracy oraz zaspokojania potrzeb seksualnych, które jej mąż od dawna lekceważy. Ich spotkania sprawiają, że Nico staje się bardziej aktywna zawodowo, a to zauważa jej przełożony, Victor Matrick. Kariera to również priorytet dla Wendy Healy - redaktor naczelna wpływowego pisma. Jednak nie udaje jej się pogodzić kariery z macierzyństwem. Mąż Wendy, Shane, żąda rozwodu. Bohaterka zaczyna nową produkcję, według niej to film jej życia. Victory jest świetnie zapowiadającą się projektantką, która już zdobyła miejsce w światowej czołówce. Niestety, ostatni pokaz jej kolekcji podczas Tygodnia Mody okazuje się niewypałem. Kolekcja zostaje zmiażdżona przez krytyków. Żadna z nich nie ma jednak w zwyczaju poddawać się. Jednym zdaniem: „Szminka w wielkim mieście" to lekka opowieść o trzech przyjaciółkach, które przeżywają porażki i sukcesy, poszukują miłości i szczęścia oraz walczą w nierównej walce z mężczyznami. To lektura z gatunku tych, po przeczytaniu których świat od razu nabiera optymistycznych barw, a sukces zawodowy i towarzyski wydaje się być w zasięgu ręki. Tę książkę polecam kobietom, które chcą choć na trochę oderwać sie od ponurej i monotonnej rzeczywistości... PS. Serialu nie oglądałam, a więc nie mam porównania :( Pozdrawiam wszystkich i zyczę miłej lektury... |
| Basia K. 19 marca 2009 15:03:00 | Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz towarzyszy mi w życiu od prawie 20 lat. Gdy już przeczytałam wszystkie części, jakie zostały wydane z niecierpliwością czekałam na następną. Tak samo było ze "Sprężyną" W "Sprężynie", jak i w poprzednich częściach poznajemy losy bardzo wielu bohaterów poznańskiej opowieści, ale główną jest niezaprzeczalnie Laura - Tygrysek. Nieprzewidywalna, zimna, stalowooka dziewczyna zawsze mnie trochę drażniła, ale bardziej ciekawiła. Czułam, że kiedyś nastąpi jakiś przełom. I nastąpił w tej właśnie części :) Poznajemy nowego potomka Borejków i Pałysów - Kazimierza Pałysa zwanego Ziutkiem, który prezentuje się nam w wieku 8 miesięcy :) Z nim to właśnie nawiązał nić porozumienia nestor rodu - Ignacy Borejko. Mogliśmy zobaczyć dość prozaiczne oblicze taty Borejko, który zmienia pieluchy wnukowi, czy rozwiązuje zagadkę jego ulewania. Róża, Fryderyk i mała Mila wyjechali do Oxfordu, za nimi podążyła seniorka rodu - mama Mila Borejko i bardzo brakowało mi w tej części jej ciętych uwag i dowcipu, bo to taka kobieta, która w kilku słowach potrafi zawrzeć to, do czego inni potrzebują przemowy ;) Pojawia się w końcu na dłużej Patrycja - Pulpecja z rodziną, ale jak dla mnie jest tak przesłodzona, że aż mdli :( Niestety, jej mąż Florian podąża tą sama drogą :/ Gabrysia znika na kilka chwil. Pojawia się córka Kreski, póki co jako mały epizod, ale węszę coś poważniejszego w następnej cześci. Na początku zirytowało mnie kilka rzeczy a najbardziej przeintelektualizowane zwroty autorki. Niestety, przywalają one jej lekki i przyjemny styl jak worek mąki smakowite ciastko. Mam wrażenie, że z części na część jest gorzej. Jak napisałam wcześniej, drażniła mnie Pulpecja, która piekła beztrosko różne słodkie przysmaki nie przejmując się zupełnie wagą i z roku na rok kupowała o rozmiar większe ubrania. Jak to mówi ówczesna młodzież: to już przegięcie. Mogła MM napisać, że z racji dużej ilości pracy fizycznej w gospodarstwie Pulpie nie groziła duża nadwaga, bo większość spalała przy tejże pracy, a tak... szkoda gadać. Najbardziej podobało mi się podejście ojca Borejko do śmierci, gdy małemu wnukowi mówił aby się za bardzo do niego nie przywiązywał, bo pobędą z sobą góra 10 lat. Z drugiej strony mówiąca o swoim ogromnym szczęściu Pulpa "trzęsła się" o wszystkich bojąc się, że nagle coś może zepsuć to jej szczęście. Moim zdaniem książka jest bardzo nierówna. Bywają niezłe momenty, ale przy niektórych można zgrzytać zebami. Jednak sięgnę po następną, chociażby z ciekawości, co u moich ulubionych bohaterów i jak rozwijają się ich wątki. |
| Basia K. 19 marca 2009 11:42:51 | W życiu czytelnika piękne jest to, że skazany jest na wyławianie od czasu do czasu różnych, książkowych perełek. Perełki są mniejsze, większe, ale są. Jedną z odkrytych ostatnio, wciągających książek jest "Martwe jezioro" Olgi Rudnickiej. Autorka jest osobą bardzo młodą (rocznik '88), ale posiadającą sporo dojrzałości, co daje się zauwazyć na kartach jej książki. Beata jest samotną trzydziestolatką, która uwielbia swój zawód księgowej. Zasady, którymi rządzą się liczby są proste i logiczne, ale zycie bohaterki nie jest już niestety takie. Beata całą sobą czuje, że z jej rodziną coś jest nie tak. Zawsze niekochana, odrzucana wychowywała się w zimnym domu spychana na margines na rzecz młodszej siostry, która narobiła jej sporo świństw. Po ostatnim takim incydencie Beata zerwała kontakt na kilka lat, dlatego ogromnym zaskoczeniem było zaproszenie na ślub owej siostry, przysłane na 2 tygodnie przed uroczystością. Wcześniej postanawia wynająć prywatnego detektywa, bo ma pewne podejrzenia, że z ową rodziną nie łączą jej nawet więzy krwi. Niestety, detektyw niewiele ustala. Dlatego Beata, za namową swojej przyjaciółki - współlolatorki Uli postanawia pojechać na wesele, zapraszając brata przyjaciółki, z którym to Ula od dawna chce ją zeswatać. Tym samym porusza kamyk powodujący całą lawinę zdarzeń. I, o ile była gotowa na różne warianty, to to, czego się dowiedziała zaskoczyło nawet ją. Trudno określić gatunek tej książki, skłaniałabym się ku kobiecemu kryminałowi. Jedno jest pewne, wciąga od początku, bardzo trudno wywnioskować dalsze wydarzenia, nie mówiąc o zakończeniu (no, może poza wątkiem romansowym). Autorce nieobce jest tez poczucie humoru, dzięki temu rozjaśnia to troszeczkę mroczne klimaty drugiej połowy książki. "Martwe jezioro" mimo wszystko nie jest ciężką lekturą a właśnie ta dojrzałość, z jaką autorka opisuje różne międzyludzkie relacje zaskoczyła mnie u tak młodej osoby. Polecam głównie kobietom i z niecierpliwością czekam na kolejną część, bo ma się niebawem ukazać. :) |
O NAS | PROGRAM | AUDYCJE | KONTAKT | REKLAMA | RSS
Copyrights © Polskie Radio Białystok. Wszelkie prawa zastrzeżone. Created by Overeurope & M.Gajlewicz