| Marcin Z. 15 marca 2009 16:46:42 | Witam wszystkich Jestem po kolejnej lekturze, można powiedzieć, że książeczka nie zdążyła jeszcze ostygnąć. Tym razem nie jest to żaden kryminał. Jest to „Historia małżeńska dla dorosłych” Radosława Antczaka. Jest to książka z biblioteki Pani Doroty. I muszę powiedzieć, że mam niezwykle mieszane uczucia po jej przeczytaniu. Jak już wspominałem wcześniej w moich komentarzach, najbardziej interesują mnie książki, które nie odbiegają zbytnio od otaczającej nas rzeczywistości, że właśnie takie książki cenię sobie najbardziej. I taka właśnie jest „Historia małżeńska...”. Jest to historia którą najprawdopodobniej większość z nas przeżywa na co dzień, jak to określiła Pani Dorota-historia samo życie. Kilka lat po przeprowadzce z małego miasta do Warszawy młode małżeństwo osiągnęło sukces. Oboje mają dobrą pracę, mieszkanie, teraz przyszedł czas na macierzyństwo. Przeczuwają, że wkrótce wiele się zmieni w ich życiu. Po narodzinach dziecka w nim budzi się ojciec, zaborczy i opiekuńczy. Ona, zadowolona z wykonania swojego zadania, poświęca się pracy i robi karierę. Dla każdego z nich liczy się teraz co innego. To, co miało ich zbliżyć, oddala. Katastrofa skrada się małymi krokami między śniadaniem a wyjściem do pracy... Książka jest niezła, niesamowitych wydarzeń w niej nie ma, bo i przecież nie może być. Ale czyta się ją rzeczywiście bardzo szybko i jest zastanawiająca. Myślę, że każdy młody ojciec czytając tą książkę mógłby wczuć się w rolę Filipa (zaborczy i opiekuńczy ojciec) a każda kobieta w rolę Lidii (mama poświęcająca się karierze), albo i nie. Każdy z nas jest inny i na pewno inaczej podchodzi do życiowych spraw. Ja mam wiele zarzutów do głównych bohaterów i choć ich myślenie wcale nie odbiega daleko od myślenia wielu młodych ludzi w dzisiejszych czasach to jednak można się zastanowić nad ich postępowaniem. Nie mogę za bardzo się zgodzić z Panią Dorotą, która stwierdziła, że książka kończy się happy endem i że zakończenie jest przewidywalne. Owszem zakończenie można przewidzieć, choć nie jest to wcale takie pewne. Natomiast według mnie interpretacja zakończenia należy do czytelnika, możliwa jest każda ewentualność. Dla jednego czytelnika może to być happy a dla drugiego not happy:). Sam autor przecież stwierdził „nie zdradzając zakończenia, nie wszystko jest tam powiedziane ostatecznie i definitywnie”, także istnieje możliwość własnej interpretacji. |
| Joanna K. 13 marca 2009 20:41:37 | Dziękuję Pani Doroto za książkę "Szminkę..." i oczywiście za bardzo miły dodatek jakim jest Tytus, Romek i A'Tomek mój syn bardzo się ucieszył :) Do książki już zaglądałam, ale do recenzji to jeszcze mi troszkę zostało ...., pozdrawiam |
| Marcin Z. 10 marca 2009 23:14:20 | Witam wszystkich czytelników i nie-czytelników:) Tak się zastanawiam, myślę i nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz tu byłem, to było chyba dawno. No cóż, takie mamy czasy, zajęć przybywa a czasu ubywa. Jak już kiedyś wspomniałem, czytać bardzo lubię, zawsze i dużo. Niestety czas jest moim katem i nie pozwala mi ostatnio na wiele:)...Chciałbym dziś wspomnieć o książeczce, która jest prezentem od Pani Doroty a mianowicie "Kamienne Węże" Jasona Goodwina. Można powiedzieć, iż jest to książka na miarę moich oczekiwań. Lubię kryminały-dostałem kryminał, lubię historię-dostałem historię, lubię świat orientalny-dostałem świat orientalny:). Wszystkie te elementy zawarte są w tej książeczce. Akcja toczy się w połowie XIX wieku w Stambule, w Imperium Osmańskim. W tajemniczych okolicznościach giną trzy osoby, wśród nich francuski archeolog i kolekcjoner, doktor Lefevre, któremu detektyw Jeszim zgodził się pomóc na chwilę przed tym jak tamten zginął i podejrzenie pada właśnie