Sięgając po książkę "Sama w Tokio", nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Niby zaklasyfikowana jako reportaż, czytała się jednak jak powieść, momentami przypominając autobiografię autorki. W końcu dotarło do mnie, że to przede wszystkim przepiękna historia miłości.
Nie jest to jednak typowy romans – to opowieść o miłości do miejsca, do kultury, do języka. Niewinne poszukiwanie sposobu na relaks i spędzenie wolnego czasu przerodziło się w pasję, a później w głęboką miłość do Japonii. Otrzymujemy historię o tym, jak ta miłość w autorce dojrzewa, rośnie i stopniowo pochłania coraz większe obszary jej życia. Nie jest jednak cukierkowo, bo – jak to z ważnymi rzeczami w życiu bywa – wymagają one poświęceń. Los potrafi rzucać kłody pod nogi na drodze do realizacji marzeń, i wtedy pojawia się pytanie: czy starczy nam sił, by je pokonywać w imię naszej pasji czy miłości? Polecam samemu się przekonać, czy autorce tej siły wystarczyło.
Nie jest to książka stricte o Japonii ani gotowy poradnik podróżniczy. To raczej zbiór przyjemnych anegdot z życia Marie Machytkovej, która poznawała ten kraj krok po kroku. Znajdziemy tu historie wzruszające, zabawne, ale przede wszystkim takie, które pozwalają nam lepiej zrozumieć kulturę Japonii i jej mieszkańców. Autorka opisuje ten świat tak, że trudno nie poczuć zafascynowania i nie zapragnąć samemu spróbować sushi w jego ojczyźnie.
Reasumując – "Sama w Tokio" nie jest merytorycznym przewodnikiem po Japonii, ale to lekka, przyjemna lektura, z której przy okazji można wynieść ciekawostki o tym kraju. Polecam serdecznie!
Magdalena Budzisz
Od red. Dziękujemy za recenzję! Pani Magdo, zostawiam na portierni nowe ksiązki- Italia w kieliszku wina, Cudze oddechy, Kiedy kocham -krzyczę, Gehenna. Kościelna okupacja Polski. Zapraszam na świerkową i czekam na recenzje :-)
Prywatnie tu: tudorotasokolowska.pl
Prowadzący:
Dorota Sokołowska