|






| |
„W krainie wodnej lilii i białego bociana”
Jeszcze kilka lat temu woda w Jeziorze
Ełckim była tak brudna, że uchodziło ono za martwe i nikt rozsądny nawet nie
próbował się w nim kąpać.
Dziś – dzięki nowo wybudowanej oczyszczalni ścieków – akwen ten znów żyje.
Ma to ogromne znaczenie dla miasta, gdyż nie ma nic lepszego na przyciągnięcie
turystów niż „czysta woda i trawa zielona”. A gdzie szukać piękniejszej
przyrody, niż na Mazurach – w krainie lasów i jezior.
Budowa oczyszczalni została w dużej mierze sfinansowana ze środków unijnych, tak
więc obiekt ten spełnia wszystkie wymogi UE, a niektóre nawet przewyższa. Władze
miasta dbają o ochronę przyrody. Od 1991 roku realizowany jest program „Ełk –
miasto ekologiczne”. W sierpniu tego roku Ełk otrzymał prawa użytkowania znaku
„Zielone Płuca Polski”.
Aby jednak turysta chciał zawitać do miasta, nieodzowne są dobre drogi. Wiadomo,
że ściana wschodnia nie wygląda pod tym względem najlepiej. W najbliższych
planach jest więc budowa obwodnicy, wkomponowanej w przebieg dróg krajowych nr
16 i 65.
Jednak najważniejszym problemem tego regionu jest szalejące bezrobocie. Jak mówi
Prezydent Janusz Nowakowski – sięgnęło ono 30 % - i dopóki nie uda się ożywić
przedsiębiorczości, to władze miejscowe na pewno sobie z tym zjawiskiem nie
poradzą.
Jakie, wobec tego szanse ma Ełk, gdy granica Unii Europejskiej przesunie się na
wschód ? Na pewno nie rozwinie się tu wielki przemysł. I dobrze. Szkoda byłoby
zniszczyć tak unikalną przyrodę. To właśnie ona stanowi największe bogactwo tego
regionu. Drugim są lokalne tradycje i kultura. Tu ełczanie mają naprawdę duże
pole do popisu. Od kilku miesięcy dyrektorem Ełckiego Domu Kultury jest Andrzej
Cieśluk - organizator słynnego „Przystanku Olecko”.
Realizowany przez niego program „Ogrody Wyobraźni” ma obejmować min. koncerty na
plaży miejskiej, festiwal folkloru dzieci i młodzieży oraz przegląd teatrów
plenerowych. Jeśli dołączyć do tego znaną już powszechnie „Mulatkę”, czyli
MazUrskie LaTo Kabaretowe, w Ełku trudno będzie się nudzić.
Andrzej Cieśluk nie boi się Europy: „ w sferze kultury to się tak wzajemnie
przenika, że nie wiadomo, gdzie jest Jej koniec, a gdzie początek. Ważne jest,
by nie zaniedbywać i kultywować to, co nasze. Bo jeśli „europejskie” ma się
wiązać z tym, że zunifikowane, to ja niekoniecznie chcę być w takiej Europie.
Chcę jednak pewnej różnorodności”.
autorka: Ewa Michałowska -
michalowska@radio.com.pl
|