Radio Białystok | Wiadomości | Wiadomości - Tajny układ Hitlera i Stalina. Jak doszło do sowieckiej agresji na Polskę? [podkast wideo]
17 września 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na terytorium Rzeczypospolitej. Atak ze wschodu był dla Polaków ogromnym zaskoczeniem, choć zachodni alianci wiedzieli o tajnym protokole paktu Ribbentrop-Mołotow, a Polska przez lata przygotowywała się właśnie do ewentualnego konfliktu ze Związkiem Sowieckim. Dlaczego zagrożenia nie udało się odpowiednio wcześnie rozpoznać?
W najnowszym odcinku podkastu "Tajemnice naszych czasów" o kulisach sowieckiej agresji Lech Pilarski rozmawia z prof. Wojciechem Śleszyńskim, historykiem i dyrektorem Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku, pracownikiem naukowym Uniwersytetu w Białymstoku.
Premiera odcinka o 18:30 na naszym kanale na YouTube.
Zachód wiedział o tajnym porozumieniu Hitlera i Stalina
23 sierpnia 1939 roku Niemcy i Związek Sowiecki podpisały pakt Ribbentrop-Mołotow. Oficjalnie było to porozumienie o nieagresji. Towarzyszył mu jednak tajny protokół, w którym oba państwa podzieliły między siebie strefy wpływów w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym ziemie II Rzeczypospolitej.
Jak wyjaśnia prof. Wojciech Śleszyński, brytyjski wywiad stosunkowo szybko zorientował się, że za oficjalnym porozumieniem kryją się dodatkowe ustalenia dotyczące przyszłego podziału tej części Europy. Mimo to informacji nie przekazano Polsce.
Zdaniem historyka wynikało to przede wszystkim z logiki polityki wielkich mocarstw. Londyn i Paryż prowadziły w tym samym czasie własną grę dyplomatyczną ze Stalinem, a przekazywanie informacji państwom Europy Wschodniej mogło, w ich ocenie, jedynie zwiększyć polityczne zamieszanie przed zbliżającą się wojną.
Stalin i Hitler potrzebowali siebie nawzajem
Prof. Wojciech Śleszyński zwraca uwagę, że zarówno Niemcy, jak i Związek Sowiecki kierowały się własnym interesem. Hitler potrzebował zabezpieczenia wschodniej granicy przed uderzeniem na Polskę, natomiast Stalin zyskiwał czas, możliwość rozszerzenia własnej strefy wpływów i perspektywę konfliktu wyniszczającego państwa zachodnie.
Jak mówi historyk - porozumienie odpowiadało w tamtym momencie ambicjom obu dyktatorów.
Hitler potrzebował spokoju na wschodzie, a Stalin potrzebował spokoju na zachodzie - mówi Prof. Wojciech Śleszyński.
Dzięki porozumieniu z III Rzeszą Związek Sowiecki mógł przygotowywać się do zajęcia ziem, które znalazły się w jego strefie wpływów.
Polski wywiad na wschodzie był sparaliżowany
Dlaczego Polska nie dostrzegła koncentracji Armii Czerwonej? Prof. Wojciech Śleszyński zwraca uwagę, że po rozpoczęciu niemieckiej agresji niemal wszystkie siły państwa, także wywiadowcze, zostały skierowane na zachód.
Dodatkowo polska siatka wywiadowcza w Związku Sowieckim została poważnie osłabiona jeszcze przed wybuchem wojny. W czasie stalinowskiego wielkiego terroru jedną z grup szczególnie intensywnie represjonowanych były osoby podejrzewane o związki z Polską i polskim wywiadem. W efekcie pod koniec lat 30. możliwości rozpoznania sytuacji na terenie ZSRR były znacznie mniejsze niż wcześniej.
Paradoks polegał na tym, że przez znaczną część okresu międzywojennego Polska przygotowywała swoją armię przede wszystkim na potencjalny konflikt właśnie ze Związkiem Sowieckim. Dopiero ekspansja Hitlera pod koniec lat 30. spowodowała gwałtowne przesunięcie uwagi na zachód.
17 września na wschodzie nie było sił zdolnych zatrzymać Armii Czerwonej
Kiedy 17 września Armia Czerwona przekroczyła granicę, zasadnicze siły Wojska Polskiego walczyły już z Niemcami.
