Radio Białystok | Gość | Uwolnienie Andrzeja Poczobuta. "Dreszczyk koło serducha i uśmiech na twarzy" -
- Jak się widzi swoje dzieci po ponad czterech latach niewidzenia, a pamiętało się 11-letniego syna, a w tej chwili to 16-letni młodzieniec, który ma ponad 1,90 m i przytula ojca, to robi ogromne wrażenie. To i łzy, i emocje - mówi prezes Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia Wspólnota Polska Anna Kietlińska.
- Mówiliśmy w Białymstoku, że działamy na niewielką skalę, ale konsekwentnie. Zaangażowały się i polski parlament, i Parlament Europejski, środowiska polskie i polonijne. Myślę, że dzisiaj wiele osób koło serducha ma dreszczyk i uśmiech na twarzy - podkreśla Anna Kietlińska.
We wtorek (28.04) na granicy Polski i Białorusi doszło do wymiany więźniów na zasadzie "pięciu za pięciu", w ramach której władze w Mińsku zwolniły trzech Polaków i dwóch obywateli Mołdawii. Jednym z uwolnionych jest Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, który przebywał w więzieniu od 2021 r.
O uwolnieniu Andrzeja Poczobuta, wcześniejszych protestach i akcjach solidarności z więzionym dziennikarzem, o emocjach i oczekiwaniach z prezes Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia Wspólnota Polska Anną Kietlińską rozmawia Joanna Sikora.
Rodzinne spotkanie pełne emocji
To był moment, na który czekano latami - nie tylko w wymiarze politycznym, ale przede wszystkim ludzkim. Anna Kietlińska, prezes Podlaskiego Oddziału Stowarzyszenia Wspólnota Polska, towarzyszyła rodzinie Andrzeja Poczobuta podczas jego pierwszego spotkania z bliskimi po latach izolacji.
Jak podkreśla, najważniejsze były emocje i czas, który należał wyłącznie do rodziny.
Miałam, nie ukrywam, chyba przyjemność być cząstką tej rodzinnej radości. Daliśmy czas rodzinie, ale jak się widzi swoje dzieci po ponad czterech latach niewidzenia, a pamiętało się 11-letniego syna, a w tej chwili to 16-letni młodzieniec, który ma ponad 1,90 m i przytula ojca, żona stęskniona, to robi ogromne wrażenie. To i łzy, i emocje - relacjonuje.
Spotkanie miało wyjątkowo intymny charakter. Jak zaznacza Kietlińska, rozmowy były krótkie, bo najważniejsze było jedno: odbudowanie więzi rodzinnych.
Ja z Andrzejem rozmawiałam króciutko, bo zależało nam na tym, żeby dać jak najwięcej czasu rodzinie. I to jest chyba najważniejsze, czego najbardziej potrzebuje Andrzej. Najważniejsze jest to, że Andrzej musi przypomnieć sobie, co to jest być ojcem i synem.
Wyniszczony, ale niezłomny
Lata odosobnienia odcisnęły wyraźne piętno na zdrowiu Andrzeja Poczobuta, stracił 20 kilogramów. Jednak mimo widocznego wyczerpania, w jego postawie nadal widać siłę, która pozwoliła mu przetrwać.
Andrzej jest taką charyzmatyczną postacią. Myśmy sygnalizowali przez te lata, że jest człowiekiem heroicznym i niezłomnym. Rzeczywiście jest bardzo wyniszczony. Natomiast w oczach ma niezłomność.
Kietlińska zwraca uwagę na warunki w jakich przebywał.
Te lata odosobnienia, karceru, nieruszania się, ograniczenia, braku dobrego wyżywienia, pracy, spaceru chociażby, odpoczynku - to na nim odcisnęło piętno.
Mimo to - jak podkreśla - Andrzej Poczobut miał pełną świadomość swojej sytuacji i dokonał świadomego wyboru.
