Radio Białystok | Gość | Koniec taniego tankowania? "Dobra passa cenowa właśnie się kończy" -
- Sytuacja znowu się zaostrzyła, jeśli chodzi o główny powód, dla którego pakiet CPN został wprowadzony. A więc Bliski Wschód dalej pozostaje tematem niezamkniętym, który przemawia za utrzymaniem tego pakietu chroniącego nas, kierowców, konsumentów przed wysokimi cenami paliw - mówiła w Polskim Radiu Białystok analityczka rynku paliw z Biura Maklerskiego Reflex Urszula Cieślak.
Ministerstwo Energii rekomenduje przedłużenie pakietu CPN, czyli obniżonych stawek akcyzy i podatku VAT na paliwa. Polscy kierowcy zaoszczędzili już w ten sposób 3 mld zł i wiele wskazuje na to, że obniżki nadal będą obowiązywać.
Kiedy może dojść do uspokojenia sytuacji i co z wylotami na wakacje? M.in. o tym rozmawialiśmy w środę (13.05) z analityczką rynku paliw z Biura Maklerskiego Reflex Urszulą Cieślak.
Bliski Wschód dyktuje warunki
Obecnie obowiązujący pakiet CPN, który jest swoistą tarczą dla polskich konsumentów, ma wygasnąć 15 maja. Wszystko wskazuje jednak na to, że rząd zdecyduje się na jego przedłużenie o kolejne dwa tygodnie. Jak wyjaśnia Urszula Cieślak, analityczka rynku paliw z Biura Maklerskiego Reflex, kluczowym czynnikiem decyzyjnym jest niestabilna sytuacja geopolityczna, która bezpośrednio przekłada się na globalne ceny ropy.
Chociaż w ubiegłym tygodniu wydawało się, że rzeczywiście te wszystkie rozmowy, negocjacje i starania do tego, aby porozumienie kończące wojnę w Iranie zostało zawarte, to ten tydzień przynosi nam zmianę sytuacji i to oddala nas ponownie od tego momentu, w którym cieśnina Ormuz mogłaby zostać już uwolniona. A więc ta druga połowa maja raczej zostanie objęta jeszcze tym pakietem chroniącym nas przed wysokimi cenami paliw - ocenia ekspertka.
Unijny bat nad polskim VAT-em
Ministerstwo energii szacuje, że dzięki wprowadzeniu pakietu w portfelach Polaków zostało około trzech miliardów złotych. To kwota, której państwo zrzekło się w ramach podatków. Choć dla obywateli jest to powód do zadowolenia, Urszula Cieślak zwraca uwagę na drugą stronę medalu - wymogi wspólnotowe, które ograniczają pole manewru polskiego rządu.
Musimy pamiętać o tym, że po pierwsze to jest rozwiązanie tymczasowe. Pamiętajmy, że my jako kraj Unii Europejskiej jesteśmy jednak zobligowani do przestrzegania takiej wspólnej polityki fiskalnej i o ile w przypadku akcyzy możemy obniżyć ją do minimum unijnego i tutaj jesteśmy zgodni z przepisami, to jednak w zakresie podatku VAT mamy najniższy podatek w Unii Europejskiej. Te 8 procent to nie jest stawka podatku, która jest stosowana w przypadku paliw silnikowych innych krajów europejskich - wyjaśnia Urszula Cieślak.
Presja ze strony Brukseli staje się coraz bardziej odczuwalna. Unia Europejska już zaczęła dopytywać o podstawy stosowania tak preferencyjnych stawek.
Już kilkanaście dni temu Unia zwracała się do nas z pytaniem, dlaczego mamy niski podatek i uzasadnienie jest oczywiście naturalne. To jest sytuacja kryzysowa, przejściowa, dlatego zdecydowaliśmy się jako kraj członkowski na zastosowanie takiej niskiej stawki podatku VAT, ale chyba w nieskończoność też tego podatku bez zgody Unii Europejskiej, Komisji Europejskiej nie będziemy mogli utrzymywać - dodaje analityczka.
Wysokie ceny jako "lekarstwo" na kryzys?
W debacie publicznej pojawia się trudne pytanie: jak długo można sztucznie zaniżać ceny paliw? Urszula Cieślak zauważa, że paradoksalnie wyższe ceny na stacjach mogłyby pomóc w ustabilizowaniu globalnego rynku poprzez ograniczenie konsumpcji. Jest to strategia zbieżna z rekomendacjami Międzynarodowej Agencji Energii.
Musimy też zwracać uwagę na te nasze możliwości dzisiaj i uwzględniając też właśnie wzrost wynagrodzeń niestety zaakceptować ten wysoki poziom ceny w pewnym sensie. Można powiedzieć tak - że oczekiwania społeczne będą takie, żeby to paliwo było zawsze tańsze i nieważne, ile będziemy płacić, zawsze będziemy mówili, że moglibyśmy płacić mimo wszystko mniej za paliwo - mówi ekspertka biura Reflex.
