Radio Białystok | Reklama | Materiały reklamowe - Drzewka owocowe dla tych, którzy lubią słodkie desery – najlepsze odmiany do ciast i kompotów
Pamiętam, jak babcia w każdą sobotę piekła szarlotkę. Nie jakąś tam zwykłą, tylko tę PRAWDZIWĄ - z grubą warstwą jabłek, które po upieczeniu nadal trzymały kształt i buchały aromatem cynamonu. Kiedy zapytałem ją, jaki to sekret, wzruszyła ramionami: "A bo to nie sekret, dziecko. Po prostu dobre jabłka trzeba mieć." I pokazała mi koszyk pełen niepozornych, szarych jabłek z dziada-pradziada drzewa na działce.
Dopiero po latach zrozumiałem, o co chodziło. Nie każde drzewko owocowe nada się do tego, żeby stworzyć z jego owoców pyszne ciasto czy kompot. Możecie kupić najpiękniejsze, czerwone, lśniące jabłka w sklepie - i po upieczeniu zostaniecie z musem. A właściwa odmiana? Ta zamieni się w kuchenną magię.
Wiem, brzmi to trochę jak snobizm ogrodniczy. Ale uwierzcie mi - nie chodzi o to, żeby być wybrednym. Chodzi o to, że różne owoce mają różne właściwości, które wychodzą dopiero przy pieczeniu czy gotowaniu.
Weźmy zwykłą sytuację: piekliście kiedyś ciasto z jabłkami, które po wyjęciu z piekarnika zamieniły się w pulpę? Albo robiły kompot, gdzie owoce kompletnie się rozpadły? No właśnie. Problem nie leży w was, tylko w odmianach.
Przede wszystkim twardość. Dobre owoce do ciast i kompotów muszą trzymać formę pod wpływem ciepła. Nie mogą się rozpadać na papkę. Poza tym kwaskowość - słodkie owoce w cieście często robią się mdłe. A odrobina kwasu równoważy smak idealnie.
I jeszcze aromat. Bo możecie mieć najładniejszy owoc, ale jak nie ma smaku, to i ciasto będzie nijaki.
Moja ciocia robiła najlepsze powidła śliwkowe w całej okolicy. I zgadnijcie, z jakiej śliwy? Właśnie z Renklody Uleny. Te złociste, duże śliwki, które dojrzewają w sierpniu, to prawdziwa gratka dla każdego, kto lubi coś upiec.
Renkloda ma tę przewagę, że jej miąższ jest gęsty, soczysty, ale nie puszcza za dużo wody. W cieście śliwkowym trzyma kształt, a przy tym rozpływa się w ustach. Do placka drożdżowego ze śliwkami? Idealna. Do kompotu? Też rewelacja. A już domowe powidła z Renklody to poezja.
Ta odmiana jest samopylna, więc nie musicie się martwić o sadzenie drugiego drzewa jako zapylacza. Posadziliście jedno - i macie spokój. Drzewo rośnie silnie, ma rozłożystą koronę, więc trzeba mu dać trochę miejsca. Ale za to plonuje corocznie i obficie.
Owoce są naprawdę duże - czasem sięgają 50 gramów. Pokryte białym nalotem, wewnątrz złotożółte. Zbiera się je na początku sierpnia, ale uwaga - nie wszystkie dojrzewają równo. Niektóre wcześniej, niektóre później. Trzeba mieć oko na drzewo.
Do ciast używajcie śliwek lekko niedojrzałych - będą jędrniejsze. A do kompotów i powideł spokojnie możecie czekać aż dobrze zmięknął.
O tym już wspominałem na początku, ale Szara Reneta zasługuje na osobny rozdział. To jest TA odmiana, o której marzą wszyscy miłośnicy szarlotki tatrzańskiej.
Niepozorna, prawda? Szarawo-zielona skórka, czasem pordzawiała, wcale nie ładna. Ale jak ją pokroisz w plasterki i upieczesz... Cuda się dzieją. Te jabłka pod wpływem temperatury lekko miękną, ale NIE rozpadają się. Zostają jako plasterki. A smak? Kwaskowato-aromatyczny, z głębią, której nie znajdziecie w żadnych marketowych odmianach.
Po pierwsze - twardość. To naprawdę twarde jabłko, które możecie piec nawet godzinę i nadal będzie miało strukturę. Po drugie - nie puszcza za dużo soku. Ciasto nie namoczy się. Po trzecie - kwaskowość równoważy słodycz ciasta.
Sąsiadka próbowała kiedyś zrobić szarlotkę z Golden Delicious. Otworzyła piekarnik po godzinie i... mus. Kompletna papka. Ani śladu plasterków. "Jakieś złe ciasto było" - stwierdziła. Ale ciasto było w porządku. Jabłka były złe.
