Radio Białystok | Gość | W Grodnie jest mój dom. Moja obecność na Białorusi wzmocni ducha w ludziach. Muszę tam wrócić [wideo] -
Wsiadam do samochodu i jadę... jadę do Grodna. Ja mam nadzieję, że będzie tak, jak zazwyczaj, kiedy przekraczałem granicę, że przekroczę tę granicę i wrócę do domu. Sytuacja [na Białorusi] jest niezwykle trudna. I te warunki działalności Związku Polaków są trudne. I to jest też przyczyna, dlaczego ja uważam, że muszę tam być i dlaczego ludzie czekają na mój powrót. Moim zdaniem i zdaniem działaczy Związku Polaków moja obecność na Białorusi wzmocni organizację, wzmocni ducha w ludziach. I to jest ważne dla Związku Polaków - mówi Andrzej Poczobut.
Andrzej Poczobut, dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, po pięciu latach spędzonych w tamtejszym więzieniu, odwiedził Białystok. Wyjątkowym i niezwykle poruszającym momentem jego wizyty było środowe (10.06) spotkanie pod pomnikiem księdza Jerzego Popiełuszki, gdzie Polacy i Białorusini wspólnie zamanifestowali swoją solidarność z wolnym już Poczobutem.
Akcje solidarności w Białymstoku
Sam Poczobut nie kryje głębokiego wzruszenia oraz wdzięczności za wsparcie, jakie otrzymywał przez cały okres uwięzienia. Jak podkreśla, pamięć o tych, którzy zostali w kraju, docierała nawet za mury więzienne.
Jestem niezmiernie wdzięczny dla wszystkich ludzi, którzy przez wszystkie te lata wychodzili na akcje solidarności. Jestem niezmiernie wdzięczny tym, kto pamiętał o mnie w ciągu tych wszystkich pięciu lat. Ta akcja trwała przez tak długi czas. Ja o niej wiedziałem, siedząc w więzieniu, że w Białymstoku to się odbywa. No, oczywiście, że dla mnie to było... to było bardzo ważne spotkanie - mówi Andrzej Poczobut.
Zapytany o to, jak pięcioletni pobyt w zamknięciu wpłynął na niego samego i czy odcisnął na nim trwałe piętno, odpowiedział z dystansem i lekkim uśmiechem, powołując się na opinię najbliższych:
Trudno mi jeszcze odpowiedzieć. Ja myślę, że to moi najbliżsi mogliby powiedzieć. No, syn powiedział, że za bardzo się nie zmieniłem.
Zamrożone uwolnienia na Białorusi. Jaki wpływ ma sytuacja międzynarodowa?
Uwolnienie Andrzeja Poczobuta zbiegło się w czasie z impasem dyplomatycznym - amerykańska administracja poinformowała niedawno o wstrzymaniu procesów zwalniania kolejnych więźniów politycznych przez reżim w Mińsku. Dziennikarz zwraca uwagę, że losy więźniów są ściśle powiązane z globalną sytuacją geopolityczną oraz wojną w Ukrainie.
Z tego, co wiem, to jednak te pertraktacje nadal nadal trwają i ja rozumiem, że nie są tak łatwe i przyjemne pewnie, jak większość się spodziewała. Czy ta sytuacja międzynarodowa... Ona przecież wpływa na relacje białorusko-amerykańskie. I bez wątpienia, no, myślę, że ta cała otoczka wokół Białorusi - to, co się dzieje w relacjach z Rosją, to, co się dzieje na froncie, te wszystkie nieudane próby podjęcia rozmów pomiędzy Kijowem a Moskwą - to wszystko, moim zdaniem, wpływa na spowolnienie zwolnienia więźniów politycznych na Białorusi - mówi Andrzej Poczobut.
Działacz przyznał również, że będąc w celi, dokładał wszelkich starań, by nie stracić kontaktu z rzeczywistością i śledzić wydarzenia na arenie międzynarodowej. Pomagały mu w tym rozmowy z adwokatem oraz... oficjalne białoruskie media.
Przecież też to reżimowe radio nadaje jakieś dzienniki, więc można było wywnioskować o jakichś tam wydarzeniach. Chociaż, oczywiście, że komentarz był propagandowy, to jednak o samym wydarzeniu można było się dowiedzieć i już mając doświadczenie, można było zanalizować tą sytuację - zapewnia.
