Radio Białystok | Gość | Paliwowy wstrząs na stacjach. Dlaczego 7 złotych za litr to dopiero początek? -
- To nie jest tak, że my dzisiaj jadąc na stację i widząc cenę 7,20 zł, to oznacza, że właściciel stacji korzysta na tej sytuacji. (...) Myślę, że wręcz przeciwnie, że to jest i tak cena skalkulowana tylko i wyłącznie w oparciu o taką realną, bieżącą cenę dostawy paliwa - mówi Urszula Cieślak, analityk rynku paliw z Biura Reflex.
W związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie, na hurtowym i detalicznym rynku paliw w Polsce, drastycznie rosną ceny paliw. Na stacjach benzynowych można zauważyć z dnia na dzień wzrost benzyny i ropy. Jak długo taka sytuacja może się utrzymywać?
O tym porozmawialiśmy z gościem czwartkowej (5.03) Rozmowy Dnia Polskiego Radia Białystok - Urszulą Cieślak, analitykiem rynku paliw z biura Reflex.
Skokowe podwyżki i słaba złotówka
Przyczyn gwałtownego wzrostu cen paliw jest kilka, a ich kumulacja nastąpiła w wyjątkowo niefortunnym momencie. Jak wyjaśnia Urszula Cieślak, kluczowe są ceny hurtowe oraz kondycja naszej waluty.
Wzrosły hurtowe ceny paliw, hurtowe ceny oleju napędowego zwłaszcza, bo to paliwo właśnie osiąga już taki poziom. Jest to konsekwencja wzrostu cen oleju napędowego przede wszystkim na europejskim rynku ARA - tłumaczy Urszula Cieślak.
To jednak nie wszystko.
Dodatkowo w ostatnich kilku dniach złotówka traciła na wartości, co podbijało skalę podwyżek cen paliw na krajowym rynku hurtowym. I teraz ponieważ te podwyżki były skokowe, z dnia na dzień sięgające 90, ponad 90 groszy na litrze netto, to stąd mamy taką skalę podwyżek na stacjach benzynowych - wyjaśnia ekspertka.
Wojna na Bliskim Wschodzie i efekt domina
Sytuacja geopolityczna, a konkretnie niepokój na Bliskim Wschodzie, ma bezpośrednie przełożenie na to, ile płacimy przy kasie. Kluczowym punktem na mapie stała się cieśnina Ormuz, której blokada paraliżuje rynki.
Ceny ropy rosną w odpowiedzi na to, co dzieje się aktualnie na Bliskim Wschodzie. Przede wszystkim jeśli chodzi o transport ropy naftowej i paliw gotowych z tego kierunku poprzez zamkniętą cieśninę Ormuz. A więc wszyscy, którzy zaopatrywali się w surowiec bądź paliwa gotowe z tego kierunku, szukają dzisiaj alternatywnych dostaw, które niestety drożeją - mówi Urszula Cieślak.
Ekspertka ucina przy tym spekulacje, jakoby to właściciele stacji w Polsce próbowali wzbogacić się na kryzysie:
To nie jest tak, że krajowe stacje paliw wykorzystują tę sytuację, zawyżając własną marżę detaliczną. Bardziej jest tutaj taka sytuacja, że sprzedający na świecie mogą wykorzystywać tę sytuację, właśnie podnosząc stawki, ponieważ tak naprawdę ci, którzy są pozbawieni dostaw z Bliskiego Wschodu, kupią każde ilości dla zabezpieczenia własnych potrzeb wewnętrznych na swoich rynkach, byle to paliwo czy ropa naftowa do nich ciągle docierały.
Urszula Cieślak twierdzi, że stacje paliw nie nakładają w tym momencie dodatkowej marży detalicznej:
To jest i tak cena skalkulowana tylko i wyłącznie w oparciu o taką realną, bieżącą cenę dostawy paliwa na stację od swojego dostawcy i tutaj nie ma mowy o dodatkowej marży, ponieważ ten poziom jest i tak już bardzo wysoki. I z reguły, jeśli mamy do czynienia z taką gwałtowną zwyżkową tendencją, to w okresie podwyżek marża detaliczna jest z reguły spłaszczana, tak żeby te konsekwencje dla konsumenta były jak najmniejsze. W późniejszym okresie jest możliwa dopiero jakby kompensata sobie tej wcześniej utraconej marży, ale dzisiaj mówimy absolutnie tylko i wyłącznie o przekładaniu wysokich kosztów związanych z bieżącymi dostawami paliw na stacje.
Dlaczego Diesel stał się "luksusem"?
Największe emocje budzi cena oleju napędowego, która rośnie znacznie szybciej niż cena benzyny czy autogazu (LPG). Odpowiedź tkwi w naszej zależności od zagranicznych dostawców.
Jesteśmy w większym stopniu uzależnieni od importu oleju napędowego. To oznacza, że krajowa produkcja nie zabezpiecza naszych potrzeb w 100 procentach. Ponad 30 procent oleju napędowego, który konsumujemy jako kraj, pochodzi z importu. Więc dzisiaj jesteśmy w tej sytuacji, że ten import jest po prostu droższy - wyjaśnia analityk Biura Reflex.
Skala wzrostów na rynkach światowych jest porażająca:
Notowania cen oleju napędowego na europejskim rynku ARA przez dwie sesje wzrosły o ponad 30 procent. Benzyna prawie o połowę mniej lub jeszcze w mniejszym stopniu.
Psychologia rynku: Kupujemy na zapas
Ciekawym zjawiskiem, które zaobserwowano w ostatnich dniach, jest reakcja samych konsumentów. Strach przed jeszcze wyższymi cenami napędził sprzedaż, zanim nowe dostawy fizycznie dotarły na stacje.
W momencie, kiedy dotarły do nas pierwsze informacje o wybuchu, to część społeczeństwa już zareagowała w ten sposób, że już w weekend kupowała sobie paliwo, uzupełniając swoje samochody. Jeżeli ktoś chciał, to robił sobie jakieś zapasy dodatkowe. Oczywiście wzmógł się w naturalny sposób popyt ze strony firm transportowych, ze strony firm budowlanych (...) ale też ze strony rolnictwa - zauważa Urszula Cieślak.
Ekspertka dodaje również, że:
Sprzedaż naprawdę wyraźnie wzrosła. Nie dopiero teraz, jak ceny wzrosły, ale rosła już tak naprawdę od weekendu.
Czy to koniec wzrostów cen?
Niestety, prognozy krótko- i średnioterminowe nie napawają optymizmem. Choć sytuacja w różnych regionach Polski, w tym w województwie podlaskim, jest zróżnicowana ze względu na "stare zapasy" na niektórych stacjach, ujednolicenie cen na wysokim poziomie jest nieuniknione.
Mamy ceny diesla na poziomie 6,59 zł, 6,99 zł, ale i powyżej 7 złotych. Ale to jest kwestia czasu, bo raczej idziemy w kierunku cen diesla 7 zł czy powyżej 7 złotych, a nie wrócimy w tym krótkim czasie do tych niższych poziomów. Nowe dostawy będą skutkowały tym, że ten diesel będzie dalej rósł - prognozuje ekspertka.
Wszystko wskazuje na to, że drogie paliwo to dopiero początek kłopotów, gdyż jego cena błyskawicznie przełoży się na koszty transportu, a co za tym idzie - na inflację i ceny produktów codziennego użytku na sklepowych półkach.
| red: at, bs