Radio Białystok | Wiadomości | Wiadomości Łomża | WIADOMOŚCI ŁOMŻA: Skosił trawę pod blokiem i dostał za to mandat. Czy słusznie?
Tak w skrócie można opisać historię pana Marcina Grodzkiego, który mieszka przy ulicy Chopina 3 w Łomży. Nie był zadowolony z jakości pracy firmy, która dba o trawnik przed jego blokiem, więc sam postanowił to zrobić - jak mówił - tak jak należy.
Spółdzielnia mieszkaniowa starań nie doceniła i wezwała Straż Miejską i Policję.
Ja się cieszę, byłam świadkiem tego, jak Marcin kosił i podziwiam, że on w ogóle wziął się za to i że on chce, żeby było czysto. Mnie się to podoba i uważam, że on nie powinien dostać mandatu. Ja nie wiem, jak tutaj nie jest jego, to dlaczego ma kosić? Potrzebnie, ale niech kosi ten, kto opiekuje się tutaj tym. Bardzo dobrze oceniam, bo trzeba szanować roślinność, zieleń, ale mądrze musi to robić - mówiły sąsiadki pana Marcina.
Pan Marcin mówił była to spontaniczna akcja, która miała zwrócić uwagę na pewne problemy, ale bardzo się rozrosła.
Akcja, żeby zwrócić uwagę spółdzielni na problem z pogarszającą się jakością wykonania usług w kwestii pielęgnacji zieleni, ogólnie czystości na osiedlach. Stwierdziłem, że najlepiej napisany papier nie zastąpi wersji obrazkowej. W porozumieniu z lokalnym portalem stwierdziliśmy, że to jest ciekawy sposób, żeby przykuć uwagę i mieszkańców, i zarządu spółdzielni na problem, który się powtarza, jest raportowany przez ludzi mieszkających na osiedlu, ale niestety bez żadnych rezultatów. Przywiozłem swój sprzęt prywatny do pielęgnacji zieleni i zacząłem sobie sprzątać trawnik wokół bloku. Niestety czynności przerwał przyjazd Straży Miejskiej i Policji, którą wezwała spółdzielnia - tłumaczy.
O tym jakie czynności podjęli strażnicy mówi komendant Straży Miejskiej w Łomży, Paweł Żebrowski:
Strażnicy pojechali na miejsce. Potwierdzili zdarzenie, przeprowadzili rozmowę z kierowcą. Kierowca przyznał się do popełnienia wykroczenia, za co poniósł konsekwencje w postaci mandatu karnego. Został ukarany mandatem karnym w wysokości stu złotych.
Według prezesa Łomżyńskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, Wojciecha Michalaka pomoc służb była potrzebna:
Na sygnały mieszkańców co do niewłaściwego ruchu pojazdów samochodowych czy jakichkolwiek innych interweniujemy. Dostaliśmy informację, że ktoś terenowym samochodem z przyczepą jeździ po chodnikach i wjeżdża i staje na trawniku, no taka reakcja jest normalna. Administracja spółdzielni nie jest od tego, żeby interweniować. To nie dotyczy tylko tego jednego mieszkańca, tego jednego przypadku, tylko to się po prostu dzieje zawsze i wszędzie.
Pan Marcin mówił, że 31 maja rozmawiał z prezesem spółdzielni i zwrócił uwagę na temat stanu trawników i zieleni.
Wielokrotnie ten temat poruszałem w rozmowach, bo nie jestem zwolennikiem pisania pism, marnowania papieru i drogi administracyjnej. Papier przyjmie wszystko. Oczekiwanie na odpowiedź i absolutny brak wyników, więc zgłosiłem to werbalnie, żeby temat nakreślić. Staram się nie być upierdliwym lokatorem. Ja bardziej uważam się za takiego, który troszczy się o to dobro wspólne - wyjaśnia.
Wojciech Michalak twierdzi za to, że informacji od lokatorów w tej sprawie nie miał:
Kilka dni wcześniej trawnik, o którym mówimy przed budynkiem Chopina 3 był skoszony. W spółdzielni jest harmonogram prac. To jest ponad sześćdziesiąt pięć hektarów terenów, które wymagają utrzymania. W związku z tym nie mamy ludzi tyle, tyle firm sprzątających, które by wchodziły od razu na całe zasoby. Prace są wykonywane po kolei. W każdej administracji osiedla jest harmonogram kolejności prac, kiedy się kosi, kiedy przycina się żywopłoty. Ale pogoda robi też swoje. Nie było żadnych sygnałów, nie było żadnych głosów na temat tego, że w jakiś sposób niewłaściwy prowadzona jest gospodarka w zakresie utrzymania terenu.
A zaległości według pana Marcina są wieloletnie:
Trawa jest powypalana, bo zostawiane są permanentnie pokosy. Trawa jest koszona nieregularnie, w sposób bardzo niedbały moim zdaniem. Ja pamiętam te trawniki, mieszkając przez czterdzieści lat na osiedlach. Człowiek widzi, jak one wyglądały kiedyś, a jak wyglądają dzisiaj. No i różnica jest ogromna, bardzo zauważalna.
Na koniec rozmowy z naszym dziennikarzem prezes ŁSM, Wojciech Michalak powiedział, że gdyby Marcin Grodzki zgłosił się do spółdzielni, udałoby się znaleźć rozwiązanie:
My w zarządzie spółdzielni wsłuchujemy się w to, co mówią mieszkańcy. Jeżeli pan Grodzki zwróciłby się do spółdzielni z wnioskiem, że on chciałby pokazać, w jaki sposób należy utrzymywać trawnik, w jaki sposób należy utrzymywać zieleń i chcę to pokazać, w jaki to sposób robić. Nie ma tutaj najmniejszego problemu. Wyznaczymy teren. Mało tego, możemy go oznaczyć, że tym terenem właśnie ten pan się opiekuje, żeby był materiał porównawczy. Czy ci pracownicy firm, którzy zajmują się utrzymaniem zieleni, potrafią utrzymać ją w takim samym stanie, w jakim potrafi to zrobić pan Grodzki. Oczywiście, że społecznie. Bo przecież to deklarował, że on charytatywnie będzie wszystkie takie rzeczy robił.
Jak przyznają pracownicy spółdzielni mieszkaniowych problemem przy dbaniu o zieleń są pieniądze, którymi dysponują. Często ciężko jest znaleźć firmy, które za takie stawki będą chciały podjąć się koszenia trawników, czy przycinania żywopłotów.
| red: at