Radio Białystok | Gość | Jak wygląda rynek pracy w naszym regionie? -
- Podlascy pracodawcy zatrudniają coraz mniej osób. Niestety, tworzymy coraz mniej nowych stanowisk pracy - mówi dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Białymstoku Hubert Ostapowicz.
Tysiące związkowców NSZZ "Solidarność" manifestowały w Warszawie przeciwko Zielonemu Ładowi i w obronie miejsc pracy. Podawali przykłady dużych zakładów pracy, gdzie dochodzi do zwolnień grupowych, między innymi na skutek transformacji klimatycznej. Także w jednej podlaskiej firmie, zatrudniającej prawie tysiąc osób, w ostatnim czasie zwolnionych zostało 200 osób.
Jak wygląda rynek pracy w naszym regionie?
Z dyrektorem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Białymstoku Hubertem Ostapowiczem rozmawia Renata Reda.
Statystyki nadal korzystne, ale nie pokazują całego obrazu
Jak podkreślał Hubert Ostapowicz, dane dotyczące bezrobocia w województwie podlaskim nadal należą do relatywnie dobrych.
Stopa bezrobocia w województwie podlaskim w ujęciu rocznym co prawda wzrosła, podobnie jak w Polsce, akurat w województwie podlaskim o pół punktu procentowego. Dzisiaj ta stopa bezrobocia tak zwanego rejestrowanego w naszym województwie wynosi 7,7 proc. i spada. Spada w stosunku do lutego, spadła w marcu, spada też w kwietniu w porównaniu do marca - mówił dyrektor WUP.
Jednocześnie przyznał, że same statystyki nie oddają pełnej sytuacji na rynku pracy. W skali kraju rośnie liczba osób tracących zatrudnienie z przyczyn leżących po stronie pracodawców.
W tej chwili około 5 proc. osób, które się rejestruje jako osoby bezrobotne w skali kraju, to są osoby, które uprzednio utraciły pracę z przyczyn leżących po stronie zakładu pracy - zaznaczył.
Na Podlasiu ten wskaźnik jest niższy i wynosi około 2,7 proc., ale - jak podkreślił Ostapowicz - nie oznacza to, że region jest wolny od problemów.
To wcale nie oznacza, że sytuacja jest dobra i się nic złego na pewno nie wydarzy w ciągu najbliższych miesięcy - dodał.
Zwolnienia rozłożone w czasie nie trafiają do statystyk
Pojawił się także problem zwolnień, które formalnie nie są klasyfikowane jako grupowe, mimo że obejmują dużą liczbę pracowników.
Dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy przyznał, że przedsiębiorstwa często rozkładają redukcje zatrudnienia w czasie lub korzystają z innych mechanizmów, by uniknąć formalnej procedury zwolnień grupowych.
Jeżeli te zwolnienia są rozkładane w czasie, to tak naprawdę tych zwolnień grupowych w rozumieniu polskich przepisów po prostu nie ma i nie ma tych zgłoszeń - tłumaczył.
Podobnie wygląda sytuacja w przypadku programów dobrowolnych odejść.
W tym zakładzie pracy zastosowano tak zwany program odejść dobrowolnych i to się nie wpisuje - wyjaśniał Ostapowicz, odnosząc się do przykładu firmy, w której pracę straciło około 70 osób, ale redukcja nie pojawiła się w oficjalnych statystykach zwolnień grupowych.
Firmy ograniczają rozwój i nowe rekrutacje
Rosnące koszty działalności - energii, gazu czy wynagrodzeń - coraz mocniej obciążają przedsiębiorców. Zdaniem dyrektora WUP sytuacja nie jest jeszcze dramatyczna, ale ostrożność firm jest wyraźnie widoczna.
Prawdą jest, że podlascy pracodawcy zatrudniają coraz mniej. Czyli tak naprawdę tych nowych ofert pracy jest coraz mniej. Tworzymy tych nowych stanowisk pracy niestety coraz mniej - mówił.
Jednocześnie zaznaczył, że przedsiębiorcy starają się utrzymywać obecne zatrudnienie.
Ważne jest to, że te stanowiska pracy, które w tej chwili mamy w województwie podlaskim, co do zasady są stabilne. Czyli pracodawcy generalnie podejmują decyzję o utrzymaniu zatrudnienia, rzadziej decydują się na tworzenie nowych miejsc pracy - podkreślał.
Według niego wpływ na decyzje firm mają nie tylko koszty pracy, ale również niepewność gospodarcza i geopolityczna.
To oczywiście też wynika z tych wysokich kosztów pracy, z takiej niepewnej sytuacji geopolitycznej, ekonomicznej, gospodarczej czy gospodarczo-społecznej - zaznaczył.
Od początku roku do kwietnia oficjalnie zgłoszone zwolnienia grupowe w regionie dotyczyły trzech firm i objęły 53 pracowników.
Oczywiście każda z tych sytuacji jest pewnym dramatem dla tej osoby. Natomiast w skali całego rynku pracy, nawet tego regionalnego, to jest niewielki odsetek zwolnień - ocenił Ostapowicz.
Coraz więcej długotrwale bezrobotnych
Jednym z największych problemów pozostaje struktura bezrobocia. Coraz większą grupę stanowią osoby pozostające bez pracy przez długi czas i mające niewielkie kwalifikacje.
Jak wynika z danych przywołanych w rozmowie, ponad połowa zarejestrowanych bezrobotnych w województwie podlaskim to osoby długotrwale bezrobotne, a blisko 40 proc. nie posiada żadnych kwalifikacji zawodowych.
Jednocześnie znacząco zmniejszono środki z Funduszu Pracy, z którego finansowane są m.in. staże, dotacje i programy aktywizacyjne.
Środki Funduszu Pracy zostały zmniejszone o około 41 proc. Czyli tych środków jest zdecydowanie mniej - przyznał dyrektor WUP.
Pieniędzy na aktywizację może zabraknąć
Jak wyjaśniał Hubert Ostapowicz, środki z Funduszu Pracy trafiają do powiatowych urzędów pracy i są przeznaczane m.in. na staże, dotacje na rozpoczęcie działalności gospodarczej czy dofinansowanie miejsc pracy.
Te środki są rozdysponowywane przez powiatowe urzędy pracy na takie typowe formy, czyli na staże, na dotacje, na rozpoczęcie działalności gospodarczej dla pracodawców, na tworzenie miejsc pracy - mówił.
Problem polega jednak na tym, że w części urzędów pieniądze już się kończą.
Te środki w niektórych powiatowych urzędach pracy się już kończą albo się nawet skończyły. Więc pytanie, co się wydarzy w ciągu następnych miesięcy? - alarmował.
Szczególnie trudna sytuacja może pojawić się na mniejszych lokalnych rynkach pracy, gdzie wiele ofert zatrudnienia było dotychczas subsydiowanych z publicznych środków.
Czy pracodawcy faktycznie będą gotowi do tego, żeby zatrudniać zwłaszcza na tych mniejszych rynkach, na przykład na rynku sejneńskim, gdzie tak naprawdę większość ofert pracy, jak nie wszystkie, były do tej pory subsydiowane, czyli dotowane, a dzisiaj tych pieniędzy tam już nie będzie? - pytał retorycznie dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy.