Radio Białystok | Gość | "To dobrze, że o nas nic nie słychać". Kolej w Podlaskiem bezpieczna, szybsza i z planami na 200 km/h -
- Stanęliśmy na wysokości zadania - mówi dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Białymstoku Andrzej Kierman, odnosząc się do trudnych warunków pogodowych i sytuacji na kolei. Gołoledź, opóźnienia i odwołania pociągów w innych częściach kraju nie sparaliżowały torów w Podlaskiem.
Za niespełna pół roku po trzech dekadach do Łomży mają powrócić pociągi. Szykują się też inne duże inwestycje kolejowe w naszym regionie.
Jakie są plany PKP PLK na ten rok? O tym w Rozmowie Dnia mówił dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Białymstoku Andrzej Kierman.
Gołoledź bez paraliżu. "Zrobiliśmy to w 100 procentach"
Choć w wielu regionach Polski pasażerowie mierzyli się z opóźnieniami i odwołaniami pociągów, w Podlaskiem kolej funkcjonowała stabilnie. Jak podkreśla dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Białymstoku, kluczem było wcześniejsze przygotowanie.
To dobrze, że o nas nic nie słychać. To znaczy, że stanęliśmy na wysokości zadania, że większość pociągów, a właściwie to, za co odpowiadamy, zrobiliśmy w 100 procentach - zaznacza Andrzej Kierman.
Aura w regionie wcale nie była łaskawsza niż w innych częściach kraju.
Przewidzieliśmy pewne rzeczy, zamówiliśmy lokomotywy, która przecierała nam szlaki. Ta gołoledź nam nie zagroziła - wyjaśnia rozmówca.
Andrzej Kierman zapewnia, że pasażerowie mogą czuć się bezpiecznie.
Powrót pociągów do Łomży coraz bliżej
Jedną z najbardziej wyczekiwanych informacji jest planowany powrót połączeń kolejowych do Łomży. Termin - koniec czerwca - nadal pozostaje aktualny.
Tak, oczywiście, będziemy starali się dotrzymać słowa i ten pociąg z Łomży do Białegostoku dojedzie pod koniec czerwca - deklaruje Andrzej Kierman.
Jak tłumaczy dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Białymstoku, prace na linii kolejowej są realizowane etapami.
W tym roku przechodzimy z robót na odcinku Śniadowo–Łomża na roboty na odcinku Śniadowo-Łapy. No i tak jak obiecaliśmy, prawdopodobnie pojedziemy w czerwcu z Łomży do Białegostoku - zapewnia.
Dla regionu to nie tylko symboliczny powrót kolei, ale realne wzmocnienie komunikacyjne.
Sokółka i Augustów. Inwestycje w bezpieczeństwo i przepustowość
Kolejne miesiące przyniosą duże zmiany w Sokółce i Augustowie. Jak podkreśla dyrektor, to inwestycje kluczowe z punktu widzenia całej sieci.
To bardzo, bardzo ważne inwestycje. W Sokółce jest to typowo inwestycja udrażniająca towarowo ten węzeł komunikacyjny - mówi Andrzej Kierman.
W praktyce oznacza to nowoczesne systemy sterowania ruchem.
To dużo urządzeń sterowania ruchem, które pozwolą na bezpieczne sterowanie ruchem na tej stacji, w okolicach.
Podobnie będzie w Augustowie.
Bardzo podobna inwestycja, która tak naprawdę w MCS-ie Augustów będzie kierowała stacjami takimi jak Sidra, Dąbrowa Białostocka, Szczepki, Jastrzębna - informuje dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Białymstoku.
Co zyskają pasażerowie? "Bezpieczeństwo, szybkość i komfort"
Zapytany o to, jakie realne korzyści odczują podróżni, Andrzej Kierman nie ma wątpliwości.
Oczywiście przede wszystkim bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo, szybkość jazdy no i oczywiście komfort z tym związany.
Na części linii już dziś pociągi jeżdżą szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Dotyczy to m.in. linii nr 51, czyli między Suwałkami a Trakiszkami.
Tam było 60 km/h, dzisiaj jedziemy momentami nawet 100 km/h - informuje Andrzej Kierman.
Inwestycja w Augustowie ma zakończyć się jeszcze w tym roku - zapowiada dyrektor. Sokółka to projekt długofalowy.
W Sokółce dopiero ją rozpoczynamy tak naprawdę i mamy na nią trzy lata.
Program przystankowy zakończony. 15 przystanków i 28 mln zł
Choć program przystankowy formalnie zakończył się w ubiegłym roku, jego efekty są widoczne w całym regionie.
Uzyskaliśmy pieniądze na 15 przystanków. Wykonaliśmy też szereg parkingów przy przystankach - wylicza Andrzej Kierman.
Skala finansowa przedsięwzięcia była znacząca.
Łączna kwota, którą tam poświęciliśmy, to prawie 28 milionów złotych - informuje dyrektor.
Rail Baltica. 200 km/h i czas poniżej godziny
Jednym z najbardziej spektakularnych projektów pozostaje Rail Baltica. Procedury formalne nadal trwają, ale plany są ambitne.
Plany są takie, że podpisanie umowy nastąpi z wykonawcą w drugim kwartale tego roku - mówi dyrektor, zaznaczając, że sprawa nadal może trafić jeszcze do sądu odwoławczego.
Efekt końcowy ma jednak zmienić sposób podróżowania w regionie.
Tak naprawdę od Białegostoku do Ełku pojedziemy z prędkością 200 km/h. To, co interesuje najbardziej podróżnych, to czas przejazdu poniżej godziny - informuje Andrzej Kierman.
Czas realizacji inwestycji to około trzy lata.
Codzienna praca, której nie widać
Poza dużymi inwestycjami kolej to także żmudna, codzienna praca utrzymaniowa.
Zakład Linii Kolejowych to jest blisko 800 km linii kolejowych - przypomina Andrzej Kierman.
Tylko w jednym roku zakres robót był ogromny.
Regulowaliśmy tor na 160 km. Naprawialiśmy bądź konserwowaliśmy w taki sposób szczególny 112 rozjazdów. Wymieniliśmy 11 km torów, właściwie szyn, 7000 podkładów. 12 tysięcy ton tłucznia uzupełniliśmy. Tego nie widać, ale my to przez cały czas robimy - dodaje dyrektor.
Koszty zimy? "To nasze koszty eksploatacyjne"
Trudne warunki pogodowe generują dodatkowe wydatki, ale - jak podkreśla dyrektor - są one wpisane w funkcjonowanie kolei.
| red: pp, bsNie obliczaliśmy, ile to nas w tej chwili kosztuje. Po wyjściu z tego małego kryzysu zobaczymy, ile to kosztuje, ale to są nasze koszty eksploatacyjne - przyznaje Andrzej Kierman.