Na wschodzie pozostały przede wszystkim niewielkie oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza oraz jednostki formowane lub odtwarzane na zapleczu. Dlatego sowieckie wojska mogły stosunkowo szybko przesuwać się w kierunku Wilna, Grodna, Brześcia i Lwowa.
Jak podkreśla prof. Wojciech Śleszyński, brak wielkich bitew na wschodzie nie wynikał z braku woli walki. Tam, gdzie polscy żołnierze mieli możliwość przygotowania obrony, dochodziło do walk. Jednym z najbardziej znanych przykładów była obrona Grodna, gdzie sowieckie jednostki pancerne napotkały silniejszy, niż się spodziewały, opór.
Sowieci nie wypowiedzieli Polsce wojny
Sowiecka agresja od początku była przedstawiana przez Moskwę w zupełnie inny sposób niż niemiecki atak z 1 września.
ZSRR utrzymywał, że państwo polskie przestało istnieć, a Armia Czerwona wkracza jedynie po to, by „ochronić” miejscową ludność. Na zajętych terenach tworzono pozory oddolnej władzy i organizowano zgromadzenia ludowe, które następnie zwracały się o przyłączenie ziem do Związku Sowieckiego.
Prof. Wojciech Śleszyński zauważa, że ten sposób działania był później wielokrotnie powtarzany przez Moskwę. Według historyka była to jedna z podstawowych metod sowieckiej propagandy - agresję przedstawiano jako pomoc, zabezpieczanie terenu lub realizację rzekomej woli miejscowej ludności.
Kontrowersyjna dyrektywa Rydza-Śmigłego
Do dziś dyskusje wywołuje rozkaz naczelnego wodza Edwarda Rydza-Śmigłego: „Z Sowietami nie walczyć”. Zdaniem prof. Wojciecha Śleszyńskiego z politycznego punktu widzenia była to decyzja błędna. Polska powinna była jednoznacznie nazwać Związek Sowiecki agresorem. Jednocześnie sytuacja militarna była już dramatyczna i praktycznie nie istniały możliwości stworzenia nowego frontu na wschodzie.
Sowieckie uderzenie miało też ogromne znaczenie dla morale polskiego wojska. Po dwóch tygodniach walk z Niemcami pojawienie się drugiego agresora oznaczało dla wielu żołnierzy ostateczną utratę nadziei na skuteczną obronę kraju.
Dlaczego 17 września był tak wielkim zaskoczeniem?
Na wschód Polski uciekały w pierwszych tygodniach wojny setki tysięcy ludzi, przekonanych, że właśnie tam znajdą względne bezpieczeństwo.
Polska propaganda mówiła przede wszystkim o zagrożeniu niemieckim. Zwykli mieszkańcy nie spodziewali się, że do wojny włączy się również Związek Sowiecki. Wielu uciekinierów wierzyło ponadto, że Francja i Wielka Brytania szybko rozpoczną poważne działania przeciwko Niemcom, a powrót do domów będzie możliwy w ciągu kilku tygodni lub miesięcy.
Dlatego właśnie wkroczenie Armii Czerwonej zostało zapamiętane jako „nóż w plecy”.
Prof. Wojciech Śleszyński zaznacza jednak, że 17 września nie zdecydował już o wyniku wojny polsko-niemieckiej. Polska znajdowała się wówczas w sytuacji, której własnymi siłami nie mogła odwrócić. Sowiecka agresja znacząco przyspieszyła jednak jej klęskę.
Początek "czarnego okresu" na Kresach
Wkroczenie Armii Czerwonej było dopiero początkiem represji wobec mieszkańców wschodnich ziem II Rzeczypospolitej.
Rozpoczęły się aresztowania, a kilka miesięcy później masowe deportacje w głąb Związku Sowieckiego. Pierwsza z nich rozpoczęła się w nocy z 9 na 10 lutego 1940 roku.
17 września to jest początek czarnego okresu. Od pierwszych dni rozpoczynają się aresztowania - mówi prof. Wojciech Śleszyński.
Jak podkreśla prof. Wojciech Śleszyński, dwa lata pierwszej okupacji sowieckiej zapisały się „czarnymi literami” w historii tych ziem.
"Tajemnice naszych czasów" na YouTube to rozwinięcie naszej antenowej audycji historycznej - zobacz wszystkie odcinki. Wraz z historykami i ekspertami odkrywamy nieznane fakty oraz pokazujemy wydarzenia, które ukształtowały historię naszego regionu, Polski i Europy.
| red: sk, wsz