Radio Białystok | Felieton | Kryzys kapłaństwa - felieton Adama Dąbrowskiego
Pięciu nowych księży zostanie wyświęconych w tym roku w województwie podlaskim. Nie wiadomo jednak ilu z nich powiększy grupę kapłanów w Podlaskim, ponieważ spośród trzech diecezji tylko białostocka znajduje się w granicach naszego województwa.
Łomżyńska obejmuje także część mazowieckiego, a drohiczyńska poza mazowieckim także jedną parafię w siedleckim.
Akurat granice diecezji drohiczyńskiej nic nie zmieniają w obecnej sytuacji, ponieważ w tym roku nie będzie tam święceń ani jednego prezbitera, czyli księdza ze wszystkimi uprawnieniami. Będzie za to jeden diakon - dowiedziałem się w tamtejszym Wyższym Seminarium Duchownym.
Pięciu alumnów miało już święcenia diakonackie w tym roku w Łomży, a dwóch otrzyma je w Białymstoku.
To pierwszy stopień święceń duchownego, który na prezbiteriat musi czekać jeszcze przynajmniej rok.
Jeśli więc nic się nie wydarzy, w przyszłym roku może być w diecezjach naszego województwa wyświęconych ośmiu nowych prezbiterów.
A mówię warunkowo, ponieważ w Łomży np. do tych święceń przygotowywało się pięciu diakonów, ale przyjmie je już tylko czterech.
Jakkolwiek jednak będzie, jeśli absolwentów trzech uczelni wyższych można policzyć na palcach obu rąk, a w tym roku nawet na jednej, nie jest to wynik imponujący.
Ale nie jest to specyfika podlaska. Mniejsze zainteresowanie nauką w seminariach duchownych odnotowują placówki we wszystkich diecezjach w Polsce. Część z nich już nawet pozamykała swoje seminaria ze względu na znikome zainteresowanie kandydatów. Dlatego wśród jeszcze działających ponad trzydziestu, kilka to takie międzydiecezjalne. A biorąc pod uwagę, że we wszystkich kształci się niespełna tysiąc alumnów, łatwo wyobrazić sobie liczbę studiujących w każdym. Chociaż są i takie utrzymywane dla kilku kandydatów na księdza.
Stale zmniejszające się zainteresowanie studiami w seminariach odnotowywane jest zresztą już od ponad 30 lat, kiedy to powołań było najwięcej. Żeby uzmysłowić sobie skalę tego zjawiska wystarczy chyba powiedzieć, że w 1992 roku było kleryków w polskich placówkach pięć razy więcej niż obecnie.
Wśród zdiagnozowanych już przyczyn takiego stanu rzeczy jest oczywiście i demografia, czyli stale spadająca liczba ludności, ale i sekularyzacja społeczeństwa. Widać to już na etapie szkolnym, kiedy z lekcji religii rezygnuje – najczęściej przy zgodzie rodziców - coraz więcej uczniów.
Wśród wypowiedzi zaniepokojonych duchownych pojawiła się i taka, w której dostało się – jakże by inaczej – dziennikarzom. Bo za jeden z powodów odejścia młodych ludzi od kościoła, a więc i z mniejszego zainteresowania nauką w seminarium, uznał on nagłaśnianie wyłącznie negatywnych przypadków z życia kościoła i księży.
Ale już chociażby ze względu na demografię tego trendu raczej się nie da odwrócić.
Kościół w Polsce jednak na pewno przetrwa, tak jak przez ponad tysiąc lat. Najwyżej w nieco zmienionej formie.
W najbardziej czarnym scenariuszu będą Polaków ewangelizować misjonarze z Afryki, Azji czy Ameryki Południowej, którzy zresztą już teraz studiują także w polskich seminariach.
Tylko jak wówczas zareagują na to nasi rodacy, którzy sprzeciwiają się napływowi jakichkolwiek obcokrajowców?
| red: at