Radio Białystok | Gość | Czarna diagnoza dla szpitali powiatowych. "Wołamy o pomoc, bezpieczeństwo pacjentów jest zagrożone" -
- Uważam, że jest zagrożone bezpieczeństwo pacjentów. Jeżeli powyżej kontraktu nie zapłaci nam NFZ za rezonans magnetyczny, za tomograf komputerowy, za kolonoskopię czy gastroskopię... To są bardzo ważne badania diagnostyczne, które jeżeli nie będą wykonane, to realnie wpłyną na zdrowie pacjenta. Pogorszą, opóźnią tę diagnostykę, co pogorszy rokowania - mówiła w Polskim Radiu Białystok dyrektor Szpitala Ogólnego w Grajewie Marta Romanowska.
Trwa ogólnopolski protest szpitali powiatowych, związany z ostatnimi decyzjami resortu zdrowia dotyczącymi finansowania procedur medycznych. Do tej pory akcja protestacyjna ograniczała się do wywieszania plakatów, ale w środę pracownicy szpitali na kilka minut wyjdą przed placówki, by w ten sposób zamanifestować swoje niezadowolenie.
O tym w Rozmowie Dnia w Polskim Radiu Białystok z Martą Romanowską, dyrektor Szpitala Ogólnego w Grajewie.
Szpitale na krawędzi wytrzymałości
Trwa ogólnopolska akcja protestacyjna szpitali powiatowych pod hasłem: "Szpitalne łóżko poczeka, choroba nie". W województwie podlaskim do protestu dołączyło 12 placówek, w tym szpitale w Łapach, Sejnach oraz Grajewie. Sytuacja jest dramatyczna - dyrektorzy placówek alarmują, że obecna polityka finansowania ochrony zdrowia prowadzi do finansowego załamania.
Marta Romanowska, dyrektor Szpitala Ogólnego w Grajewie i reprezentantka regionu w Ogólnopolskim Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, tłumaczy przyczyny buntu medyków:
Przede wszystkim bój toczy się o obecną politykę finansowania w ochronie zdrowia. Brak rozliczeń za 2025 rok, ograniczenia środków na leczenie, diagnostykę, zaniżone wyceny doprowadzają szpitale powiatowe do załamania i realnie zagrażają naszym pacjentom.
Widmo pustych gabinetów diagnostycznych
Największym problemem, z którym borykają się obecnie placówki, jest kwestia tzw. nadwykonań, czyli procedur medycznych wykonanych ponad limit określony w kontrakcie z NFZ. Choć problem powraca cyklicznie, tegoroczna skala zjawiska i brak reakcji funduszu są bezprecedensowe.
Problem pojawia się co roku, ale w poprzednich latach było opłacane albo w stu procentach, albo w części. W tym roku nieopłacone zostały w ogóle. W naszym grajewskim szpitalu jest to 4,5 miliona niezapłaconych nadwykonań - wylicza dyrektor Romanowska.
Skutki braku tych środków pacjenci odczują już za chwilę. Według prognoz, limity na kluczowe badania diagnostyczne wyczerpią się znacznie przed końcem roku.
W tej chwili, tak jak w naszym grajewskim szpitalu, badania na kolonoskopię, gastroskopię - kontrakt skończy nam się w kwietniu i przez maj, czerwiec nie będziemy mogli takich badań wykonywać, dopiero jak uzyskamy nowy kontrakt w lipcu będziemy mogli znowu takie działania rozpocząć. Rezonans magnetyczny, tomograf komputerowy - szacujemy, że kontrakt skończy nam się we wrześniu. A co w październiku, listopadzie i grudniu? Pacjenci nie będą mogli takich badań diagnostycznych wykonywać - alarmuje Marta Romanowska.
Onkologia zaczyna się od diagnostyki
Narodowy Fundusz Zdrowia argumentuje, że ograniczenia nie dotyczą dzieci oraz pacjentów onkologicznych. Jednak zdaniem Marty Romanowskiej to argumentacja dziurawa, ponieważ bez swobodnego dostępu do diagnostyki, pacjent może nigdy nie trafić na szybką ścieżkę onkologiczną.
