Radio Białystok | Wiadomości | Wiadomości - "To nie był atak, lecz obrona żubra". Niebezpieczne zdarzenie w Białowieskim Parku Narodowym
Żubr w Puszczy Białowieskiej ugodził mężczyznę rogiem i przewrócił go na ziemię. W pobliżu zwierzęcia znajdowało się kilka osób, które - jak wynika z nagrania - podchodziły do niego bardzo blisko. Eksperci nie mają wątpliwości: niebezpieczną sytuację sprowokowali ludzie, a żubr próbował się bronić.
Do zdarzenia doszło w poniedziałek (3.08) w Puszczy Białowieskiej - prawdopodobnie w rejonie Szlaku Dębów Królewskich.
Nagranie ze zdarzenia pojawiło się w mediach społecznościowych. Widać na nim żubra stojącego obok leżącego w trawie mężczyzny. W pobliżu znajduje się także kilka innych osób. Z relacji świadków wynika, że wcześniej ludzie otoczyli zwierzę i podchodzili do niego z różnych stron.
Autor nagrania: Grzegorz Ryński
"To człowiek wszedł w przestrzeń bezpieczeństwa żubra"
Dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego Olimpia Pabian zwraca uwagę, że choć zdarzenie jest przedstawiane jako atak żubra, sytuację należy oceniać przede wszystkim jako reakcję obronną zwierzęcia.
Myślę, że sytuacja została nieco odwrócona. To człowiek wszedł w przestrzeń bezpieczeństwa żubra i podszedł zdecydowanie za blisko. Żubr po prostu się bronił, ponieważ ktoś naruszył jego przestrzeń - mówi dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego.
Jak podkreśla - żubr jest dzikim, dużym i bardzo silnym zwierzęciem, a zbliżanie się do niego na kilka metrów oznacza poważne zagrożenie.
Cały czas nie mogę zrozumieć, co kieruje ludźmi, którzy podchodzą tak blisko do dużego, dzikiego zwierzęcia. To zupełny brak wyobraźni, a także - jak przypuszczam - wiedzy - przyznaje Olimpia Pabian.
Dyrektor BPN przypomina również, że niepokojenie dzikich zwierząt objętych ochroną jest naruszeniem obowiązujących przepisów.
Za takie umyślne działanie może grozić kara grzywny do 5 tys. zł, a nawet areszt.
Mimo edukacji ludzie nadal podchodzą zbyt blisko
Olimpia Pabian nie kryje rozczarowania, że mimo prowadzonych działań edukacyjnych wciąż dochodzi do podobnych zdarzeń. O konieczności zachowywania bezpiecznej odległości informują parki narodowe, naukowcy, leśnicy i służby ochrony przyrody.
Tłumaczymy, naukowcy tłumaczą, leśnicy tłumaczą. Są informacje, foldery i filmy edukacyjne. Cały czas przypominamy: nie podchodźcie do żubrów. Należy zachować co najmniej 50 metrów odległości, ponieważ jest to zwierzę dzikie, silne i szybkie, co było widać również na tym nagraniu - mówi dyrektor Parku.
Jak dodaje, reakcja żubra może być bardzo gwałtowna, nawet jeżeli wcześniej zwierzę sprawiało wrażenie spokojnego.
Apeluję o rozsądek i przestrzeganie zasad. Żubry należy obserwować z daleka, z bezpiecznej odległości. Trzeba dać im przestrzeń i święty spokój, aby można było obserwować je w naturalnych warunkach - podkreśla Olimpia Pabian.
Prof. Rafał Kowalczyk: winę ponosi człowiek
Podobnie sytuację ocenia prof. Rafał Kowalczyk z Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży. Jego zdaniem zdarzenie jest przykładem bardzo nierozsądnego zachowania osób zbliżających się do żubrów na odległość zaledwie kilku metrów.
Żubr jest potężnym, dzikim zwierzęciem. Człowiek zbliżający się do niego na bardzo małą odległość jest przez niego odbierany jako zagrożenie. Formą obrony może być wtedy atak i uderzenie rogami - wyjaśnia prof. Rafał Kowalczyk.
Naukowiec zwraca uwagę, że w pobliżu żubra znajdowało się więcej osób, które mogły dodatkowo dezorientować zwierzę.
Musimy jasno powiedzieć, że jest to wina człowieka i efekt bezmyślnego zachowania. Ludzie podchodzili do żubra z różnych stron, więc zwierzę było zdezorientowane. W takich okolicznościach może dojść do podobnej reakcji - podkreśla.
Zdaniem prof. Kowalczyka nagranie pokazuje jednak również stosunkowo spokojne zachowanie żubra. Po przewróceniu mężczyzny zwierzę nie ponawiało ataku.
Żubr przewrócił człowieka, ale nie atakował go dalej. To pokazuje, że żubry zazwyczaj nie są agresywne i długo zachowują spokój. Takich zdarzeń mogłoby być znacznie więcej, gdyby zwierzęta reagowały bardziej gwałtownie - zauważa naukowiec.
Żubr wcześniej wysyła sygnały ostrzegawcze
Żubry mogą sygnalizować swoje zaniepokojenie między innymi ruchami ogona, potrząsaniem głową, jej opuszczaniem, ryciem racicą w ziemi lub tarzaniem się. Zdaniem prof. Kowalczyka są to ostrzeżenia, których nie wolno ignorować.
Nie należy zbliżać się do żubra na odległość mniejszą niż 50 metrów. To dystans krytyczny, przy którym dochodziło już do ataków. Trzeba też pamiętać, że trwa okres rui, więc byki mogą być bardziej pobudzone - mówi prof. Rafał Kowalczyk.
Nawet osobniki pojawiające się regularnie w pobliżu wsi i sadów pozostają dzikimi zwierzętami. Ich przyzwyczajenie do obecności ludzi może sprawiać mylne wrażenie, że można podejść bliżej.
Zbliżenie do żubra może skończyć się tragicznie
Olimpia Pabian przyznaje, że turyści, a czasami również mieszkańcy, stosunkowo często naruszają zalecany dystans. Jednocześnie żubry coraz częściej pojawiają się w sąsiedztwie zabudowań, między innymi w sadach, gdzie znajdują pożywienie.
Zwierzęta żyją niedaleko ludzi, dlatego ich naturalny strach przed człowiekiem może być osłabiony. Nie oznacza to jednak, że można do nich podchodzić. Jeżeli przekraczamy bezpieczną odległość, taka sytuacja może zakończyć się tragicznie - ostrzega dyrektor BPN.
Eksperci zaznaczają również, że skutki nieodpowiedzialnego zachowania człowieka mogą ostatecznie dotknąć samego zwierzęcia. Żubr uczestniczący w podobnych zdarzeniach może zostać uznany za niebezpiecznego i objęty obserwacją.
Potem może ucierpieć żubr. Będziemy oczywiście obserwować to zwierzę, a w pewnym momencie może się okazać, że trzeba będzie podjąć wobec niego jakąś decyzję. Dlatego ponownie apeluję o rozsądek - mówi Olimpia Pabian.
Prof. Rafał Kowalczyk wskazuje, że z prowadzonych badań wynika, iż w zdecydowanej większości konfliktowych sytuacji odpowiedzialność ponosi człowiek.
Według naszych badań w 85-90 procentach takich przypadków winę ponosi człowiek, a nie zwierzę. Niestety często konsekwencje ponosi później żubr, który może zostać uznany za agresywnego lub uciążliwego - podkreśla naukowiec.
| red: sk, aj