Radio Białystok | Magazyny | Podróże po kulturze | Miłka Malzahn recenzuje film Avatar 3: Ogień i Popiół
Nie należy lekceważyć Jamesa Camerona jako twórcy, który pokazuje inne światy. Gdy pojawił się film Avatar, a było to w 2009 roku, wstrzymano oddech. Takie to było wizualnie piękne i dojmująco znaczeniowe, etnograficznie bogate.
Częstym problemem przy wyświetlaniu playera jest używanie Adblocka.
Dłuższe dźwięki na niektórych wersjach przeglądarki Chrome są ucinane.
To był rodzaj wizualnej rewolucji i sposób na dotknięcie innego świata. I przypomnienie o... koncepcji awatara - pojęciu wywodzącym się z tradycji hinduistycznej, w której avatāra oznacza "zstąpienie" bóstwa na ziemię. Cameron przeniósł tę ideę do świata science fiction, pozwalając człowiekowi "zstąpić" w inne ciało, by odnaleźć sens i duchową przemianę.
Cameron zabrał nas na inną planetę, pokazał moc wyobraźni, a przy tym wykorzystał wszystkie dostępne hollywoodzkie sztuczki, by opowiedzieć historię, w której można było i śmiać się, i płakać. I tak było - przez wiele lat.
Druga część była wyzwaniem, i dla twórcy, i dla widzów. Wiadomo było, że oczekiwania są… kosmiczne, i że trudno będzie im sprostać. Wielu widzów poczuło rozczarowanie. Dostaliśmy rozrywkę, która nie miała już tego elementu zaskoczenia, w którym można było się zakochać, ale… to wciąż była kompletna opowieść o naszej rzeczywistości - o ludzkich emocjach, wadach i zaletach, indywidualnych i społecznych. Tylko oglądaną z innej perspektywy. To wciąż było to.
Trzecia część budzi emocje, choć już nie tak wielkie. Na pewno jest rozrywką, na pewno Cameron zanurza się głębiej w sprawy globalne, na pewno stawia ludzi - ludzkość - w przestrzeni, w której można się sobie przyjrzeć z dystansu. To są pewniki.
Ale czy film poruszy tę czułą strunę, na którą wielu z nas się nastawia? Trzeba sprawdzić.
Najnowszy Avatar: Ogień i Popiół według pierwszych głosów z pokazów przedpremierowych znów hipnotyzuje obrazem i emocjami, ale pojawia się też znajome westchnienie: że Cameron wciąż śni ten sam sen o Pandorze, tylko z każdym razem ostrzej, głośniej, bardziej.
A Cameron? On sam jest jak osobny gatunek reżysera. Od lat porusza się między inżynierią a wizją, między nauką a baśnią. Jego filmy są nie tylko spektaklem, ale też eksperymentem na granicy technologii i emocji. W końcu to człowiek, który nurkował do wraku Titanica, by potem zrekonstruować go na ekranie z niemal obsesyjną dokładnością. To twórca, który widzi świat jak konstruktor i jak mistyk zarazem.
Cameron, być może nieświadomie, wpisuje się w długą tradycję myślenia o "zstąpieniu" - o przekraczaniu granic formy, natury i świadomości. W Avatarze idea wcielenia nabiera nowego wymiaru: to już nie boska interwencja, lecz techniczna metamorfoza, w której człowiek szuka duchowego odkupienia przez ciało z innego świata. Film zdaje się pytać, czy postęp technologiczny może być współczesnym odpowiednikiem mitu o awatarze - i czy wciąż potrafimy rozpoznać w tym "zstąpieniu" ślad sacrum.
Film od piątku (19.12) w kinach. Są oczywiście inne premiery, ale nie ukrywajmy - większość z nas chce zobaczyć, co nowego może wydarzyć się na Pandorze.
Śpiew, tradycja i wspólne muzykowanie znów połączą uczestników cyklu "Na styku Kultur", który w styczniu zaprasza na kolejne wydarzenia w Suwalskim Ośrodku Kultury. To propozycja dla tych, którzy chcą nie tylko słuchać muzyki ludowej, ale także aktywnie ją współtworzyć.
Pisanie od zawsze balansuje między talentem a rzemiosłem. Na to pierwsze niekoniecznie mamy wpływ, ale to drugie coraz częściej próbuje się porządkować i rozwijać - na kursach pisania. O tym, czy słowo da się wypracować, opowiadają autorzy kursów i ich uczniowie.
To był wyjątkowy projekt, który autorka nazwała "Szuflandia" 365 miniatur. Przez cały rok Beata Palikot-Borowska codziennie wykonywała miniaturę tkacką. Ostatnia, tkana na ramie, to forma o regularnym kształcie z podstawowym splotem. Ma konopny motyw na białej wełnie i napis LAST.
To sen o mieście, którego już nie ma. Film "Czy pamiętasz ten Białystok? Wersja 2.0." w reżyserii Cezarego Chwicewskiego powstał na podstawie archiwalnych taśm wideo z lat 1985–2005, zebranych od mieszkańców miasta.
Oficjalny pierwszy spektakl wznowieniowy zaplanowano na sobotę (17.01), chociaż najnowszą wersją "Pinokia" w Teatrze Lalki i Aktora wcześniej obejrzy już kilka grup uczniów łomżyńskich szkół.
To jest niejako wspólna książka pisarki z Białegostoku Natalii Suszczyńskiej i jej nieżyjącego już dziadka Mikołaja Hajduka. Powstała w formie tzw. retellingu, który jest tworzeniem nowej wersji jakiejś znanej historii.
Prawie 300 najlepszych zdjęć prasowych z ubiegłorocznej edycji konkursu Grand Press Photo możemy oglądać przed budynkiem Białostockiego Ośrodka Kultury przy ul. Legionowej 5. To zdjęcia pojedyncze, fotoreportażowe, projekty dokumentalne i kategoria Young Poland.
Niedawno sobie przypomniałam, że gdy czujemy presję tego zimowego chaosu, przeorganizowywania rzeczywistości z dni wolnych na dni zajęte - filmy potrafią przyjść z zaskakującą pomocą.
Taniec może przyjmować różne formy - od klasycznego baletu po multimedialne eksperymenty, ale za każdym razem pozostaje przestrzenią do opowiadania emocji.
Prowadzący:
Andrzej Bajguz