Radio Białystok | Gość | Czy błękitno-zielona rewolucja uratuje Białystok? Międzynarodowa konferencja w Politechnice Białostockiej -
Jesteśmy rozpoznawani jako stolica Zielonych Płuc Polski, ale w rzeczywistości borykamy się z wieloma trudnościami, które dotyczą głównie redukcji powierzchni zieleni zarówno w mieście, jak i w regionie. I myślę, że jakoś tak sobie z dużą łatwością folgujemy te decyzje na temat usuwania drzew. Powinniśmy je rozważać bardzo skrupulatnie i bardzo dokładnie, bo każdy ubytek w drzewostanie, każda wycinka drzew generuje po prostu straty - mówi dr inż. Dorota Gawryluk.
Eksperci z Belgii, Holandii, Szwajcarii, Niemiec, USA, Kanady czy Ukrainy rozmawiają w Białymstoku o zazielenianiu współczesnych miast, a w przysłuchują się ci, którzy kreują przestrzeń miejską: od samorządowców, architektów i architektów krajobrazu, przez naukowców, deweloperów, po ekspertów branżowych i studentów.
Z dr inż. Dorotą Gawryluk z Wydziału Budownictwa i Nauk o Środowisku Politechniki Białostockiej, która jest w komitecie organizacyjnym tej konferencji, rozmawiamy o tym, jak pod tym względem wygląda sytuacja w naszym regionie.
Folgujemy sobie z wycinkami
Białystok od lat szczyci się mianem stolicy „zielonych płuc Polski”. Rzeczywistość okazuje się jednak znacznie bardziej skomplikowana. Według najnowszego, ogólnoeuropejskiego rankingu, miasto zajęło ostatnie miejsce wśród stolic województw pod względem przygotowania do zmian klimatycznych.
Choć otoczenie Parku Zwierzynieckiego czy wszechobecne drzewa mogą mylić oko przeciętnego mieszkańca, twarde dane nie kłamią. Białystok drastycznie traci swoją zieloną tożsamość, a skutki tego odczuwamy wszyscy, od nieznośnych upałów po regularnie zalewane ulice.
Problem nie tkwi w całkowitym braku zieleni, ale w jej drastycznej redukcji w strukturze miejskiej. Dr Dorota Gawryluk zwraca uwagę, że jako społeczeństwo zbyt łatwo godzimy się na usuwanie dojrzałych drzew.
Tak, to prawda, że jesteśmy rozpoznawani jako stolica zielonych płuc Polski, ale w rzeczywistości borykamy się z wieloma trudnościami, które dotyczą głównie redukcji powierzchni zieleni zarówno w mieście, jak i w regionie. I myślę, że jakoś tak sobie z dużą łatwością folgujemy te decyzje różne na temat usuwania drzew. Powinniśmy je rozważać bardzo skrupulatnie i bardzo dokładnie, bo każdy ubytek w drzewostanie, każda wycinka drzew generuje po prostu straty. Pamiętajmy o tym, że wycięcie drzewa na przykład siedemdziesięcioletniego, o dużej, rozłożystej koronie - jeśli chcemy uzupełnić ubytek, który jest spowodowany wycinką takiego drzewa, powinniśmy posadzić ponad tysiąc młodych drzew. A nie pięć na przykład, jak jest to proponowane często w rozwiązaniach kompensacyjnych. - mówi Dorota Gawryluk.
Z tego powodu, patrząc na mapę miasta z perspektywy ostatnich dekad, obraz Białegostoku mocno się zmienił.
Białystok nie jest już takim zielonym miastem, jak był jeszcze parę dekad temu - przyznaje dr Gawryluk.
Letnie upały i rzeki na ulicach
Konsekwencje utraty biologicznie czynnych powierzchni odczuwamy niemal każdego lata. Pierwszym z brzegu przykładem jest Rynek Kościuszki, który w lipcowe południa zamienia się w rozgrzaną patelnię. To podręcznikowy przykład tzw. miejskiej wyspy ciepła.
To są konsekwencje związane z jednej strony na przykład z podwyższeniem temperatury w mieście. Mówimy o tym zjawisku "wyspa ciepła". Mówimy o nawierzchniach nieprzepuszczalnych, myślimy wtedy o kostce betonowej, myślimy o asfalcie, myślimy o płytach chodnikowych, o dużych powierzchniach, które nie są zielone, które nie są pokryte trawnikiem - wyjaśnia dr Gawryluk.
Brak zieleni to jednak nie tylko problem z upałami, ale również z gwałtownymi ulewami. Zatykająca się kanalizacja deszczowa nie nadąża z przyjmowaniem wody, ponieważ brakuje naturalnych obszarów, które mogłyby ją wchłonąć.
Zatapianie miasta, to, że deszcze nawałnicowe powodują, że ulicami płyną nam całe rzeki wody (...) To jest dowód na to, że my nie mamy odpowiednich odbiorników wody deszczowej. A tutaj świetnym rozwiązaniem byłyby tereny zieleni i możliwość odprowadzenia nadmiaru wody deszczowej właśnie w odpowiednich miejscach w tereny zieleni - mówi dr Gawryluk..
Brutalne zrywanie betonu czy nowoczesna technologia?
W wielu europejskich i polskich miastach coraz popularniejszy staje się trend tzw. „rozszczelniania”, czyli zrywania zbędnego asfaltu i płyt chodnikowych.
