Jestem z tych, którzy jeszcze pamiętają Radio Erewań. „Co by było – pada pytanie – gdyby pluskwy świeciły ?” „Gdyby pluskwy świeciły – odpowiada Radio – to…. i tu pada nazwa miasta – świeciłoby jak Las Vegas”.
Nadejszła wiekopomna chwila i… na Naszej Świerkowej zniknął las dźwigas a w pełnej krasie odsłonił swoje piękno Las Vegas. Nie żeby tam jakiekolwiek skojarzenia z anegdotą; nowy, piękny budynek Politechniki Białostockiej wieczorową porą blaskiem światła w niczym nie ustępuje amerykańskim metropoliom. Blask nowego przyciemnia stare i dniową porą. Jak tylko opadła kurtyna stalowych, nierdzewnych ogrodzeń naszym oczom pokazało swoje piękno podwórko. Alejki, placyki, pagórki, drzewa i schodddyyyy ! Szkoda, że… ale o schodach może później.
Trochę szkoda, a właściwie żal, że z radiowych okien nie ma widoków sielskich domków z naroża Zwierzynieckiej i Świerkowej. I nie tak może domków żal jak ich gospodarzy. Poczciwi to byli ludzie. Pracowici i proekologiczni. Pan obejścia przez okrągły rok; co poranka wracał z pobliskiego zagajnika, rezerwatem w magistracie zwanym, z pokaźnym kawałkiem drzewa. Susz, wywroty i wszelakie połamańce grzały domowe piece, a piece grzały jego spracowane ręce. Pan ze Świerkowej był leśnym sanepidem.
Nie ma już gościa. Nie ma jego kur, koguta, kota i psa. Nie ma zarośniętego placyku, na którym bywało spotykali się panowie w towarzystwie do brydża i wina „patykiem pisane” zwane a takoż panie bez towarzystwa do opalania – co tez z naszych okien było widać. Nie ma już widoków.
Nie ma też widoków żeby ktoś robił porządki w zagajniku rezerwatem zwanym. Las brzozas, olchas i innych drzewas tam leży. Pnie gniją i powolutku rezerwat przemienia się w rezerwuar. Szkoda… ale to na inną okazję. Teraz idziemy na drugą stronę ulicy. Studencko - profesorską. Politechniczną. Światlejszą
Światli ludzie budynek zaprojektowali. Światli pobudowali. Zrobili porządki. Światłość i blask bije z każdego detalu. I te schody… schody….schody. Las schodas !
Już widzę kolejki chętnych do pstryknięcia fotki na schodach. Całe zespoły, grupy, roczniki świeżo upieczonych inżynierów i magistrów. Zacnych uczestników bardzo naukowych konferencji. i mniej naukowych zgromadzeń. Nowożeńców z weselnymi biesiadnikami. Widzę też pana, który zgarnia śnieg ze schodów; ba słyszę co on mówi. Przepraszam ale radiowa ustawa nie pozwala mi powtórzyć słów jego. Mało, ze słyszę to i widzę. Widzę wodne zacieki na bocznych ścianach schodów. Znajomy mówi: to nie woda, to łzy. Schody płaczą, bo… . Dość tego ! Znajomy malkontent i tyle.
Ważne, że na Naszą Świerkową wkracza nowe. Prawie jak w Las Vegas.