Radio Białystok | Gość | Egzamin ósmoklasisty to "mała matura"? Dyrektor SP 34: "Uczniowie są inteligentni i potrafią kalkulować" -
- Dzisiaj polega to na tym, że każdy uczeń dostaje kartę egzaminacyjną, kartę odpowiedzi, wypełnia test ABCD, strzela i może wyjść. I wynik może być zero. (...) Młodzież dzisiaj jest naprawdę bardzo inteligentna, umie liczyć i wie dobrze, że jeżeli nawet dostanie marne wyniki, to szkoła, przynajmniej zawodowa, go i tak przyjmie - mówił w Polskim Radiu Białystok Jacek Pronobis.
Nie można go nie zdać, ale stawka jest wysoka i liczy się każdy punkt. Od sprawdzianu z języka polskiego rozpoczyna się egzamin ósmoklasisty - najważniejszy w edukacji uczniów kończących podstawówkę. Jego wyniki mają znaczenie przy rekrutacji do szkół ponadpodstawowych, dlatego każda poprawna odpowiedź może być na wagę złota.
Czy jednak to egzamin realnie sprawdzający wiedzę uczniów, czy kolejny stresujący etap "testologii" - trening pod konkretny klucz odpowiedzi? - m.in. o to zapytaliśmy w Rozmowie Dnia dyrektora Szkoły Podstawowej nr 34 w Białymstoku Jacka Pronobisa.
Szkoła w trybie specjalnym: cisza na korytarzach
Rozpoczęcie egzaminów to dla każdej placówki oświatowej ogromna operacja logistyczna. Szkoła podstawowa, która na co dzień tętni życiem setek dzieci, w te dni musi zamienić się w strefę absolutnej ciszy. Dyrektor SP 34 w Białymstoku Jacek Pronobis nie ukrywa, że dla kierownictwa placówki jest to moment szczególnej mobilizacji.
Na pewno jest to stresujący moment, gdyż egzamin to jest przepustka do szkoły ponadpodstawowej. Chcielibyśmy, aby przebiegł zgodnie z procedurami, żeby nie trzeba było go ewentualnie powtarzać, jeżeli zostałyby one złamane - przyznaje Jacek Pronobis.
Egzaminy wymuszają całkowitą reorganizację pracy szkoły.
Na pewno jest to zmiana systemu i harmonogramu pracy w tych dniach. Szkoła ma wolne od zajęć dydaktyczno-wychowawczych. Zajęcia odbywają się tylko opiekuńcze. Maluszki, czyli klasy I-III nie przychodzą do szkoły, mogą przyjść do świetlicy i tam spędzić czas. Nie mogą też poruszać się po pewnej części szkoły, gdyż ci, którzy zdają egzamin, mają mieć ciszę, spokój, tak żeby żadne siły zewnętrzne nie przeszkadzały w pisaniu testów egzaminacyjnych - tłumaczy dyrektor.
Trening pod testy zamiast nauki?
Jednym z najczęściej podnoszonych zarzutów wobec obecnego systemu edukacji jest to, że w drugich semestrach klas ósmych nauka przedmiotu ustępuje miejsca intensywnemu treningowi pod konkretne arkusze. Zjawisko to, nazywane potocznie "testologią", staje się codziennością wielu szkół.
Egzamin ósmoklasisty funkcjonuje jako egzamin obowiązkowy. Na to nie mamy wpływu. Każda szkoła chce, żeby te wyniki wpłynęły jak najlepiej - mówi Jacek Pronobis.
Zapytany wprost o to, czy od stycznia nauczyciele "testują" uczniów, przyznaje bez ogródek:
Tak, rzeczywiście. Na zajęciach dodatkowych są przygotowywane dzieci do egzaminów pod testy.
Dyrektor SP 34 zwraca jednak uwagę na problem z frekwencją na takich zajęciach, co może świadczyć o "zmęczeniu materiału" wśród młodzieży.
Zdarza się, że trening ten odbywa się też na normalnych lekcjach ze względu na to, że frekwencja na zajęciach dodatkowych, które szkoła organizuje jest - przynajmniej jeżeli chodzi o naszą szkołę - niezadowalająca. Dzieci nie chcą na to przychodzić, bo to są dodatkowe godziny - wyjaśnia dyrektor.
"Strzelanie" i brak progu zdawalności
W przeciwieństwie do egzaminu maturalnego, egzaminu ósmoklasisty nie można nie zdać. Nie istnieje minimalny próg punktowy, który warunkowałby ukończenie szkoły podstawowej. Zdaniem Jacka Pronobisa, ten brak konsekwencji za słaby wynik wpływa na podejście części uczniów do testów.
Można by było może zastanowić się (...) żeby może zrobić tak jak maturę - jakiś próg do przejścia. Dzisiaj polega to na tym, że każdy uczeń dostaje kartę egzaminacyjną, kartę odpowiedzi, wypełnia test ABCD, strzela i może wyjść. I wynik może być zero. Strzelają albo w schemat idą... I uczeń nie martwi się, czy dostanie zero punktów, czy pięć punktów, bo i tak zda - ocenia dyrektor SP34.