Szara Reneta dojrzewa późno, bo dopiero w październiku. Ale wtedy ma już pełnię smaku. Trzyma się długo - w piwnicy można je przechować nawet do wiosny. I z każdym miesiącem robią się lepsze.
Gruszki w cieście to specialité de la maison mojej mamy. Zawsze używała Bonkrety i zawsze wychodzilo idealnie. Te gruszki są duże, mięsiste, pachnące jak diabli. A co najlepsze - doskonale się sprawdzają zarówno świeże, jak i w kompotach.
Bonkreta ma ten masłowaty, kremowy miąższ, który topi się w ustach. Jest bardzo słodka z korzenną nutą. Do tarty z gruszkami? Bez konkurencji. Do kompotów? Rewelacja. Do ciasta biszkoptowego z gruszkami? Nie znajdziecie lepszej.
Świeże gruszki możecie dodać do ciasta tak jak jabłka - pokroić w plasterki albo w kostkę. Pamiętajcie tylko, żeby skropić je cytryną, bo brązowieją szybko. Do kompotu zaś bierzcie gruszki w połówkach albo ćwiartkach.
Mama robiła też pyszne gruszki w syropie, które zimą wrzucaliśmy do galaretek albo po prostu jedliśmy z bitą śmietaną. Prostota - a efekt WOW.
Bonkreta dojrzewa we wrześniu. Zrywajcie ją lekko niedojrzałą - po paru dniach dojrzeje w domu i będzie aromatyczna. Za długo na drzewie i zrobi się miękka, może nawet spaść.
Teraz najważniejsze pytanie: skąd wziąć sadzonki tych starych, sprawdzonych odmian? Bo w markecie budowlanym raczej nie kupisz Szarej Renety czy prawdziwej Renklody Uleny.
Najlepiej szukać w specjalistycznych szkółkach, które zajmują się starymi odmianami. Tam dostaniecie nie tylko sadzonkę, ale też poradę - jaką podkładkę wybrać, gdzie posadzić, jak pielęgnować. I co ważne - sadzonki będą przystosowane do polskiego klimatu.
Sprawdzone miejsce to Sadowniczy.pl - mają szeroki wybór starych odmian śliw, jabłoni i gruszek. I co ważne, sadzonki są już dobrze ukorzenione, zapakowane w system Plant Pack, który gwarantuje, że drzewko dotrze do was w idealnym stanie.
Oprócz tych trzech głównych bohaterów, jest jeszcze kilka odmian, które warto mieć w ogrodzie, jeśli lubicie piec i robić przetwory.
Jeśli lubicie bardziej kwaśne ciasta, Antonówka to strzał w dziesiątkę. Trzyma formę jak Szara Reneta, ale ma więcej kwasu. Do szarlotki z bezą - idealna. Do musu jabłkowego też świetna.
Węgierki to śliwy, które wszyscy znają. Ciemne, podłużne, z jędrnym miąższem. Do placka drożdżowego, do powideł, do kompotu - zawsze niezawodne. Nie są może tak aromatyczne jak Renkloda, ale pewne i sprawdzone.
Te małe, żółte śliwki to prawdziwe perełki. Bardzo słodkie, aromatyczne, idealne do dżemów i ciast francuskich. Tarta tatin z mirabeli? Spróbujcie kiedyś.
Przez lata widziałem mnóstwo osób, które kupowały drzewka "na oko" i potem się dziwili, że owoce nie nadają się do niczego. Więc przestroga:
Czerwone, błyszczące jabłka wyglądają pięknie. Ale do szarlotki się nie nadają. Kupujecie drzewko, bo ładnie owocuje? Sprawdźcie wcześniej, do czego te owoce się nadają.
Nowe odmiany są odporne na choroby, wcześnie owocują, pięknie wyglądają. Ale często tracą na smaku i właściwościach kulinarnych. Stare odmiany mogą być bardziej kapryśne, ale owoce mają nieporównywalny smak.
Niektóre drzewka potrzebują zapylaczy. Niektóre rosną bardzo duże. Przed zakupem sprawdźcie wymagania odmiany. Żeby potem nie było niespodzianek.
Wiecie już, które odmiany wybrać, gdzie je kupić, kiedy sadzić. Teraz najważniejsze - zacząć. Jesień to idealny moment na posadzenie drzewek. Za dwa, trzy lata będziecie mieli pierwsze owoce. A za pięć? Pełnię plonów.
I wyobraźcie sobie - własna szarlotka z własnych Szarych Renet. Powidła z własnych Renklod. Kompot z własnych Bonkret. To nie jest żadna filozofia. To po prostu smak dzieciństwa, który możecie dać swoim dzieciom.
Przestańcie kupować mdłe owoce w sklepie. Posadźcie drzewko. Poczekajcie parę lat. A potem cieszcie się tym, za czym tęskniliście - prawdziwym smakiem.
Powodzenia w sadzie i w kuchni!