Radio Białystok | Gość | Radio w sercu miasta. Kultowe odbiorniki w Noc Muzeów w Pałacu Branickich -
- Zaprezentujemy najstarsze odbiorniki, jakie mamy w swojej kolekcji, czyli od lat trzydziestych do osiemdziesiątych. Są to odbiorniki, których już nigdzie nie ma - mówi Anatol Kraśko, zapraszając na Noc Muzeów z Polskim Radiem Białystok.
W sobotę, 16 maja w Noc Muzeów Polskie Radio Białystok opuszcza na chwilę swoją siedzibę przy Świerkowej i przenosi się na pierwsze piętro Pałacu Branickich. Dzięki gościnności Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, między 18:00 a 21:00 będzie można zobaczyć część naszych najcenniejszych skarbów z kolekcji radioodbiorników podarowanych przez naszych Słuchaczy.
Z Anatolem Kraśką - emerytowanym pracownikiem Działu Techniki Polskiego Radia Białystok - rozmawia Renata Reda
Radioodbiorniki, których już prawie nie ma
Na wystawie pojawią się najstarsze egzemplarze znajdujące się w radiowej kolekcji. To urządzenia pochodzące od lat 20. i 30. XX wieku aż po odbiorniki z lat 80.
Będą tam najstarsze odbiorniki, jakie w ogóle mamy w swojej kolekcji, czyli od lat trzydziestych do współczesnych, do lat osiemdziesiątych nawet. Odbiorniki, których już nigdzie nie ma, oprócz tego, że są w muzeach - mówi Anatol Kraśko.
Kolekcja liczy około stu zabytkowych radioodbiorników. Trafiły do Polskiego Radia Białystok dzięki akcji "Podaruj nam trochę historii", prowadzonej w 2005 roku. Słuchacze przekazywali urządzenia przechowywane przez lata na strychach i w piwnicach.
Wśród eksponatów szczególne miejsce zajmuje Lumophon z 1928 roku.
Wprawdzie ono już nie działa, bo niestety nie ma już lamp ani innych elementów z tamtych czasów. W związku z tym jest to tylko obudowa. Widać, jaka była konstrukcja takiego odbiornika - opowiada Kraśko.
Radio bez prądu i pozwolenie z policji
Jednym z najciekawszych urządzeń prezentowanych podczas wystawy będzie radio kryształkowe z lat 30. To konstrukcja przeznaczona głównie dla mieszkańców wsi, którzy nie mieli dostępu do energii elektrycznej.
To było tak zwane radio kryształkowe. Wystarczyła długa antena, kilkanaście metrów drutu, uziemienie solidne. Fale radiowe mają taką właściwość, że w przewodniku wzbudzają napięcie, nawet minimalne. Te kilka miliwoltów wystarczało, żeby pobudzić do drgań słuchawki - wyjaśnia ekspert.
Jak podkreśla, odbiornik umożliwiał słuchanie radia jednocześnie dwóm osobom, ale i tak był prawdziwym oknem na świat.
To już było coś, co spowodowało, że wiadomości docierały z radia do ludzi w miarę szybko.
Zakup takiego urządzenia nie był jednak prosty.
Żeby kupić taki odbiornik, nie wystarczyło pójść do sklepu czy na pocztę. Trzeba było mieć pozwolenie z policji na zakup odbiornika radiowego - przypomina Anatol Kraśko.
Co ciekawe, według niego podobne radio mogłoby sprawdzić się także dziś.
Polskie Radio jeszcze ciągle nadaje na falach długich, a takie radio umożliwiało odbiór właśnie fal długich i średnich.
Historie ukryte w starych odbiornikach
Każdy eksponat ma własną historię. Niektóre z nich są szczególnie poruszające.
Znam historię takiego radia, które przywiózł żołnierz Armii Andersa z Włoch. To radyjko jest u nas. Jego rodzina przekazała nam ten radioodbiornik. Maleńka, ale bardzo ciekawa konstrukcja. To jest cud techniki inżynierskiej tamtych czasów - mówi Anatol Kraśko.
W kolekcji znajdują się też urządzenia wyróżniające się wyglądem i wzornictwem.
Jeżeli chodzi o wygląd, to jest takie radio produkcji radzieckiej jeszcze - Zwiezda. To jest coś niespotykanego, jeżeli chodzi o konstrukcję zewnętrzną.
Jak zauważa, dawniej radioodbiorniki były nie tylko urządzeniami technicznymi, ale też elementami wystroju wnętrz.
Teraz odbiorniki radiowe to jest takie pudełeczko. Dawniej każdy model miał swój wygląd, miał swoją nazwę.
Niektóre konstrukcje przypominały nawet meble.
Były takie radia, które udawały biurko. Dopiero jak się otworzyło skrzydła, to było widać, że tam jest w środku radio.
Siedem kilogramów na ramieniu i montaż nożykiem
W rozmowie nie zabrakło również wspomnień o codziennej pracy radiowców sprzed epoki komputerów i cyfrowej obróbki dźwięku.
Magnetofon reporterski Nagra Kudelski ważył siedem kilogramów. Było co nieść - wspomina Anatol Kraśko.
Późniejsze modele były lżejsze, ale i tak daleko im było do współczesnych rejestratorów czy smartfonów.
Jeszcze bardziej czasochłonny był montaż materiałów dźwiękowych.
Montaż trwał dosyć długo, nie można było cofnąć operacji. Jeżeli ktoś zgubił kawałek taśmy w koszu na śmieci, to był problem. Brakuje jednego wyrazu, a czasami nawet jednej litery - opowiada.
Proces wymagał ogromnej precyzji.
Najpierw przegranie z taśmy reporterskiej na taśmę studyjną. Później tę studyjną taśmę się cięło. Posklejaną taśmę trzeba było znowu przegrać na taśmę emisyjną, która była bez cięcia, bez sklejek i to dopiero szło na magnetofon stacyjny i na emisję.
Jak podkreśla, przygotowanie krótkiej audycji potrafiło zajmować nawet kilka dni.
"Kawałek historii i kawałek ładnego mebla"
Choć dziś radio najczęściej mieści się w smartfonie lub internetowej aplikacji, stare lampowe odbiorniki wciąż budzą emocje - zarówno wyglądem, jak i brzmieniem.
Ten lampowy dźwięk był trochę inny. Teraz muzycy wracają do wzmacniaczy lampowych, żeby korzystać z tej miękkiej barwy dźwięku - mówi Anatol Kraśko.
I dodaje, że stare radio może być czymś więcej niż tylko zabytkiem techniki.
Jak ktoś ma sobie w domu i może jeszcze pochwalić się, że gra, to jest kawałek historii, kawałek ładnego mebla też.
Sto lat Polskiego Radia
Wystawa organizowana podczas Nocy Muzeów ma także przypominać o jubileuszu polskiej radiofonii.
Polskie Radio skończyło sto lat. W kwietniu 1926 roku uruchomiono pierwsze stałe audycje Polskiego Radia - przypomina Anatol Kraśko.
Jak podkreśla, historia radia zaczęła się jeszcze wcześniej.
Nie tylko historię radia, ale historię radiofonii również. To od początku dwudziestego wieku najpierw radio telegraficzne, czyli Morse'a. Używano go w statkach, a później radio audio. Pierwszą audycję wyprodukowano w Stanach Zjednoczonych w 1920 roku.