Radio Białystok | Gość | Wolna Wigilia: sukces pracowników czy koszt dla gospodarki? -
- Nic nam się nie zawaliło, jak wprowadzono wolne soboty i nic nam się nie zawali, jeżeli będziemy mieli ten jeden czy dwa dodatkowe dni wolne świąteczne tam, gdzie one są świętowane. Ci ludzie zadowoleni oddadzą wam to, pracodawcy, z wdzięcznością w tych dniach, kiedy będą pracowali z większą wydajnością - tak Andrzej Aleksiejczuk, wiceprzewodniczący Podlaskiej Rady OPZZ, komentuje pierwszą wolną od pracy Wigilię.
24 grudnia po raz pierwszy będzie dniem wolnym od pracy. Ale nie będzie zupełnie tak, że absolutnie nikt tego dnia nie będzie pracował.
Kto skorzysta na wolnej Wigilii, a kto będzie musiał pracować? Między innymi o tym porozmawialiśmy z wiceprzewodniczącym podlaskiej rady OPZZ Andrzejem Aleksiejczukiem.
Kto wypracował wolny dzień?
Wiceprzewodniczący Podlaskiej Rady OPZZ Andrzej Aleksiejczuk podkreśla, że wolna Wigilia to efekt wieloletnich postulatów pracowników, a nie działań polityków.
Ja bym nie patrzył na to w kategoriach, kto skorzysta, tylko tak naprawdę, kto to wypracował. Bo w tej nowoczesnej, industrialnej naszej gospodarce, nikt do tej pory nie pomyślał o tym, żeby ten dzień wolny wprowadzić w życie. Pracownicy postulowali o to, żeby wolna Wigilia była, podobnie jak jest dzień Trzech Króli i politycy niczego tutaj nie dali. Politycy jako ten głos ludu przeprocedowali to w Sejmie, natomiast to jest sukces pracowników. Pracowników tych, którzy są zatrudnieni na kodeksie pracy, żeby to była jasność - mówi Andrzej Aleksiejczuk.
Wiceprzewodniczący Podlaskiej Rady OPZZ ostrzega jednak przed pułapkami:
Bo ci, którzy są zatrudnieni na umowach cywilnoprawnych, tam pracodawcy będą chcieli to wykorzystywać przeciwko nim i oni będą prawdopodobnie musieli pracować.
W Polsce na „śmieciówkach” pracuje półtora miliona osób.
To jest armia ludzi i ta armia ludzi na śmieciówkach będzie w różny sposób przez pracodawców prawdopodobnie wykorzystywana do pracy w Wigilię - ostrzega Andrzej Aleksiejczuk.
Pazerność sieci handlowych
Gość Rozmowy Dnia Polskiego Radia Białystok krytykuje wydłużanie godzin pracy przed świętami w sieciach dyskontowych nawet do pierwszej w nocy.
Uważam, że to jest pazerność. Te sieci handlowe te powinny to rozumieć, że ci ludzie, którzy u nich ciężko pracują cały rok, dzięki nim mają przecież tę sprzedaż, no to przynajmniej w tym okresie świątecznym nie za wszelką cenę i przecież nie wszystkie sieci handlowe do tego w ten sposób podchodzą, że nie za wszelką cenę żądza zysku, ale też uszanowanie swojego pracownika. No właśnie humanizacja społeczeństwa między innymi na tym też polega, że pracownik jest traktowany jak człowiek, a nie jak środek produkcji zwyczajnie.
Andrzej Aleksiejczuk współczuje tym, którzy będą musieli pracować w Wigilię.
Współczuję ludziom, którzy w ten sposób są wykorzystywani pod pretekstem lepszego funkcjonowania społeczeństwa. To raczej jest dziewiętnastowieczna pazerność.
Odpowiadając na argument, że praca w Wigilię to troska o dobro klientów, wyjaśnia:
To jest tak tłumaczone. Na czym polega dobro klienta? Dobro klienta polega na tym, że ma zostawić pieniądze w sklepie, bo sklep tych pieniędzy potrzebuje - ironizuje.
Które branże odpoczną 24 grudnia?
Nie wszyscy będą jednak świętować. Andrzej Aleksiejczuk precyzuje wyjątki:
Powiem tak, kto nie będzie miał wolne. Będą pracowali ci ludzie, którzy pracują w ruchu ciągłym, no bo ruchu ciągłego nie da się przerwać. Będą pracowali ci, którzy muszą zabezpieczyć bezpieczeństwo, opiekę zdrowotną tam, gdzie ona musi być świadczona w ruchu też nazwijmy to ciągłym i wszelkiego rodzaju służby. Natomiast wolne będą mieli wszyscy pozostali - pracujący w przemyśle, w energetyce, w przemyśle spożywczym, w usługach, oczywiście zatrudnieni na kodeks pracy.
