Radio Białystok | Felieton | Problematyczna segregacja śmieci - felieton Marka Gąsiorowskiego
Nieuchronnie czekają nas zmiany w segregacji śmieci. Teraz to co wrzucamy do śmietnika, dzielimy na kilka frakcji. Po zmianach będziemy segregować na kilkanaście grup. Czy zmiany ułatwią nam życie czy wręcz przeciwnie? O tym w felietonie Marka Gąsiorowskiego.
Na dziś segregacja śmieci jest na niewystarczającym poziomie. Wystarczy poczytać ogłoszenia administratorów zawieszane na klatkach. Są to prośby o poprawną segregację odpadów.
Wynika to z tego, że obecny system jest źle przygotowany. Nie pomogą ogłoszenia, wywieszanie instrukcji, bo połowa lokatorów i tak tego nie czyta. A połowa z tych, co przeczytali, zanim wróci ze śmietnika do domu, to i tak zapomni, o co w tym wszystkich chodzi. Stąd mamy taki poziom segregacji odpadów jaki mamy - czyli o wiele za niski. Stosowanie zbiorowych kar w postaci podwojonych opłat za odbiór śmieci niczego nie zmieni. Trzeba zmienić cały system.
Skoro według nowych regulacji ma być 11 frakcji śmieci i 11 kolorów pojemników, sprawa wydaje się prosta. Proces segregacji powinien się rozpocząć już na poziomie producenta. Każdy towar i jego opakowanie, które wcześniej czy później wylądują na śmietnisku, powinny być oznaczone prostym kodem - najlepiej odpowiednim kolorem na metce, metryczce czy w innym taki miejscu. Przecież producent wie co produkuje i wie do jakiej grupy śmieci powinien jego produkt po zakończeniu żywota trafić.
Efekt owego sytemu będzie oczywisty. Zrozumie go nie tylko docent z uczelni. Zielone oznakowanie - taki odpad, opakowania wędrują do zielonego pojemnika. Czerwone oznakowanie - do czerwonego. Prościej się nie da. I jeśli zmiany pójdą w tę stronę, będzie łatwiej. Zostawianie czegokolwiek w tej kwestii do dowolnej interpretacji lub zbyt zawiłe zasady prowadzą do tego, że segregacja zawsze będzie w takich okolicznościach na niewystarczającym poziomie.
Jednakże cała koncepcja prosta i w istocie intuicyjna ma jeden słaby punkt. Polacy z roku na rok kupują coraz mniejsze mieszkania. Śmieci na owe 11 frakcji najpierw trzeba podzielić w domu. To oznacza, że tyle pojemników będzie trzymać na przykład w 25-metrowej kawalerce. Oznacza to, że śmieci i cała związana z nimi infrastruktura, de facto będą niczym główny lokator, a w rzeczywistości ów główny lokator będzie pomieszkiwać na doczepkę. I tu powstaje poważny dylemat - czy ekologiczna idea, jaką jest segregacja śmieci ma służyć człowiekowi, czy człowiek ma służyć idei.
Wiele wskazuje na to, że ten drugi wariant jest bliższy rzeczywistości. W Europie na razie chcą segregować na 11 frakcji. To być może da się jakoś znieść, ale Japończycy wyodrębniają już 25 frakcji. Jak znam życie, Unia Europejska wcześniej czy później pójdzie tą drogą.
| red: bs, zmj