"Wsiadam do samochodu i jadę do Grodna"
Mimo realnego niebezpieczeństwa i faktu, że sytuacja polskiej mniejszości na Białorusi jest dramatyczna, Andrzej Poczobut nie wyobraża sobie innego scenariusza niż powrót do ojczyzny. Pytany o szczegóły i obawy związane z ponownym przekroczeniem granicy, odpowiada krótko:
[Mój scenariusz jest] taki, jak jak zazwyczaj. Wsiadam do samochodu i jadę... jadę do Grodna. Ja mam nadzieję, że będzie tak, jak zazwyczaj, kiedy przekraczałem granicę, że przekroczę tę granicę i wrócę do domu.
Dla Poczobuta powrót na Białoruś to nie tylko kwestia prywatna, ale przede wszystkim lojalność wobec rodaków, którzy potrzebują teraz wsparcia i jego obecności na miejscu.
Sytuacja jest niezwykle trudna. I te warunki działalności Związku Polaków są trudne i to to jest też przyczyna, dlaczego ja uważam, że muszę tam być i dlaczego ludzie czekają na mój powrót. Moim zdaniem i i zdaniem działaczy Związku Polaków moja obecność na Białorusi wzmocni organizację, wzmocni ducha w ludziach. I to jest ważne dla Związku Polaków - wyjaśnia Andrzej Poczobut.
Walka o język polski. "Został w całości wycięty z systemu edukacji"
Jednym z największych problemów, z którymi boryka się obecnie Związek Polaków na Białorusi, jest całkowita likwidacja polskiego szkolnictwa przez reżim Łukaszenki. Poczobut alarmuje, że oficjalna edukacja w języku polskim przestała tam istnieć, a dotychczasowe placówki poddano przymusowej rusyfikacji. Ciężar niesienia oświaty spadł na organizacje społeczne.
Na Białorusi nie ma dzisiaj nauki języka polskiego w państwowym systemie edukacji. Język polski został w całości wycięty z państwowego systemu edukacji. Dwie szkoły, które istniały polskie, one zostały zrusyfikowane. Jedyną możliwością nauki języka polskiego to są kursy, to są punkty nauczania i szkoły społeczne, które prowadzi Związek Polaków. W nich, w tych szkołach i punktach nauczania na terenie całego kraju, około 3000 dzieci uczy się języka polskiego, co jest oczywiście niedużą liczbą, ale też trzeba rozumieć, że to jest jedyna dzisiaj możliwość nauki języka polskiego na Białorusi i to pokazuje, jakie znaczenie, jak ważny jest dzisiaj Związek Polaków na Białorusi dla mniejszości polskiej - zapewnia.
Działacz podkreśla, że to klasyczna, niezwykle ciężka praca u podstaw, której celem jest przetrwanie polskiej tożsamości narodowej w „nadzwyczaj złożonych i trudnych warunkach”.
Czy w Polsce rozumiemy sytuację rodaków na Wschodzie?
Andrzej Poczobut odniósł się również do tego, jak Polacy w macierzy postrzegają sytuację mniejszości narodowej na Białorusi. Jego zdaniem wiedza ta wciąż jest powierzchowna i wymaga wysiłku oraz chęci głębszego poznania historii tych ziem.
Na pewno nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak dużo tam jest Polaków. Nie wszyscy zdają sobie sprawę z historii i z teraźniejszości. Ten, kto interesuje się, ten ma dzisiaj możliwość zdobycia i znalezienia informacji na temat mniejszości polskiej na Białorusi. Ale do tego trzeba przyłożyć pewien wysiłek. A większość, moim zdaniem, takie bazowe informacje ma - mówi Poczobut.
Dziennikarz apeluje również, by jego decyzji o powrocie na Białoruś - tak szeroko komentowanej i ocenianej w Polsce - nie traktować jako jednostkowego, emocjonalnego zrywu, lecz jako logiczną kontynuację drogi, którą wybrał ponad dwie dekady temu.
Należy oceniać tę całą historię przez pryzmat ponad 20 lat. Od 2005 roku Związek Polaków jest w warunkach nielegalności i wszystkie te decyzje, które zapadły w 2005 roku - między innymi poprzez zaangażowanie ludzi, poprzez udział w nielegalnym z punktu widzenia władz zrzeszeniu - i to zagrożenie prześladowaniem kryminalnym i więzieniem, ono istniało od 20 lat i tu pod tym względem nic się nie zmieniło. I właśnie przez pryzmat tych 20 lat należy patrzeć na moje wybory też -wyjaśnia Andrzej Poczobut.