|






| |
"Kierunek Bruksela"
Siemiatycze są
miastem powiatowym i nie różnią się zbytnio od innych tego typu na Podlasiu.
Miasto położone jest w południowej części województwa. Dookoła znajdują się
gminy o charakterze rolniczym. Nie ma tu wielkiego ani nawet małego przemysłu,
za wyjątkiem dawnego Hortexu i Spółdzielni Mleczarskiej, które są teraz w rękach
obcego kapitału i dobrze się rozwijają.
Nie to jednak powoduje, że
Siemiatycze są fenomenem na mapie regionu. Jest to jedyne miejsce gdzie jeden z
najważniejszych problemów społecznych, ekonomicznych i gospodarczych a
mianowicie bezrobocie prawie nie istnieje. Problem bezrobocia - owszem -dotyka
także mieszkańców Siemiatycz, ale – “nie kłuje” tak jak w innych zakątkach
Podlasia. Wynosi zaledwie 8,5 procent.
Wszystko to za sprawą Brukseli. Co
trzeci mieszkaniec Siemiatycz pracuje w Bielgii. Wielu mieszkańców Brukseli do
dziś żyje w przekonaniu, że Siemiatycze są stolicą Polski. Exodus rozpoczął się
na początku lat osiemdziesiątych. Najpierw wyjeżdżały pojedyncze osoby, głównie
z Ciechanowca, Perlejewa i Siemiatycz. Do nich dołączali członkowie rodzin,
sąsiedzi i przyjaciele. Wyjeżdżali robotnicy, nauczyciele, rolnicy a nawet
lekarze. I tak jest do tej pory. Od wielu lat z Siemiatycz do Brukseli co
tydzień odjeżdżają rejsowe autobusy PKS, a ostatnio również małe prywatne
mikrobusy. Mężczyźni najczęściej podejmują tam prace budowlane i remontowe.
Kobiety zajmują się sprzątaniem domów i pilnowaniem dzieci. Każdy miesiąc pobytu
przynosi dochód od 4 do 10 tysięcy złotych. Za zarobione pieniądze ludzie
pobudowali domy, kupili wygodne mieszkania i samochody. Teraz rodzice zarabiają
często na kształcenie dzieci i mieszkania dla nich w Warszawie i Białymstoku. To
dobrze – mówi proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP ks. Bogusław Kiszko.
Ludzie muszą jakoś sobie radzić. Dobrze jak wykorzystują pieniądze na dobry cel.
Po powrocie do Siemiatycz, wielu zarobione pieniądze inwestuje w swoją
działalność gospodarczą.
Nigdzie nie ma chyba tylu różnych
sklepów co w tym mieście. Mężczyźni nauczyli się w Belgii tynkować, kłaść
glazury, malować mieszkania i teraz w kraju robią to samo – tyle, że “na swoim.
Inni oczywiście Brukselę traktują jak drugi dom. Do Polski przyjeżdżają jedynie
na Boże Narodzenie czy na Wielkanoc. Dzieciom wyrabiają paszporty i zabierają do
Brukseli na wakacje, ażeby razem pobyć a może zrekompensować rozłąkę.
Młodzież idąc za doświadczeniem i
radą rodziców uczy się w szkole języka francuskiego. Wiedzą, że “tam” język to
pół sukcesu. Dlatego w Siemiatyczach język angielski jest na drugim miejscu.
Młodzież nie tylko pilnie się uczy. Czasami szkoła schodzi na drugie, trzecie a
nawet na ostatnie miejsce. Dzieci pozostawione pod opieką jednego z rodziców,
albo tylko babci lub cioci przestają myśleć o nauce. Mają pieniądze i korzystają
jak mogą. Wsiąkają w atmosferę ulicy. A tam alkohol to już nic nowego. Dawno
pojawiły się narkotyki. Sprawy wychowawcze są częstym problemem w rodzinach
gdzie jedno lub dwoje rodziców przebywa poza krajem – stwierdza dyrektor
Gimnazjum nr 1 Sergiusz Szcygoł. Rodzice nie mają czasu na rozmowę z
wychowawcami, bo przyjeżdżają na krótko i zaraz przygotowują się do kolejnego
wyjazdu.
Jeszcze większym zagrożeniem jest
rozłąka małżonków. Nie wszyscy to wytrzymują – tłumaczy ksiądz Bogusław. Jedni
popadają w alkohol, inni w ramiona innych kobiet czy mężczyzn. Dochodzi do
rozbicia rodzin, wielu rozczarowań i tragedii.
Być może wejście Polski do Unii coś
zmieni. Tą nadzieją żyje wielu mieszkańców Siemiatycz. Zazwyczaj jednak liczą,
że będą pracować nie w Polsce a w Belgii. Legalnie i za większe pieniądze. Nikt
raczej nie liczy na to, że szybko polepszy się byt i rynek pracy w Polsce.
Z optymizmem na połączenie z krajami
“piętnastki” patrzą władze samorządowe. Burmistrz Zbigniew Radomski liczy, na
pieniądze unijne dzięki którym zbuduje nowe drogi, kanalizację i wodociągi.
Musimy dogonić kraje lepiej od nas rozwinięte. Kiedy to nastąpi. Burmistrz
przewiduje, że nie pięć a raczej dziesięć lat.
autor: Mirosław Bielawski -
mbielawski@radio.bialystok.pl
|