Radio Białystok | Gość | Andrzej Poczobut: Zamierzam wrócić do Grodna. Jestem tam potrzebny -
- Jak już mój stan zdrowia się poprawi, lekarze powiedzą, że wszystkie wskaźniki są dobre, zamierzam wrócić do Grodna. Bez wątpienia jestem tam bardzo potrzebny - mówi Andrzej Poczobut.
Częstym problemem przy wyświetlaniu playera jest używanie Adblocka.
Dłuższe dźwięki na niektórych wersjach przeglądarki Chrome są ucinane.
"Zamierzam wrócić do Grodna" - deklaruje jednoznacznie Andrzej Poczobut. Dziennikarz i działacz polskiej mniejszości, który po ponad pięciu latach opuścił białoruskie więzienie, w rozmowie z Polskim Radiem Białystok podkreślił, że mimo ryzyka jego miejsce jest wśród rodaków na Białorusi.
Andrzej Poczobut obecnie przebywa w warszawskim szpitalu, ale traktuje to jedynie jako etap rekonwalescencji.
Zamierzam - po tym, jak już stan zdrowia, jak lekarze powiedzą, że te wszystkie wskaźniki są już dobre - wrócić do Grodna - podkreślił Poczobut.
Pytany o ryzyko związane z taką decyzją, odpowiedział bez wahania: "Tam są tysiące Polaków na Białorusi, tam jest Związek Polaków na Białorusi. Bez wątpienia jestem tam bardzo potrzebny".
Dziennikarz zaznaczył, że Grodno i Białystok to historycznie "jeden i ten sam teren", a istniejące między nimi więzi są silniejsze niż zmieniające się granice. Przyznał również, że dzięki tym relacjom Białystok nie jest miastem mu obcym.
Mimo silnej woli powrotu Andrzej Poczobut przyznaje, że lata spędzone w izolacji odcisnęły na nim piętno, z którym musi się teraz zmierzyć.
To teraz właśnie jest wyzwanie, które stoi przede mną. (...) Muszę nad sobą popracować, dlatego że te nawyki, które we mnie wpajano w więzieniu, to one w pewnym sensie jeszcze istnieją - mówi Andrzej Poczobut.
Dziennikarz wyznał, że wciąż funkcjonuje w rytmie narzuconym przez rygor kolonii karnej, budząc się automatycznie o 5:00 rano. Najtrudniejszym doświadczeniem pozostaje jednak świadomość czasu odebranego rodzinie.
To jest przykre, że ten kawałek czasu, kawałek życia, który miałem dla syna, został po prostu wyrwany - mówił ze wzruszeniem.
Andrzej Poczobut podkreślił, że świadomość akcji solidarnościowych organizowanych w Białymstoku docierała za mury więzienne i była dla niego kluczowym wsparciem.
Wiedziałem o tej solidarności i to było też to, co dodawało sił, co budowało przekonanie, że o mnie nie zapomniano. Wiedziałem, że tam za murem więziennym są tysiące ludzi, którzy pamiętają, modlą się, trzymają kciuki za mnie i to przekonanie wzmacniało, że nie jestem sam - dodaje.
Dziennikarz podziękował również mieszkańcom miasta za opiekę nad białoruskimi uchodźcami, którzy musieli opuścić swoje domy. Choć tablica z jego wizerunkiem wciąż stoi w centrum Białegostoku, teraz widnieje na niej upragniony napis - wolny.