Radio Białystok | Gość | Litwini szykują się na najgorszy scenariusz. "Umrzeć z bronią w ręku jest lepiej niż umrzeć biernie" -
- Litwini obawiają się tego, że pewna bierność wobec rosyjskiej inwazji oznacza genocyd, masowe mordy i śmierć narodu. Więc uważają, że umrzeć z bronią w ręku jest lepiej niż umrzeć biernie - mówi ekspert ds. państw bałtyckich Bartosz Chmielewski z Ośrodka Studiów Wschodnich i Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku.
Litwa przygotowuje się na najgorszy scenariusz - rosyjski atak i konieczność ewakuacji części mieszkańców, także w kierunku Polski. Jak realne jest dziś to zagrożenie, ilu Litwinów mogłoby ruszyć przez polską granicę i czy nasz kraj jest przygotowany na taką operację?
M.in. o tym z ekspertem ds. państw bałtyckich Bartoszem Chmielewskim z Ośrodka Studiów Wschodnich i Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku rozmawia Adam Janczewski.
Litwini od 2014 roku przygotowują się na zagrożenie
Jak ocenia Bartosz Chmielewski, na Litwie zdecydowanie wcześniej niż w Polsce zmieniło się postrzeganie zagrożenia ze strony Rosji. Podczas gdy w Polsce przełomem była pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 roku, Litwini zaczęli poważnie myśleć o kwestiach bezpieczeństwa już w 2014 roku.
To jest raczej chłodne przygotowywanie się do jakichś złych scenariuszy. Zresztą Litwini przygotowują się na taki zły scenariusz nie od roku, ale raczej od 2014 roku - mówił analityk.
Jego zdaniem również obecne doniesienia o możliwym pogorszeniu sytuacji bezpieczeństwa w Europie nie wywołują w państwach bałtyckich szczególnego alarmizmu.
Jeżeli mówimy o sytuacji bieżącej i różnych doniesieniach o możliwym pogorszeniu się sytuacji bezpieczeństwa w Europie, no to nie tylko litewskie, ale służby, politycy i liderzy dwóch pozostałych państw bałtyckich, Łotwy i Estonii mówią raczej w spokojnym tonie i są mniej alarmistyczni niż pozostali Europejczycy - mówił Chmielewski.
Jesienią, jego zdaniem, państwa bałtyckie spodziewają się przede wszystkim nasilenia zjawisk, z którymi już mają do czynienia. Chodzi m.in. o presję migracyjną ze strony Białorusi, naruszenia przestrzeni powietrznej czy różnego rodzaju prowokacje.
Bałtowie, czyli Litwini, doświadczają takich zjawisk już od kilku dobrych lat w dość nasilony sposób. No i raczej spodziewają się więcej tego samego - ocenił.
"Jesteśmy gotowi do obrony własnej ojczyzny"
Jednocześnie w państwach bałtyckich wyraźnie zmieniło się podejście do ewentualnej obrony przed rosyjską agresją. Jak zauważył ekspert, deklaracje litewskich polityków o gotowości do walki nie są nowością.
To jest taka narracja, która też już jest od jakiegoś czasu w tych państwach bałtyckich. Jesteśmy gotowi do walki, jesteśmy gotowi do obrony własnej ojczyzny - mówił.
Według niego zmiana ta nastąpiła szczególnie po 2022 roku, kiedy mieszkańcy państw bałtyckich zobaczyli skalę rosyjskich działań na okupowanych terytoriach Ukrainy.
Zrozumiano, że jakaś forma bierności czy oczekiwania na to, że ktoś pomoże im z zewnątrz, jest błędem. No dlatego, że to są dość małe narody, ci Litwini, Łotysze, Estończycy. Oni się obawiają tego, że pewna bierność wobec rosyjskiej inwazji oznacza genocyd, oznacza masowe mordy i śmierć narodu. Więc uważają, że umrzeć z bronią w ręku jest lepiej niż umrzeć biernie - tłumaczył Bartosz Chmielewski.
Ćwiczą ewakuację Wilna i terenów przy granicy z Białorusią
Przygotowania dotyczą nie tylko wojska i służb. Litwa ćwiczy także scenariusze związane z ewakuacją ludności cywilnej. Pierwsze takie ćwiczenia odbyły się we wrześniu ubiegłego roku. W tym roku organizowana jest kolejna seria.
