Radio Białystok | Gość | "To nie są mieszkańcy Kopciowa". Ekspert o protestach i rosyjskiej narracji -
- Na pewno litewskie służby widzą, że w protestach w Kopciowie uczestniczą osoby, których udział w tym procesie może być kwestionowany. Czy to na pewno jest uzasadnione, czy to są próby dezinformacyjne, mające zburzyć społeczeństwo i podważyć zaufanie do litewskiego państwa - mówi prezes Kolegium Europy Wschodniej we Wrocławiu Laurynas Vaičiūnas.
Mieszkańcy Kopciowa na Litwie nie zgadzają się na planowaną budowę poligonu wojskowego w ich okolicy, tuż przy granicy z Polską. Czy ich głos może zdecydować o losach tej inwestycji? Jaką rolę może pełnić poligon w Kopciowie w strategii bezpieczeństwa Litwy, Polski i NATO?
O to Adam Janczewski pyta w Rozmowie dnia w Polskim Radiu Białystok prezesa Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego we Wrocławiu Laurynasa Vaičiūnasa.
Prawo do protestu i granice uzasadnionych obaw
Vaičiūnas podkreśla, że sprzeciw mieszkańców Kopciowa wobec dużych inwestycji infrastrukturalnych czy wojskowych jest naturalny i demokratycznie uzasadniony.
Oczywiście każdy mieszkaniec tego terenu, tak samo jeśli rozmawiamy o innych strategicznych inwestycjach, ma prawo i powinien wyrażać swój głos. To jest też sposób negocjacji czy rozmowy z rządem - mówi.
Zwraca jednak uwagę na kontekst bezpieczeństwa regionu. W jego ocenie, patrząc z szerszej perspektywy, protesty przeciwko budowie poligonu nie wytrzymują konfrontacji z realnymi zagrożeniami.
Jeśli patrzymy z szerszej perspektywy na sytuację bezpieczeństwa w naszym regionie i potrzeby litewskiego wojska, to te protesty wyglądają na nie w pełni uzasadnione - zaznacza.
Dezinformacja i możliwe inspiracje zewnętrzne
Pytanie o to, czy protesty mogą być inspirowane przez Rosję lub Białoruś, pada w rozmowie wprost. Vaičiūnas nie ma wątpliwości, że ten wątek jest realny i analizowany przez litewskie instytucje.
Tak, absolutnie. Po drugiej stronie granicy jest białoruski poligon Hoża, na pewno znany jako spore zagrożenie dla bezpieczeństwa zarówno Polski, jak i Litwy - podkreśla.
Jak dodaje, litewskie służby już oficjalnie mówią o aktywności sił zewnętrznych, choć na razie ostrożnie formułują oskarżenia.
Litewskie służby już o tym mówią otwarcie. Przedstawiciel Litewskiej Rady Obrony mówił, że jest oczywiście działanie sił zewnętrznych, ale na razie są ostrożni, aby nie mówić wprost, że to są siły rosyjskie czy białoruskie.
Jednocześnie zaznacza, że dezinformacja rzadko działa w próżni.
Musimy pamiętać, że jak to z każdą dezinformacją - mogą być działania wrogich państw, ale też mamy w naszych krajach naszych obywateli, którzy z przyczyn politycznych czy ekonomicznych działają przeciwko naszym państwom.
"To nie są mieszkańcy Kopciowa"
Szczególne wątpliwości budzi dla Vaičiūnasa skład osobowy protestów, zwłaszcza tych licznych, mimo trudnych warunków pogodowych.
Na pewno przyjechało na ten protest sporo osób, których udział w tym procesie może być kwestionowany - mówi, odnosząc się do demonstracji, która odbyła się w Kopciowie mimo mrozu.
Prezes Kolegium Europy Wschodniej podkreśla, że jego ocena opiera się na ustaleniach służb i organizacji pozarządowych.
Są to osoby zidentyfikowane przez litewskie służby i organizacje pozarządowe walczące z dezinformacją jako osoby, które szerzą rosyjskie narracje i działają w sposób groźny dla litewskiego państwa. Nie są to mieszkańcy tej miejscowości, nie są to osoby, które mają rzeczywiste interesy związane z gruntami, swoimi domami czy lasami. To są osoby z zewnątrz.
Głos eksperta i głos mieszkańca
Vaičiūnas w rozmowie występuje w podwójnej roli - eksperta od bezpieczeństwa i człowieka, którego rodzinne strony znalazły się w centrum sporu.
Mam tam swoją ziemię, swoje grunty i chcę z tym miejscem być cały czas związany - przyznaje, podkreślając, że mimo pracy we Wrocławiu Kopciowo pozostaje dla niego ważne.
Mimo osobistych związków z regionem opowiada się jednoznacznie za inwestycją.
Z racji mojej pracy i tego, że z bliska obserwuję zagrożenie płynące ze strony Białorusi i Rosji, uważam, że taka inwestycja jest konieczna - mówi.
Dlaczego Litwa potrzebuje nowego poligonu?
Jak tłumaczy Vaičiūnas, Litwa intensywnie rozbudowuje swoje zdolności obronne.
Litwa chce rozbudować swoje wojsko, chce mieć około 20 tys. wojskowych, zwiększyć litewską armię i mieć stałą obecność wojsk sojuszniczych.
Nowe miejsce szkoleniowe jest niezbędne również ze względów praktycznych.
Już dwa inne poligony są intensywnie eksploatowane - jeden przez wojska niemieckie w Rudnikach niedaleko Wilna, drugi przez wojska amerykańskie na północ od Wilna.
Kopciowo, w jego ocenie, spełnia kluczowe kryteria.
To jest teren najmniej zaludniony ze wszystkich możliwych. W tym obszarze mieszka tylko około 90 osób. Przystosowanie go do poligonu nie jest trudne ani prawnie, ani infrastrukturalnie, ani ekonomicznie.
Przesmyk suwalski - narracja, której nie da się "zamknąć"
W rozmowie pojawia się także wątek tzw. przesmyku suwalskiego. Czy poligon w Kopciowie może zmienić strategiczną narrację wokół tego regionu?
Mi się wydaje, że tej narracji nie uda się zamknąć, bo to jest po prostu rzeczywistość tej geografii - ocenia Vaičiūnas.
Zwraca uwagę na sprzeczne argumenty pojawiające się w debacie publicznej.
Wśród protestujących często powtarzane jest to, że przez poligon będziemy bardziej narażeni na atak. Z drugiej strony litewskie wojsko i minister obrony podkreślają, że tymczasowa obecność wojsk - kilka miesięcy w roku - sprawi, że ten teren będzie bezpieczniejszy.
Jak dodaje, kluczowe znaczenie ma sygnał wysyłany na zewnątrz.
To wysyła bardzo jasny sygnał do wrogów Polski i Litwy, że tu inwestujemy, widzimy nasze słabsze miejsca i jesteśmy lepiej przygotowani do obrony.
Między bezpieczeństwem a strachem
Spór o poligon w Kopciowie pokazuje napięcie między lokalnymi obawami a strategicznymi potrzebami państwa. Jak podkreśla Laurynas Vaičiūnas, realnym zagrożeniem nie jest sama inwestycja, lecz brak zaufania i skutecznie podsycany strach.
Celem takich działań jest wbijać kliny, skłócać społeczeństwo i budzić brak ufności do państwa - podsumowuje.