Radio Białystok | Felieton | Zrównać, nie zrównać? - felieton Marka Gąsiorowskiego
Sejmowa Komisja do Spraw Petycji skierowała do dalszych prac petycję dotyczącą ujednolicenia wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn. Dokument zakłada wprowadzenie wspólnego progu emerytalnego na poziomie 62 lat oraz szereg mechanizmów ochronnych i kompensacyjnych, które miałyby złagodzić skutki reformy. Kto mógłby na zrównaniu wieku emerytalnego zyskać a kto stracić? O tym Marek Gąsiorowski.
Teoretycznie zyskaliby mężczyźni, którzy trzy lata wcześniej mogliby udać się na emeryturę. To niestety byłaby jedyna korzyść w swoich finansowych skutkach dość bolesna. Już teraz, kiedy przepustką do emerytury jest ukończony 65. rok życia, przeciętny obywatel płci męskiej pobiera z ZUS średnio około 5 tys. złotych. Przez przedłużenie okresu świadczenia, ta średnia kwota znacząco by spadała. I tu pozostaje pytanie. Czy wcześniejsza emerytura to zysk, przywilej, czy jednak finansowa strata?
Obecnie spora część panów umiera przed osiągnieciem emerytalnego przywileju. I ta grupa mogłaby mówić o jakichkolwiek korzyściach. Średnio co trzeci mężczyzna w Polsce odchodzi z tego świata zanim otrzyma pierwsze ZUS-owskie stypendium. Gdyby petycja stała się faktem, minister finansów musiałby głębiej sięgnąć do kieszeni. W rachunku księgowym zyskałaby spora grupa mężczyzn, straciłby budżet państwa.
Teoretycznie na zrównaniu wieku emerytalnego pań i panów na poziomie 62 lat zyskałby kobiety. W przypadku dłuższego stażu pracy, mogłyby liczyć na wyższą emeryturę. I tu znów sedno sprawy tkwi w szczegółach. Panie w naszym kraju zarabiają statystycznie mniej od mężczyzn, mają krótsze okresy wpłat do ZUS-u, ale pobierają dłużej świadczenia emerytalne. Dwuletnie wydłużenie stażu pracy nie zmieniłoby w znaczący sposób sytuacji emerytek. Co najwyżej przybliżyłoby wielkość świadczeń, jakie dostają kobiety, do świadczeń inkasowanych przez panów. Wynikałoby to głównie z tego, że panowie traciliby na wyrównaniu wieku emerytalnego dużo więcej niż panie by zyskały.
Po co więc całe zamieszanie? Chodzi o to, by zrównać uprawnienia kobiet i mężczyzn w kwestiach emerytalnych. TU jednak da się zauważyć poważny dysonans. Wiele polskich kobiet uważa, że przejście na emeryturę w wieku 60 lat, czyli pięć lat wcześniej w porównaniu do mężczyzn, to nie dyskryminacja, a przywilej. Kobiety nad Wisłą tak faktycznie przez ogromną część życia pracują na dwa etaty - prowadzą życie zawodowe i równocześnie prowadzą dom wychowując dzieci. Wcześniejsza emerytura to swego rodzaju przywilej, to sytuacja, w której emerytka ma zapewnione minimum socjalne i sama decyduje, czy chce pracować dalej, czy nie.
Jak pokazuje rzeczywistość - wiek emerytalny, to coraz częściej granica umowna. Państwo powinno stworzyć takie warunki prawne, by praca w wieku senioralnym mogła trwać jak najdłużej i byłaby korzystna zarówno dla pracodawców jak i pracobiorców.
| red: pp, zmj