Obserwujemy już od zeszłego roku, przynajmniej na Litwie, ćwiczenia, które mają na celu przećwiczenie ewakuacji Wilna, ale też gmin graniczących z Białorusią. W tym roku, teraz we wrześniu, odbywa się druga seria takich ćwiczeń - mówił ekspert.
Podobne działania prowadzone są na Łotwie. Tam również przygotowywane są plany ewakuacji mieszkańców dużych miast.
W polskich mediach szczególnie mocno wybrzmiał scenariusz ewakuacji Litwinów do Polski. Jak zaznaczył Chmielewski, w litewskich dyskusjach sytuacja wygląda jednak szerzej.
Litwini mówią o kierunku północno-zachodnim, zachodnim, w kierunku Kłajpedy i w kierunku Polski. No, chodzi o to, żeby jak najdalej odsunąć tę ludność cywilną od terytorium, które może stanowić miejsce działań zbrojnych - wyjaśnił.
Nie wiadomo natomiast, ile osób w przypadku poważnego kryzysu mogłoby skierować się do Polski. Ekspert podkreślił, że potencjalna fala nie dotyczyłaby wyłącznie Litwy.
Ta ewakuacja z państw bałtyckich, która miałaby miejsce w województwie podlaskim albo w ogóle w kierunku polskim, ona się będzie nie odbywać tylko z Litwy, ale będzie się też odbywać z Łotwy, bo nie mówimy tu tylko o jakichś działaniach państwa, koordynowanej ewakuacji, ale mówimy też o ludziach, którzy sami będą się decydowali na ucieczkę - zaznaczył.
Jednocześnie Chmielewski ocenił, że nie byłaby to skala porównywalna z napływem uchodźców z Ukrainy do południowo-wschodniej Polski w 2022 roku.
Suwalski przesmyk to nie tylko droga dla wojska
W kontekście ewentualnej ewakuacji cywilów znaczenie ma także tak zwany przesmyk suwalski. Jak zauważył analityk, przez lata mówiono o nim przede wszystkim jako o potencjalnej drodze dla wojsk. Tymczasem należy brać pod uwagę również ruch ludności cywilnej.
To jest jeden z aspektów tej dyskusji o tak zwanym przesmyku suwalskim, który przez wiele lat w ogóle się nie pojawiał w dyskusji, czyli to, że to nie jest tylko droga dla wojska na północ, ale to też jest droga dla cywili na południe - powiedział.
Polska jest dla Litwy ważnym punktem odniesienia także z innych powodów. Zdaniem Chmielewskiego wynika to zarówno z potencjału militarnego Polski, jak i jej położenia.
Jesteśmy dużym sąsiadem z dość dużą armią, ale też jesteśmy i zawsze byliśmy tą drogą do Europy. Więc czy takie oczekiwanie, że Polska przyjdzie z pomocą, czy to właśnie, że to będzie kierunek ucieczki dla cywili? No, on istnieje i o tym się dyskutuje - mówił.
Polska postrzegana jako pierwszy kierunek pomocy
W przypadku zagrożenia militarnego Litwini nie formułują publicznie konkretnych oczekiwań wobec Polski. Ekspert zwraca jednak uwagę na wyraźne przekonanie, że to właśnie Polska może odegrać kluczową rolę.
Nie znam polityka albo decydenta litewskiego, który by powiedział wprost: oczekujemy od Polski tego lub tego. Natomiast jest takie poczucie, że Polska jest pierwszym państwem, które przyjdzie z pomocą i też będzie hubem, czyli dostawcą tej pomocy ze względu na logistykę - mówił Chmielewski.
W jego ocenie znaczenie ma m.in. doświadczenie Polski związane ze wsparciem Ukrainy.
Polska też jest głównym węzłem pomocowym dla Ukrainy. Mówimy tutaj o lotnisku w Jasionce, o połączeniach kolejowych i drogowych na Ukrainę. No i z perspektywy Litwy czy w ogóle państw bałtyckich patrzy się podobnie na Polskę - zaznaczył.
Choć na Litwie formowana jest niemiecka brygada, to - jak relacjonował ekspert - w rozmowach z litewskimi politykami i naukowcami regularnie pojawia się przekonanie, że w razie kryzysu to Polska byłaby oczekiwanym kierunkiem pierwszej pomocy.
Mamy tutaj niemiecką brygadę, która się formuje, natomiast to Polska jest pierwszym państwem, które chcemy, żeby przyszła z pomocą na wypadek kryzysu czy wojny - powiedział Bartosz Chmielewski.