Oczywiście, że tak, bo żeby ten pacjent wiedział, że musi się leczyć onkologicznie, to musi się zdiagnozować. A jeżeli tej diagnostyki nie będzie, no to ten pacjent nie będzie wiedział przez parę miesięcy, że on jest chory onkologicznie i może korzystać bez limitu.
Sytuacja finansowa placówek jest na tyle trudna, że szpitale nie mają z czego "dołożyć" do brakujących badań. Pomocy nie mogą udzielić także samorządy.
Nie, nie będziemy [wykonywać ponadlimitowych badań], nie będzie nas na to stać, żeby dołożyć. Rozmawiałam z naszym starostą grajewskim, naszego powiatu też nie będzie stać, żeby do tych badań dołożyć - mówi dyrektor Szpitala Ogólnego w Grajewie.
Minuta ciszy, która ma krzyczeć
Protest ma obecnie charakter informacyjny. W szpitalach pojawiły się czarne flagi i plakaty, a personel założył czarne stroje. Kulminacyjnym punktem akcji jest symboliczna minuta ciszy, podczas której pracownicy wychodzą przed budynki placówek.
Chcemy pokazać, jak trudna jest nasza sytuacja. Wołamy o pomoc. [...] Będziemy prosić pacjentów, żeby nam wybaczyli. To będzie jedna minuta. Będziemy robić wszystko, żeby pacjenci odczuli to jak najmniej, ale jednak część tego personelu medycznego wyjdzie na tę minutę - mówi Marta Romanowska.
Dyrektor przyznaje, że pacjenci są mocno zaniepokojeni sytuacją. Choć niektórzy wierzą, że "jakoś to będzie" i system zostanie w ostatniej chwili dofinansowany, rzeczywistość wkrótce może brutalnie zweryfikować te nadzieje.
Najtrudniejsze w tej sytuacji będzie to, że ci pacjenci rzeczywiście zderzą się z tą sytuacją, bo za chwilę przyjdą zapisać się na te badania w kolejkę i usłyszą termin - za parę miesięcy. W tej chwili mamy termin na kolonoskopię to jest dwa, trzy tygodnie pacjent czeka, ale za chwilę pacjent usłyszy kilka miesięcy. Pacjenci się denerwują. Uważają, że płacą składki, bo płacą i składki nie są małe i chcieliby mieć takie badania diagnostyczne w zasięgu ręki i móc się zbadać - podkreśla Marta Romanowska.
Paradoks oszczędności
Z perspektywy dyrekcji szpitala cięcia w diagnostyce są niezrozumiałe i mogą przynieść odwrotny skutek od zamierzonego - zamiast oszczędności, wygenerują ogromne koszty leczenia zaawansowanych stadiów chorób.
Pewnie nie ma pieniędzy. Trudno jest mi powiedzieć, skąd takie zmiany. Myślę, że długofalowo te zmiany nie przyniosą korzyści finansowych dla Ministerstwa Zdrowia ani Narodowego Funduszu Zdrowia, ponieważ pacjenci, którzy nie będą zdiagnozowani, prędzej czy później zachorują i będzie trzeba jeszcze większego finansowania, żeby tych pacjentów wyleczyć. Diagnostyka - zawsze mówiliśmy, że stawiamy na diagnostykę, żeby jak najszybciej wyłapać tych pacjentów. Dlatego jesteśmy zdziwieni, dlaczego akurat takie badania zostały okrojone.
Decyzje o cięciach zapadły bez udziału samych zainteresowanych. Marta Romanowska podkreśla:
Przyszła informacja, nie było to z nami konsultowane.
Jeśli dzisiejszy głos środowiska medycznego nie zostanie usłyszany, szpitale zapowiadają kolejne kroki.
Zobaczymy, co się będzie działo. Myślę, że będziemy podejmowali kolejne działania - kwituje dyrektor grajewskiej placówki.