Radio Białystok | Felieton | Kierowcy i fotoradary - felieton Adama Dąbrowskiego
Zakończyła się, trwająca tydzień wzmożona akcja pomiaru prędkości na drogach w całej Europie. W Polsce brała w niej udział oczywiście policja, ale i Inspekcja Transportu Drogowego, wykorzystując zarówno swoje pojazdy rejestrujące prędkość użytkowników dróg, jak i fotoradary, które są już stałym elementem naszego przydrożnego krajobrazu.
Jak informuje Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (czyli CANARD), który świętował ostatnio 15-lecie swojego funkcjonowania, liczba fotoradarów w Polsce przekroczyła już znacznie pół tysiąca, chociaż zaczynali od 60 sztuk. Ale, gdyby spełnić oczekiwania wszystkich zainteresowanych, ich rosłaby w postępie arytmetycznym, ponieważ co roku wpływa do Inspekcji Transportu Drogowego kilkaset wniosków o montaż kolejnych takich urządzeń ze wskazaniem ich lokalizacji. I chcą tego na swoim terenie nie tylko samorządy, czy zarządcy dróg, bo ponad połowa składających takie zapotrzebowanie to osoby fizyczne.
Jednak coraz więcej fotoradarów przy drogach to nie tylko nasza, polska, specyfika, ale trend. W Holandii np. ich liczba tylko w tym roku ma się podwoić. A to oznacza, że będzie ich prawie trzykrotnie więcej niż u nas, podczas gdy obszar kraju mają ponad siedem razy (!) mniejszy.
Na dodatek montowane w innych krajach europejskich urządzenia są coraz bardziej… nie chciałbym powiedzieć, że złośliwe, więc nazwę to: restrykcyjne. Nie tylko rejestrują prędkość pojazdu bez poinformowania kierowcy błyskiem o przekroczeniu obowiązującej, ale np. potrafią uwiecznić (a więc i ukarać) kierującego za jazdę bez zapiętych pasów albo za używanie podczas jazdy telefonu komórkowego.
Fotoradary najnowszej generacji, oczywiście wspomagane przez sztuczną inteligencję, umieją podobno wychwycić aż osiem wykroczeń jednocześnie, co w najbardziej drastycznych przypadkach mogłoby się skończyć utratą prawa jazdy za jeden przejazd koło takiego urządzenia. Tym bardziej, że są i takie kraje, w których ustalona tolerancja przekroczenia dopuszczalnej prędkości to zaledwie 3 km. Czyli jazda po mieście 54 km/h to już wykroczenie.
Jakby tego było mało, np. we Włoszech system zachowuje w pamięci przyłapanego delikwenta i w przypadku recydywy dolicza mu mandat karny. W przeliczeniu na nasze nawet kilka tysięcy złotych.
A za wykroczenie w nocy, automatycznie powiększa wysokość nałożonej kary o 30 procent.
Natomiast w Wielkiej Brytanii (chociaż nie wiem, czy także nie w innych państwach) nawet, kiedy już miniemy takie urządzenie rejestrujące prędkość, nie możemy czuć się bezpiecznie, bo kolejne na naszej trasie również zarejestruje czas przejazdu i obliczy czy nie za szybko nasz samochód tam się pojawił. Taki odcinkowy pomiar prędkości, tyle że permanentny.
Dlatego zamiast sarkać na nasze rodzime fotoradary, powinniśmy być zadowoleni, że nie mamy jeszcze tak rozbudowanego systemu i zaawansowanej technologii.
Obecny wykaz wszystkich stacjonarnych urządzeń w Podlaskiem wg CANARD to: niespełna 30 fotoradarów, trzy odcinki pomiaru prędkości i dwa miejsca (oba zresztą w samym Białymstoku), w których rejestrowany jest przejazd na czerwonym świetle przez skrzyżowanie.
Z pewnością będzie się to zmieniać i ich liczba oraz zaawansowanie techniczne będzie rosnąć, ale zanim nadejdzie to „nowe” mamy czas, żeby jeszcze za darmo potrenować jazdę zgodną z przepisami ruchu drogowego.
| red: gl