Radio Białystok | Wiadomości | Wiadomości - Rozpoczął się proces kierowcy karetki, który w Białymstoku potrącił 10-letniego chłopca
Karetka na sygnale wiozła pacjentkę po reanimacji, na przejściu potrąciła 10-letniego chłopca. Do takiego zdarzenia doszło w Białymstoku przeszło rok temu, we wtorek (14.04) rozpoczął się proces. Według śledczych kierowca karetki nieumyślnie naruszył zasady ruchu drogowego i spowodował poważny wypadek.
Do zdarzenia doszło w połowie grudnia 2024 roku na ul. Suchowolca. Oskarżony, chciał ominąć ciężarówkę, która zatrzymała się przed przejściem, żeby przepuścić pieszego.
Według śledczych kierowca karetki nie zachował wówczas należytej ostrożności, nieumyślnie naruszył zasady ruchu drogowego i spowodował wypadek, skutkujący poważnymi obrażeniami u poszkodowanego.
Jednocześnie chłopiec nie przepuścił pojazdu uprzywilejowanego. Jak mówiła jego matka - syn zwykle nie chodził sam, ale tego dnia wyszedł do sklepu. Teraz - rok i 4 miesiące po wypadku - czuje się dobrze, chodzi do szkoły. Kobieta mówiła, że chłopiec przez miesiąc był w szpitalu, później dwa tygodnie był rehabilitowany, teraz nie ma już takiej potrzeby. Na pytanie prokuratora - powiedziała, że nie domaga się żadnego zadośćuczynienia.
Kierowca karetki przyznał się i przeprosił za to, co się stało. Jak wyjaśniał, w karetce była kobieta po reanimacji, którą jak najszybciej trzeba było przewieźć do szpitala.
Był wówczas duży ruch, on jechał środkowym pasem, na prawym było dużo aut. Widział ciężarówkę, która zatrzymała się przed przejściem, sądził, że to z powodu tworzenia tzw. "korytarza życia". On sam zwolnił przed przejściem, bo - jak mówił - z jego 10-letniego doświadczenia w pracy wynika, że piesi potrafią zachować się bardzo różnie. Chłopca dostrzegł w ostatniej chwili, jak się wyraził - "wtargnął" on prosto przed maskę pojazdu.
Oskarżony odbił wówczas w lewo, ale ten manewr również był ograniczony, bo z naprzeciwka jechały samochody.
Po potrąceniu, udzielał dziecku pierwszej pomocy. Ocenia, że udało mu się zachować zimną krew.
Uważam, że postąpiłem najlepiej jak potrafiłem w danej sytuacji i ratując osobę, którą miałem na pokładzie karetki, jak i dziecko, które wskutek nieszczęśliwego zdarzenia zostało poszkodowane. (…) Gdybym inaczej zareagował, gdyby dziecko trafiło na maskę, to byłyby większe obrażenia, natomiast moim manewrem, zachowaniem w miarę szybkim udało się prawie ominąć, no wiadomo - nie udało się, ale obrażenia są dzięki temu mniejsze - mówił oskarżony.
Jako świadek zeznawał kierowca ciężarówki, który zatrzymał się przed przejściem dla pieszych.
Jak mówił, mimo że był już zmrok, to karetkę było widać i słychać z daleka, dobrze wiedział, że się zbliża. On sam zatrzymał się przed przejściem, żeby przepuścić pieszego.
Dziecko zaczęło iść i patrzę w lusterku - karetka coraz bliżej, a dzieciak nie miał jakiejś takiej reakcji, żeby spojrzeć, co się dzieje, nawet wychodząc zza mojej kabiny, no ja gdybym wychodził zza dużego pojazdu, słysząc pojazd uprzywilejowany, to bym się zainteresował, co się dzieje, w lewą stronę przynajmniej spojrzał, a to nie, nie spojrzał - zeznawał świadek.
Mówił też, że dawał dziecku znaki - uderzał w szybę, a nawet użył klaksonu, ale dziecko nie zareagowało, nawet na niego nie spojrzało. Widział, jak doszło do potrącenia.
Sąd odtworzył też nagranie z kamery samochodowej z auta, które było wówczas w pobliżu.
Obrońca oskarżonego złożył wniosek, by skierować sprawę na mediacje, matka chłopca wyraziła na to zgodę, dlatego sąd ten wniosek uwzględnił.
Na następną rozprawę wezwał kolejnych świadków.
| red: tk, at