Wiceprzewodniczący Podlaskiej Rady OPZZ podkreśla dysproporcje:
Pamiętajmy o jednej rzeczy, zatrudnieni na kodeks pracy. Zawsze to powtarzamy. W Polsce pracuje na śmieciówkach półtora miliona ludzi. To jest armia ludzi i ta armia ludzi na śmieciówkach będzie w różny sposób przez pracodawców prawdopodobnie wykorzystywana do pracy w Wigilię - ostrzega Andrzej Aleksiejczuk.
Handlowe niedziele i żądza zysku
Aż trzy niedziele handlowe w grudniu to według Andrzeja Aleksiejczuka niepotrzebny prezent dla sektora handlowego:
Te trzy handlowe niedziele, one tu nie są całkiem potrzebne. Przecież pracownik musi mieć w handlu dwie wolne niedziele, tak? No to skąd wezmą tych ludzi na tę trzecią niedzielę? Już wiemy z góry, że ci ludzie musieli jednak pracować w tę trzecią. Ja się takich sytuacji obawiam w imieniu pracowników. To jest bezwzględna żądza zysku. Ten klient, jak będzie czegoś potrzebował, a będzie wiedział, że są tylko handlowe dwie niedziele, to te zakupy zrobi w te dwie niedziele. Już inne kraje te pokazały, że tak jest możliwe, że całkowity zakaz handlu w niedzielę jest możliwy i funkcjonują te społeczeństwa do dnia dzisiejszego - podkreśla.
Koszty a empatia i perspektywa regionalna
Ekonomiści szacują straty spowodowane wolną Wigilią na ponad 3,5 miliarda złotych, ale Andrzej Aleksiejczuk widzi to inaczej.
Powiem tak - zawsze ci, którzy prowadzą firmy, będą przedstawiali to jako koszt, ale popatrzmy też, co jest ważniejsze? Czy koszt tego, który tak naprawdę nie będzie spał pod mostem, nie będzie musiał za 1000 zł przeżyć miesiąca, czy jego koszt jest ważniejszy aniżeli zadowolenie społeczeństwa? - pyta.
Proponuje także rozwiązanie dla województwa podlaskiego:
Popatrzmy na nasz region. Mówimy tutaj o wolnej Wigilii jako o jednym dniu, a za chwilę będziemy mieli kolejne święta, święta według kalendarza juliańskiego, które są tradycyjne w wielu naszych miejscowościach. Czy nie można by było tutaj w naszym regionie, bo rozumiem, że to powiedzmy w regionach zachodniej Polski nie jest konieczne, ale tu, gdzie te społeczeństwa są mieszane, żeby te kolejne święta też przeprowadzić jako te święta wolne dla wszystkich? Żeby ludzie wzajemnie mogli te swoje święta przeświętować. Można do tego wykorzystać tę ustawę o promocji tych układów zbiorowych. Na poziomie pracodawców można pomyśleć o tym, żeby to zrobić jakoś regionalnie wzorem właśnie tej Wigilii - sugeruje.
Fikcja pracującej Wigilii
Dawna tradycja chodzenia do pracy 24 grudnia była zdaniem Andrzeja Aleksiejczuka iluzją.
To jest okres już, kiedy ludzie się skupiają na rodzinach, na swoich domach i to, że muszą iść do pracy, to to nawet w okresie PRL-u było też taką fikcją, gdzie ludzie szli do pracy, nawet jeszcze my do szkół chodziliśmy wtedy i też to nie był wolny dzień. No to to wszystko się działo tak "lajtowo", tak? Naprawdę to było z przymrużeniem oka traktowane, więc po tylu latach dopiero doszli do wniosku, że żadnego PKB w okresie takim świątecznym my tutaj nie nabudujemy - mówi.
Zdaniem gościa Rozmowy Dnia Polskiego Radia Białystok koszty niepracującej Wigilii to mit.
Wyliczanie tych kosztów, to jest też pewna fikcja, którą nam się przedstawia jako ten równoważnik, że „wy ludzie tutaj nie chciejcie świętować, bo przez was gospodarka nam się zawali”. Nic nam się nie zawaliło, jak wprowadzono wolne soboty i nic nam się nie zawali, jeżeli będziemy mieli ten jeden czy tam dwa dodatkowe dni wolne świąteczne tam, gdzie one są świętowane. Ci ludzie zadowoleni oddadzą wam to, pracodawcy, z wdzięcznością w tych dniach, kiedy będą pracowali z większą wydajnością - podsumowuje.