Radio Białystok | Gość | Jakie konsekwencje dla Polski i Europy może przynieść rozpalający się konflikt na Bliskim Wschodzie? -
- Chodzi przede wszystkim o władzę, która ma być obalona lub też o władzę, która nie chce być obalona. A tak naprawdę chodzi o nowy układ sił na Bliskim Wschodzie - mówi prof. Daniel Boćkowski.
W sobotę (28.02) nad ranem Izrael i USA zaatakowały Iran. W odwetowej odpowiedzi pociski spadły na cele w Bahrajmie, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Iraku, Kuwejcie oraz w Arabii Saudyjskiej.
W atakach zginął przywódca Iranu Ajatollach Ali Chamenei, a zaledwie kilkadziesiąt godzin po ataku rozpoczął się paraliż strategicznej gospodarczo cieśniny Ormuz. Jakie konsekwencje dla Polski i Europy może nieść rozpalający się konflikt na Bliskim Wschodzie?
O tym z prof. Danielem Boćkowskim z Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku rozmawia Ryszard Minko.
"Izrael jest siłą sprawczą"
Chodzi przede wszystkim o władzę, która ma być obalona lub też o władzę, która nie chce być obalona. A tak naprawdę chodzi o nowy układ sił na Bliskim Wschodzie, a przynajmniej na obszarze, który interesuje Izrael, bo Izrael jest siłą sprawczą - podkreśla profesor.
Jego zdaniem to nie jest spontaniczna eskalacja, lecz finał procesu, który trwał od miesięcy.
To jest ostateczny element tej układanki, którą chce zmontować Izrael. Izrael wykorzystał atak ze Strefy Gazy do ostatecznej rozprawy z proxy irańskimi i rozpoczął przebudowę architektury bezpieczeństwa Bliskiego Wschodu, zapewne dzięki błogosławieństwu Stanów Zjednoczonych, a już na pewno teraz błogosławieństwu Donalda Trumpa - mówi Boćkowski.
Profesor nie ma wątpliwości: obecny atak był wymierzony w samo centrum irańskiej władzy.
Widzimy teraz ten końcowy element, czyli atak, który zdekapitował całą ekipę, która prowadziła tę wojnę, prowadziła program nuklearny i była gotowa do konfrontacji.
Rozmowy? "Wywróciły stolik"
Choć przed eskalacją trwały negocjacje, profesor ocenia je jednoznacznie.
Rozmowy trwały, ale nie tak jak chciały Stany Zjednoczone. No więc Stany Zjednoczone wywróciły stolik, pobiły adwersarza i mówią teraz: no dobra, to możemy sobie pogadać.
Izrael - jego zdaniem - ma znacznie twardsze cele.
Izrael po prostu chce likwidacji całego reżimu ajatollahów i zbudowania czegoś w zamian.
Inaczej może patrzeć na to Donald Trump.
Moim zdaniem Trump bardziej by się zadowolił szybkim dogadaniem się i zrobieniem jakiegoś "beautiful peace", jak to lubi mówić, i tak naprawdę odpuszczenia tego. Choć przemówienie dzisiejsze Trumpa wskazuje, że to będzie wojna, która będzie trwać.
Każdy kolejny dzień operacji zwiększa ryzyko dla USA.
Każdy kolejny dzień tej operacji dla Amerykanów jest bardzo ryzykowny. Dla Izraela mniej, dla Amerykanów mocno.
Iran: "Pociągnąć na dno wszystkie państwa Zatoki"
Dlaczego konflikt tak szybko rozlał się na region, dotykając nawet Dubaju czy Kataru?
Iran w momencie, kiedy zabito najwyższego przywódcę, nie mógł już tradycyjnie odpowiedzieć atakami rakietowymi na Izrael. Stąd ta odpowiedź - mówi Boćkowski.
Strategia Teheranu jest brutalna.
Iran uznał, że pociągnie po prostu na dno wszystkie państwa Zatoki i doprowadzi do takiej sytuacji, w której państwa arabskie, zamiast być gdzieś na uboczu i robić wszystko czyimiś rękami, będą zmuszone zmusić Stany Zjednoczone i Izrael do rozmów, żeby jeszcze więcej nie tracić finansowo.
Profesor nie wierzy jednak, że Izrael ustąpi.
Izrael raczej na to nie pójdzie. Amerykanie też nie, bo Trump ma pułapkę. Nie może teraz, tak jak Putin w niektórych przypadkach, okazać słabości.
Cieśnina Ormuz i szok na rynku ropy
Kluczowym punktem kryzysu stała się Cieśnina Ormuz. Ponad 150 tankowców utknęło w regionie.
To, co nas dotyczy, to prawdopodobnie szybki wzrost cen ropy, co się odbije niestety na naszym rynku wewnętrznym.
Profesor zwraca uwagę na decyzję ubezpieczyciela.
Cieśnina Ormuz - nawet, co jest ciekawe, Irańczycy nie musieli jej zaminować. Zablokował to Lloyds, który ogłosił, że ubezpieczenia wszystkie przestają istnieć, musicie wykupić nowe. A nowe są takie, że bardzo wiele jednostek po prostu stanęło, bo armatorów na to nie stać.
Państwa OPEC zwiększyły wydobycie, ale to nie rozwiązuje problemu.
Problem z krajami OPEC jest taki, że to zwiększone wydobycie też którędyś trzeba wywieźć.
Ukraina zapłaci pierwsza
Konsekwencje wykraczają daleko poza Bliski Wschód.
Jeżeli to będzie trwało rzeczywiście kilka tygodni, przy tej intensywności ataków irańskich, to wszystkie państwa potrzebują ochrony przeciwrakietowej. A to oznacza, że większość amunicji, większość rakiet, większość systemów pójdzie na Bliski Wschód.
I tu pada kluczowe zdanie.
Klucz do tego tkwi na Ukrainie. Ukraina nie dostanie potrzebnych komponentów obrony przeciwlotniczej, dlatego że zostaną wykorzystane na Bliskim Wschodzie.
Nawet Europa - jego zdaniem - nie będzie w stanie tego zmienić.
Europie, która będzie miała kasę, nic nie pomoże, bo Amerykanie po prostu przekierują te zasoby do swoich sojuszników w regionie Zatoki.
Rosja i Chiny - nieoczekiwani beneficjenci?
Wzrost cen ropy może oznaczać zastrzyk gotówki dla Moskwy.
Jeżeli skoczy cena, to myślę, że przynajmniej w krótkim czasie Rosja będzie chciała na tym zarobić.
Profesor wskazuje dwa mechanizmy.
Tankowce, które pętały się po oceanach, bo nikt nie chciał kupić ropy - teraz bardzo możliwe, że tę ropę wykupią na pniu i Rosjanie dostaną swoją kasę. Jeżeli Ormuz będzie w takim stanie, to Chiny będą musiały znowu sięgnąć po zasoby rosyjskie, bo brały praktycznie całą produkcję Iranu. To oznacza, że znowu popłynie kasa do Putina. Gospodarka Putina nie tyle szorowała po dnie, co postanowiła się pod to dno podkopać.
Bliski Wschód bez bezpiecznych miejsc
Profesor nie pozostawia złudzeń: region przestał być bezpieczny.
Zdaniem prof. Daniela Boćkowskiego z Wydziału Stosunków Międzynarodowych UwB, eksplozje w Dubaju czy Katarze nie są przypadkiem. To element presji. A im dłużej konflikt będzie trwał, tym większe ryzyko dla światowej gospodarki, Ukrainy i - pośrednio - Polski.