Według dyrektora, dzisiejsza młodzież doskonale rozumie mechanizmy rekrutacyjne i potrafi chłodno skalkulować, ile wysiłku musi włożyć w egzamin, by dostać się do wybranej placówki, zwłaszcza branżowej.
Młodzież dzisiaj jest naprawdę bardzo inteligentna, umie liczyć. I wie dobrze, że jeżeli nawet dostanie marne wyniki z egzaminu ósmoklasisty, to szkoła, przynajmniej zawodowa, go i tak przyjmie ze względu na to, że mała ilość dzieci powoduje to, że każdy dyrektor szkoły ponadpodstawowej, chcąc utrzymać skład kadry pedagogicznej, musi przyjąć odpowiednią liczbę dzieci. No i przyjmuje. I mówią o tym wprost rodzice i uczniowie, że taka sytuacja funkcjonuje. Widzimy to również po tym, że jest spadek również frekwencji na zajęciach, bo uczniowie również znają przepisy i wiedzą dobrze, żeby zostać skwalifikowanym, to trzeba mieć minimum 50 procent obecności na lekcjach - zauważa gość Rozmowy Dnia.
Czy ten stres jest potrzebny?
Wśród rodziców i nauczycieli narasta dyskusja nad zasadnością utrzymywania egzaminu w obecnej formie. Część opowiada się za powrotem do starego systemu rekrutacji, w którym szkoły średnie same weryfikowały swoich kandydatów.
Duża część rodziców mówi, że egzamin ósmoklasisty jest niepotrzebny. Chcieliby wrócić do systemu starego, że szkoły średnie sobie przygotowują swoich kandydatów, przeprowadzają egzamin wewnętrzny i swoją rekrutację robią na podstawie sprawdzianu, tak jak było to parę lat temu - relacjonuje dyrektor SP 34.
Nauczyciele mają jednak nieco inne zdanie na ten temat. Dla nich egzamin jest narzędziem kontrolnym.
Znajdzie pani chętnych wśród nauczycieli, gdyż to jest podsumowanie pewnej pracy i weryfikacja, czy rzeczywiście jest postęp, czy nie ma postępu po tej pracy klas IV-VIII - dodaje Jacek Pronobis.
Choć formuła egzaminu jest krytykowana za zabijanie kreatywności i krytycznego myślenia, dyrektor Pronobis proponuje rozwiązanie pośrednie:
Moim zdaniem ta formuła tego egzaminu niech zostanie, ale jeżeli chodzi o kryteria, bym określił minimum jakieś dziesięć procent, pięć procent, piętnaście procent - to już trzeba by się zastanowić, żeby było tak jak na maturze, że trzeba uzyskać odpowiednią liczbę procent, żeby zdać. I wtedy rzeczywiście przynajmniej dla części uczniów by to był jakiś poziom, który trzeba przestrzegać.
Z drugiej strony, dyrektor dopuszcza myśl o całkowitej rezygnacji ze sprawdzianu zewnętrznego na rzecz spokoju uczniów i rodziców.
Zrezygnujmy z egzaminu ósmoklasisty, dajmy im świadectwo, nie stresujmy, nie podnośmy im ciśnienia dla rodziców, bo rodzice też przeżywają. Zakończymy szkołę podstawową, wręczymy świadectwo i uczniowie złożą dokumenty do liceów, do techników swoich wymarzonych, a tam przejdą egzamin wewnętrzny rekrutacyjny.
Realia rekrutacji: licea czy szkoły branżowe?
Mimo wątpliwości natury systemowej, uczniowie SP 34 w Białymstoku ambitnie podchodzą do wyboru dalszej ścieżki kształcenia. Absolwenci tej placówki zasilają zarówno renomowane ogólniaki, jak i szkoły zawodowe.
Tak jak każda szkoła, tak jak u nas, jest duża grupa dzieci, która dostaje się do lepszych liceów, do lepszych techników i jest też duża grupa dzieci, która - nie ukrywam tego - wybiera szkoły zawodowe. Wybierają szkoły branżowe, robią technika i nawet dostają się do szkół wyższych - mówi Jacek Pronobis, podkreślając, że wybór szkoły zawodowej nie zamyka drogi do dalszego rozwoju.
Na koniec, mimo wszystkich kontrowersji wokół arkuszy i "testologii", dyrektor skierował ciepłe słowa do tych, którzy właśnie zasiadają w ławkach.
Życzymy, żeby ten egzamin wyszedł im jak najlepiej. Na pewno wszyscy są przygotowani wyśmienicie, żeby się nie stresowali, nie zostawiali nienapisanych odpowiedzi. No i połamania piór i wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia. I zawsze można strzelać - zakończył z uśmiechem Jacek Pronobis.