na niego. Z pomocą ekscentrycznego ambasadora wymazanej z map Polski, Stanisława Palewskiego, Jeszim próbuje oczyścić się z zarzutów, ale jak to w kryminale sprawy zaczynają się komplikować...Muszę powiedzieć, że książka sama w sobie mnie nie zawiodła. Jeżeli mogę mieć jakiś niedosyt to tylko ze względu na wątek kryminalny, choć ten był na swój sposób wymyślny to jednak troszkę mnie rozczarował, gdyż spodziewałem się czegoś innego(nie wiem, może jestem zbyt wybredny), natomiast cała reszta jest bardzo dobra. Książka obfituje w wielu barwnych i wyrazistych bohaterów, którzy są bardzo mocną stroną powieści i to co mnie najbardziej cieszy, zawiera silny podmuch historii wschodu, z całą jej autentycznością i tajemniczością. I to właśnie opisy tego historycznego miasta jakim jest Stambuł jest według mnie największym atutem tej książki. Realnie opisywane zakamarki i najbardziej znaczące miejsca, nie tylko dla dzisiejszej Turcji ale i dla całej Europy stanowią o tym, iż jest to książka zarówno ciekawa jak i przystępna dla każdego. Czyta się szybko i oderwać się od niej jest trudno:) Godna polecenia:) Pozdrawiam wszystkich |
| Justyna O. 5 marca 2009 10:40:14 | Zapomnialam tylko dopisać, ze zakonczenie książki również trzyma w napieciu i nasuwa wiele pytań. Nie jest to typowy "hepiend", ale otworzenie furtki do napisania losów bohaterów w następnej części. Ale nic wiecej nie zdradze, bo polecam do samodzielnego przeczytania:) tylko nurtuje mnie pytanie - co z Władziem? Przeciez Irenka mu obiecała... :( no ale co obiecała i dlaczego nie ma na końcu "i żyli długo i szczęsliwie"...a może jest... to przekonajcie się sami:) |
| Justyna O. 5 marca 2009 10:34:13 | Ostatnio z Kluboksiegarni dostałam "Rembrandt, wojna i dziewczyna z karabetu" Manuli Kalickiej. Główna bohaterka- Irenka- niespodziewanie staje sie posiadaczzką cennego obrazu, niby świetna sprawa, ale jest wojna a Niemcy za takie dzieła zabijają. Jakby tego było mało w jej życiu pojawia się mały żydowski chłopczyk, którym nie wypada się nie zaopiekować. Irenka ukrywa obraz, zajmuje się chłopcem i dzielnie walczy z nachodzącymi ją Niemcami. Nie jest ona jedyną bohaterką tej książki - jej losy przeplatają się z losami prawowitych właścicieli obrazu oraz autentycznych postaci z czasów wojny. Książka jest napisana w taki sposób, że z łatwością przenosimy się w lata 40. Odnajdujemy tu poprostu dbałość o szczegóły- nawet filiżanka czy marynarka jest opisana językiem tantych czasów. Akcja dzieje się bardzo szybko, więc szczególnie polecam książke osobom lubiącym dreszczyk emocji. Mimo wielu smutnych wydarzeń opisanych w tej książce, czyta się ją przyjemnie. Dziekuję za książkę :) |
| Marta W. 26 lutego 2009 22:24:31 | Fajnie, że jest takie miejsce gdzie można sobie popisać o książkach. Mam ich wiele w swojej domowej bibliotece, półki uginają się pod ich ciężarem,tylko szkoda,że czasu brakuje na ich przeczytanie...ale, żeby nie było, że nie czytam :P Sięgam po nie późnym wieczorem, razem z nimi zasypiam :) Pan Kapuściński zabiera mnie w niezwykłe podróże po Imperium, razem z nim goszczę w pałacu Casarza, i błądzę w Buszu po polsku. Nawet nie wiecie jak "romansidło" może poprawić humor. Chcecie się przekonać przeczytajcie "Idę w tango" Joanny Fabickiej. jak sama autorka pisze, jest to romans histeryczny. ciekawe co nie :) pozdrawiam |
| Marta W 10 lutego 2009 08:18:05 | Muszę przyznać, ze pani Dorota idealnie trafiła w mój czytelniczy gust :) Jak na razie początek książki jest bardzo interesujący... zobaczę co będzie później, ale chyba zapowiada się bardzo ciekawa akcja :). Pozdrawiam |
O NAS | PROGRAM | AUDYCJE | KONTAKT | REKLAMA | RSS
Copyrights © Polskie Radio Białystok. Wszelkie prawa zastrzeżone. Created by Overeurope & M.Gajlewicz