Radio Białystok | Gość | Susza na Podlasiu. Rolnicy alarmują, a oficjalne raporty "widzą zielone uprawy" -
Zdecydowanie dość dużo się to różni, bo aplikacja opiera się o stacje bazowe, które IUNG posiada w terenie. My monitowaliśmy jako Podlaska Izba Rolnicza, żeby było tych stacji zdecydowanie więcej. Co najmniej jedna w gminie dałaby dużo większy, bardziej precyzyjny obraz i ta aplikacja byłaby bardziej precyzyjna - mówi przewodniczący Rady Powiatowej Podlaskiej Izby Rolniczej w Bielsku Podlaskim, członek Zarządu Powiatu w Bielsku Podlaskim Maciej Bobel.
Miarowy, spokojny deszcz, który na początku czerwca pojawił się na Podlasiu, przyniósł chwilową ulgę i zmniejszył zagrożenie pożarowe w lasach. Niestety, dla wielu rolników w regionie to zdecydowanie za mało i za późno. Sytuacja na polach jest alarmująca, a niedobór wody uderza w kolejne uprawy. Co gorsza, oficjalne systemy monitoringu suszy zdają się nie dostrzegać skali problemu.
Prognozy synoptyków na drugą połowę czerwca nie są łaskawe -– zamiast wyczekiwanych kilkunastu dni spokojnego deszczu, zapowiadane są kolejne fale upałów, co może pogłębić i tak już dramatyczny kryzys hydrologiczny na podlaskich polach.
Oficjalne dane kontra rzeczywistość
Według najnowszego monitoringu suszy Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG), susza w zbożach ozimych występuje w niespełna 39 proc. podlaskich gmin, a w przypadku rzepaku system nie wykazał jej w ogóle. Zupełnie inny obraz wyłania się jednak z bezpośrednich relacji gospodarzy m.in. z okolic Grajewa, Bielska Podlaskiego czy Moniek.
Oficjalne dane pewnie twierdzą, że [suszy] nie ma, a ja mogę powiedzieć, że w mojej gminie, w której mieszkam, w powiecie, w którym pracuję, około 30 proc. rzepaków zostało zaoranych. Spowodowane to było prawdopodobnie suszą, przymrozkami. On nie przetrwał tej zimy. I raporty już tego nie widzą. W to miejsce poszła kukurydza - mówi Maciej Bobel, przewodniczący Rady Powiatowej Podlaskiej Izby Rolniczej w Bielsku Podlaskim.
Kryzys uderzy w producentów mleka
Problem nie dotyczy jednak wyłącznie rzepaku. Przesunięcie upraw na kukurydzę nie rozwiązało problemów rolników, ponieważ susza natychmiast uderzyła w nowe zasiewy. Na początku czerwca stan kukurydzy w regionie jest daleki od normy.
Ja codziennie jeżdżąc do pracy widzę sytuację na polach. Kukurydza jest... no, mamy początek czerwca, ona jest w fazie dopiero średnio pięciu liści. Przecież to jest bardzo mała, bardzo zły stan tej kukurydzy jest mówi Maciej Bobel.
Taki stan rzeczy to bezpośrednie zagrożenie dla podlaskiego sektora hodowlanego. Nasz region słynie z produkcji mlecznej, która wymaga ogromnych zasobów paszowych. Brak wody drastycznie obniża plony, co może zmusić rolników do ostateczności.
Bydło mleczne, które u nas jest główną gałęzią produkcji, wymaga dużej ilości pasz objętościowych, których tak naprawdę na tę chwilę brakuje. Kukurydzy, zielonki z traw, z lucerny, z koniczyny i na tę chwilę zebrane plony zielonek są dużo niższe, kukurydza nie napawa. (...) Z powodu suszy część rolników może ograniczać stada poprzez wyprzedawanie tego bydła. Niestety, odbudowa tego stada to jest proces długoletni i długofalowy - mówi Maciej Bobel.
Dlaczego aplikacja "suszowa" oszukuje?
Rolnicy mogą zgłaszać straty za pomocą rządowej aplikacji do 15 września, jednak zdaniem Podlaskiej Izby Rolniczej, system oparty na zbyt małej liczbie stacji pomiarowych IUNG po prostu fałszuje rzeczywistość. Rozwiązaniem byłoby zagęszczenie sieci pomiarowej.
Zdecydowanie dość dużo się to różni, bo aplikacja opiera się o stacje bazowe, które IUNG posiada w terenie. My monitowaliśmy jako Podlaska Izba Rolnicza, żeby było tych stacji zdecydowanie więcej. Co najmniej jedna w gminie dałaby dużo większy, bardziej precyzyjny obraz i ta aplikacja byłaby bardziej precyzyjna. (...) Jeżeli stacja pomiarowa jest oddalona od danej gminy o kilka czy kilkanaście kilometrów, w danym miejscu mogą wystąpić opady, lokalnie nie występują i to jest to zakłamanie, czyli to jest dość duża granica błędu w mojej ocenie -wyjaśnia samorządowiec.
Walka o wsparcie
Samorząd rolniczy stale apeluje do Ministerstwa Rolnictwa o modyfikację wadliwych algorytmów oraz o realną pomoc finansową dla poszkodowanych gospodarstw. Sytuację pogarsza fakt, że opłacalność produkcji drastycznie spadła z powodu niskich cen płodów rolnych i wysokich kosztów nawozów.
Dodatkowym obciążeniem bywają unijne przepisy, w tym obowiązek wykonywania zdjęć geotagowanych czy prowadzenia drobiazgowych rejestrów (np. stosowania środków ochrony roślin). Na szczęście, jak zaznacza Bobel, w wielu miejscach udaje się zachować zdrowy rozsądek:
Młodzi rolnicy myślę, że sobie z tym radzą. Ale większość tych zapisów odnośnie zdjęć geotagowanych da się zastąpić oświadczeniami, które rolnicy załączają do wniosku o dopłatę. I całe szczęście.