On absolutnie miał świadomość tego, gdzie się znajduje i zbudował sobie pewnego rodzaju wizję człowieka, który za wartości, które wyznaje i które są dla niego ważne, jest w stanie bardzo dużo poświęcić. I to tak jest. To widać po Andrzeju, że ma tę ogromną satysfakcję, że się nie złamał.
Polityka i kulisy uwolnienia
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta nie było przypadkowe - to efekt działań wielu środowisk i, jak się przypuszcza, element szerszej gry politycznej. Kietlińska jednak unika jednoznacznych interpretacji.
Trudno powiedzieć, ja nie jestem analitykiem politycznym. Natomiast jak obserwowaliśmy ostatnie miesiące i to, w jaki sposób Aleksander Łukaszenka handlował więźniami, to myślę, że on nie zrezygnował z tej swojej formy funkcjonowania.
Podkreśla, że nieznane są szczegóły porozumienia, które doprowadziło do uwolnienia.
Nie wiem, jaki układ, jaki deal został zawarty. Z naszego punktu widzenia to sukces i to, że Andrzej wyszedł, to jest najważniejsze.
Jednocześnie zaznacza, że za tym sukcesem stoją lata pracy wielu ludzi i środowisk.
Przez te pięć lat naprawdę bardzo dużo środowisk, bardzo dużo osób angażowało się - z różnym skutkiem, ale to też chodzi o to angażowanie się. No i przede wszystkim bardzo dużo mówiło się o Andrzeju, o sytuacji na Białorusi, więźniach politycznych, o uwięzionych dziennikarzach. Myślę, że to jest ogromny sukces środowiska, że myśmy nie zrezygnowali z tego tematu.
Co dalej z akcjami solidarności?
Przez ostatnie lata w Białymstoku regularnie odbywały się akcje solidarności z Andrzejem Poczobutem. Teraz, gdy jest już na wolności, pojawia się pytanie o ich przyszłość.
Wczoraj też nad tym się zastanawialiśmy. Andrzej był twarzą tych akcji. Zresztą spotykaliśmy się przy takim kubiku ze zdjęciami Andrzeja - przypomina Kietlińska.
Jednak, jak podkreśla, problem więźniów politycznych na Białorusi nie zniknął.
My sygnalizowaliśmy przez cały czas, że Andrzej jest twarzą środowiska, natomiast są też inni więźniowie polityczni. Ja myślę, że ta tradycja pięcioletnia akcji upominania się o więźniów politycznych i mówienia o tym, co się dzieje, nie powinna zaniknąć. W dalszym ciągu w więzieniach białoruskich jest bardzo dużo więźniów politycznych. I od czasu do czasu pojawiają się nowi, więc ta lista rzeczywiście jest takim stałym elementem gry.
Myślami wciąż w Grodnie
Jednym z najbardziej poruszających momentów po uwolnieniu były pierwsze słowa Andrzeja Poczobuta. Jak relacjonuje Kietlińska, dotyczyły one powrotu.
Pierwsze słowa Andrzeja po odzyskaniu wolności - zapytał, "czy będę mógł wrócić?". Czyli sercem dalej jest w Grodnie.
Na razie jednak trudno mówić o konkretnych planach.
Andrzej nie chce wyjeżdżać z Białorusi, bo on jest stamtąd. To jest jego ziemia.
Kietlińska podkreśla, że przyszłość zależy od wielu czynników, w tym od sytuacji politycznej.
Wszyscy wiemy, jak wygląda system, co może grozić. My śledzimy losy ludzi, którzy też zostali. Zobaczymy, jak się to wszystko potoczy.
Na razie jednak najważniejsze są emocje i powrót do codzienności.
Poczobut pojawi się na Dzień Flagi w Warszawie. Także zobaczymy. Adrenalina wczoraj wszystkim podskoczyła. To proszę sobie wyobrazić, jak to działa u Andrzeja. On się też nie spodziewał wyjścia.