Dalej Urszula Cieślak tłumaczy mechanizm ekonomiczny, który stoi za taką argumentacją:
Utrzymywanie wyższych cen paliw spowoduje ograniczanie popytu, co w dzisiejszej sytuacji tego globalnego kryzysu energetycznego, jeśli chodzi o podaż ropy z Bliskiego Wschodu, a w zasadzie jej bardzo ograniczoną ilość, to byłby to jeden z elementów, który mógłby uspokajać tę sytuację, czyli takie zduszenie popytu poprzez wysokie ceny paliw. Jeśli taka sytuacja będzie się utrzymywała w dłuższym okresie, to utrzymywanie niskich cen paliw będzie zwiększało konsumpcję paliw, a więc będzie powodowało, że ten popyt będzie rósł, a możliwości podażowe będą ograniczone. Więc to też nie jest rozwiązanie, które będzie globalnie poprawiało naszą sytuację.
Nie będzie powtórki z końca 2022 roku
W rozmowie powrócił wątek historyczny i porównania do działań koncernów paliwowych z przełomu 2022 i 2023 roku, kiedy to mimo drastycznej zmiany stawki VAT z 8 na 23 procent, ceny na stacjach pozostały bez zmian. Urszula Cieślak stanowczo odcina się od ówczesnej polityki krajowego giganta i ostrzega, że tym razem taki scenariusz jest niemożliwy.
Dzisiaj takiej sytuacji nie ma i od razu mogę powiedzieć, że jeżeli nasz rząd będzie przywracał podatek, to tutaj nie będzie miejsca na taki rodzaj sztuki jak na koniec 2022 roku, na przełomie w zasadzie 2022 i 2023 roku, że wraz ze stosowaniem wyższej stawki podatku VAT nie zmieniły się ceny paliw na stacjach. Ale to tylko dlatego, że przez wcześniejsze kilkanaście tygodni płaciliśmy po prostu zdecydowanie więcej za paliwo, niż wynikałoby to z realiów rynkowych - podkreśla ekspertka.
Co zatem czeka nas, gdy ochronny parasol zostanie zwinięty? Prognozy nie są optymistyczne.
Ceny paliw mogą wzrosnąć o kilkadziesiąt groszy na litrze, oczywiście w zależności od tego, czy będziemy w momencie, kiedy ropa będzie kosztowała 95 dolarów, czy tak jak dzisiaj - powyżej 105 dolarów.
Czarne chmury nad wakacyjnymi wyjazdami?
Problemy na rynku paliw płynnych nie kończą się na stacjach benzynowych. Branża transportowa i lotnicza już teraz sygnalizuje poważne obawy dotyczące nadchodzącego sezonu urlopowego. Największe wzrosty cen odnotowano bowiem w segmencie paliwa lotniczego.
Paliwo lotnicze od początku wybuchu wojny w Iranie podrożało najbardziej. I biorąc pod uwagę dzisiaj ograniczoną podaż paliwa lotniczego mogą być takie sytuacje, że ograniczona podaż w dalszym ciągu utrzymująca się poprzez zamkniętą cieśninę Ormuz może spowodować, że lokalnie mogą zdarzyć się w okresie takiego wzmożonego ruchu turystycznego jakieś niedobory paliw - ostrzega Urszula Cieślak.
Pytana o to, czy pasażerów czekają uziemione samoloty, czy po prostu horrendalnie drogie bilety, analityczka przyznaje:
Myślę, że może wydarzyć się wszystko. To będzie zależało od już takiej polityki własnej linii lotniczych i oczywiście od tego, jak chętnie będziemy chcieli podróżować. I teraz tak - jeśli linie lotnicze nie będą podnosiły cen biletów, a będą ponosiły wysokie koszty paliw, to albo będziemy mieć sytuację, że mogą bankrutować, natomiast jeśli będą podnosiły ceny biletów, możemy mieć do czynienia z sytuacją ograniczonej liczby klientów.
Podsumowując bieżącą sytuację na rynku, Urszula Cieślak nie pozostawia złudzeń co do nadchodzących dni i cen na stacjach paliw:
Niestety ta dobra passa, jeśli chodzi o te ceny detaliczne, trochę nam się kończy, bo właśnie powrót niepewności na Bliskim Wschodzie, wzrost cen do poziomu powyżej 105 dolarów za baryłkę będzie skutkował, że pewnie w kolejnych dniach tego tygodnia te maksymalne ceny paliw będą już kształtowały się na wyższych poziomach i te obowiązujące od 13 maja mogą być tymi najniższymi w tym tygodniu.