Radio Białystok | Wiadomości | Wiadomości - Zabójstwo czy nieszczęśliwy wypadek? Sprawa podpalenia domu przed sądem apelacyjnym
Przed Sądem Apelacyjnym w Białymstoku zakończył się w czwartek (16.04) proces odwoławczy 42-latka nieprawomocnie skazanego na 25,5 roku więzienia za zabójstwo ojca i wcześniejsze znęcanie się nad nim. Według śledczych mężczyzna podpalił dom. 77-letni ojciec oskarżonego zginął w tym pożarze.
Apelację złożył obrońca. Chce uniewinnienia, ewentualnie uznania przez sąd odwoławczy, że doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci, i łagodniejszej kary. Wyrok ma być ogłoszony pod koniec kwietnia.
Tragiczny pożar w miejscowości Wolkowe
We wrześniu 2024 r. dyżurny policji w Ostrołęce odebrał zgłoszenie o pożarze drewnianego domu we wsi Wolkowe k. Myszyńca. Mieszkał w nim 77-letni mężczyzna i jego 42-letni obecnie syn. W trakcie akcji gaśniczej znaleziono zwęglone zwłoki starszego mężczyzny.
Policja podejrzewała, że za pożarem może stać syn ofiary. Został on zatrzymany na pobliskiej stacji benzynowej. W śledztwie okazało się, że mężczyzna znęcał się fizycznie i psychicznie nad ojcem. Zwykle robił to, będąc pod wpływem alkoholu. Wyzywał ojca, bił, wyganiał z domu, groził zabójstwem i spaleniem.
Prokuratura: oskarżony podłożył ogień i uciekł
Według prokuratury w nocy 14 września 2024 r. oskarżony - wiedząc, że ojciec śpi na wyższej kondygnacji drewnianego domu - na dole podłożył ogień. Drewniany budynek spłonął całkowicie i doszło do jego zawalenia się. Ojciec 42-latka zginął w tym pożarze.
Z ustaleń śledczych, m.in. na podstawie zapisów monitoringu z różnych miejsc, wynika, że gdy budynek zajął się ogniem, oskarżony najpierw obserwował tę sytuację, a potem na rowerze odjechał stamtąd, nie wzywając pomocy i nie próbując ojca ratować.
W śledztwie i przed sądem pierwszej instancji oskarżony nie przyznał się do zabójstwa. Wcześniej był wielokrotnie karany, m.in. za pobicie, kradzieże, kradzieże z włamaniem, rozboje i groźby.
Sąd Okręgowy w Ostrołęce uznał, że oskarżony działał z zamiarem bezpośrednim zabójstwa i dokonał celowego podpalenia. Nieprawomocnie skazał go na 25,5 roku więzienia (kara łączna za zabójstwo i znęcanie się). Orzekł też o obowiązku poddania się przez skazanego leczeniu choroby alkoholowej.
Obrona kwestionuje dowody i winę syna
Obrona w apelacji wnioskuje przede wszystkim o uniewinnienie. W jej ocenie nie ma dowodów, że to oskarżony celowo doprowadził do pożaru oraz że znęcał się nad ojcem. Zarzuca sądowi pierwszej instancji, że m.in. niesłusznie uznał za niewiarygodne zeznania brata oskarżonego, który mówił, że ich ojciec - wchodząc na strych, gdzie sypiał - używał zapałek, by sobie oświetlić drogę. Ów syn miał ostrzegać go, że w ten sposób kiedyś dojdzie do pożaru.
Mec. Małgorzata Sosnowska mówiła w mowie końcowej, że to świadek naoczny, który wiedział i widział, w jakich warunkach mieszkają jego ojciec i brat.
Ten świadek wskazał, że ojciec spał na strychu, a tam był, cytuję, "Meksyk", tam było ciemno i ojciec sobie zapałkę zapalał, żeby wejść, potem ją w ręku gasił. Nie wiadomo tak naprawdę, jak to się zapaliło. W protokole oględzin było wskazane, że mogła to być tak nieuwaga, jak też celowe działanie - mówiła mec. Sosnowska.
Wspomniała też m.in. o zaburzonych relacjach rodzinnych.
Oskarżyciel: brak jakiejkolwiek próby ratunku
Prokuratura karę uważa za sprawiedliwą i słuszną, chce oddalenia apelacji obrony.
Apelacja pomija dwa ważkie dowody: nagrania monitoringu i zeznania funkcjonariusza policji, który dokonał zatrzymania - mówił w mowie końcowej prok. Marcin Faszcza z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku.
Powiedział, że ciąg nagrań układa się w logiczną całość, która - w zestawieniu z innymi dowodami - wskazuje na winę oskarżonego.
Każda osoba wie, że jak jest pożar, to trzeba ratować niezależnie od tego, co się dzieje, czy robimy to w sposób bardziej, czy mniej udolny, mniej prawidłowy, ale ratujemy. Tutaj takiego zachowania nie ma - mówił.
Zwracał uwagę, że oskarżony nie próbował ani akcji ratunkowej, ani też nie zawiadomił służb, a z tego miejsca odjechał. Prok. Faszcza mówił też, odnosząc się do zarzutu znęcania się, że ojciec oskarżonego sypiał na strychu, bo bał się zachowania swego syna.
Oskarżony, który został na rozprawę doprowadzony z aresztu, zapewniał, że nigdy się nad ojcem nie znęcał, miał z nim bardzo dobre relacje i mu pomagał.
Nie wiem, jak to się stało. Tam nie było światła. (...) Nie zaprzeczam, mogłem ogień zaprószyć, mogłem być to ja, byłem pijany, nie wiem - powiedział w ostatnim słowie.
źródło: PAP | red: bs