Czy to dobra droga dla Białegostoku? Dr Gawryluk uważa, że można by częściowo uwolnić od betonu np. Rynek Kościuszki czy plac przed Teatrem Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki, jednak wymaga to ogromnej ostrożności i szukania alternatyw.
To jest bardzo duże wyzwanie. Jeśli myślimy o zrównoważonym rozwoju, to musimy rozważać to, że kiedyś już pieniądze i energia zostały włożone w to, żeby te place wykonano. Natomiast powinniśmy szukać też rozwiązań, które będą nam wprowadzać skutek podobny do rozszczelniania. Myślę tutaj o błękitno-zielonej infrastrukturze w elementach, które są teraz świeżo budowane - mówi Dorota Gawryluk.
To właśnie błękitno-zielona infrastruktura – czyli zieleń projektowana tak, by pełniła konkretne funkcje inżynieryjne, ma być kluczem do nowoczesnego miasta. Rośliny nie mogą być tylko „ładną dekoracją”.
W tych rozwiązaniach chodzi o to, żeby poza tym, że ona będzie piękna, była też użyteczna i pracowała na naszą korzyść. Bo my myślimy o drzewach, o krzewach, że są śliczne, pięknie kwitną i pachną. Natomiast drzewa oczyszczają powietrze, rośliny produkują tlen tam, gdzie rosną, to retencjonują, czyli zatrzymują wodę w ziemi. I dzięki temu ta woda nie płynie nam wtedy ulicą i nie jest odprowadzana do kanalizacji deszczowej zatykającej się - wyjaśnia.
Jednym z najważniejszych elementów tego systemu mogą stać się zielone dachy, czyli roślinność (najczęściej wytrzymałe rozchodniki) sadzona na płaskich dachach bloków mieszkalnych. Jak to działa w praktyce?
Te dachy najczęściej pokryte są rozchodnikami i te rozchodniki, w momencie kiedy pada deszcz, gromadzą ten deszcz, potem nasączone wodą w cieplejszej temperaturze oddają wilgoć do powietrza, czyli automatycznie delikatnie chłodzi się klimat dzięki temu, że mamy zielone powierzchnie również na dachach budynków - wyjaśnia dr Gawryluk.
Co na to deweloperzy i samorządy?
Wprowadzenie takich technologii wymaga zmiany myślenia, zarówno u urzędników, jak i u projektantów, którzy wciąż rzadko traktują zieleń jako pełnoprawną infrastrukturę.
Choć w Białymstoku zielone dachy to na razie pojedyncze przykłady, deweloperzy stają się coraz bardziej otwarci na zmiany ze względu na rygorystyczne przepisy dotyczące procentowego udziału zieleni na działkach budowlanych. Co najważniejsze, błękitno-zielona infrastruktura po prostu się opłaca. Przykładem są rozwiązania z Trójmiasta:
Kiedy policzymy profity i na przykład koszty związane z odprowadzaniem wody deszczowej do kanalizacji i ze szkodami, które te deszcze powodują, zaczyna się robić bardzo opłacalna. (...) W Gdańsku już wiele osiedli zostało wybudowanych w taki sposób, że stosowano w blokach, i to deweloperskich osiedlach, zielone dachy i rozwiązania z błękitno-zielonej infrastruktury, czyli odpowiednie systemy rabat w formie ogrodów deszczowych na poziomie terenu, pomiędzy blokami - mówi Dorota Gawryluk.
Dzięki zatrzymywaniu deszczówki na terenie inwestycji, inwestorzy i mieszkańcy unikają wysokich opłat miejskich:
I ten deszcz, ta woda deszczowa nie jest wtedy odprowadzana do systemu wody deszczowej miejskiej. W związku z tym nie trzeba ponosić opłaty za odprowadzanie wody deszczowej do systemu deszczówki w mieście. Stąd jest profit.
Zielone dachy i wydajniejsza fotowoltaika
Białystok w ciągu kilku dni, podczas konferencji staje się miejscem wymiany doświadczeń dla międzynarodowej elity ekspertów zajmujących się ekologią miejską, m.in. z Belgii, Holandii, Szwajcarii, Niemiec, USA, Kanady, Hiszpanii czy Włoch.
Wspólnie z Politechniką Białostocką analizują oni rozwiązania, które mogą pomóc m.in. w walce z dokuczliwym smogiem. Poza zielonymi elewacjami czy wewnętrznymi instalacjami oczyszczającymi powietrze, naukowcy wskazują na genialne i zaskakujące połączenie ekologii z technologią: fuzję zielonych dachów z panelami fotowoltaicznymi.
Coś, co jeszcze parę lat temu było uważane za pewne kuriozum i niemożliwość do połączenia, w tej chwili już się świetnie łączy. Okazuje się, że zielone dachy, czyli pokryte na przykład rozchodnikami, świetnie wpływają na skuteczność, na to, jak odpowiednio lepiej panele słoneczne gromadzą nam energię - dodaje Dorota Gawryluk.
Niższa temperatura otoczenia, którą zapewniają parujące rozchodniki, stabilizuje pracę paneli słonecznych, zwiększając ich efektywność.
Przed Białymstokiem stoi więc ogromna szansa na wdrożenie rozwiązań, które nie tylko poprawią komfort życia mieszkańców, ale też realnie odciążą miejski budżet.