Ta strona używa plików cookie. Dowiedz się więcej o zmianie ustawień cookie w przeglądarce i celu ich używania. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
CzytaMy książki
powrótpowrót
"Kosmos w Ritzu" Miłka O. Malzahn
27 lutego 2015, 09:22
kosmos w Ritzu Na „Kosmos w Ritzu“ czekałam jak, nie przymierzając, panna młoda na ślub - z jednej strony podekscytowana i pełna nadziei a z drugiej - z pewną obawą.
Właściwie obawy wynikały z tych pozytywnych rzeczy (jakkolwiek to brzmi), bo niestety bywało już tak, że coś, na co czekałam w taki sposób okazywało się niesmacznym cukierkiem w pięknym opakowaniu. Postanowiłam odłożyć emocje na bok i podejść do tego spokojnie i rzeczowo. To był słuszny kierunek.
Ritz dał mi przysłowiowego kopa od początku. Wsiąkłam w lekturę w najlepszy z czytelniczych sposobów. Delektując się weszłam w świat dawnego-dzisiejszego, magicznego Ritza z dobrze osadzonymi postaciami, które po części były tam a kilkuosobowo tutaj.
W trzech opowiadaniach, z których dwa pierwsze są ściśle ze sobą powiązane spotykamy świetnie zbudowane (literacko oczywiście) persony. Pomijam kosmitkę Freę i babcię Herz z jej tajemniczymi właściwościami, niejasnym pochodzeniem i rodziną zajmującą się dziwnymi rzeczami, ale zwykły-niezwykły Fronasz, Marciniec i Kwiryna! Na dwuwymiarowych kartkach książki ukazały się trójwymiarowe postacie, tak ciekawe, zwyczajne - niezwyczajne, że zaczęłam zastanawiać się ilu Fronaszów, Marcińców i Kwiryn mijam na ulicach mojego miasta, w którym osadzona jest akcja opowiadania.
Czułam się tak, jakby do Ritza zabrał mnie sam Kir Bułyczow - mój ulubiony pisarz fantastyczny. Mam nadzieję, że autorka nie obrazi się za porównywanie do innych, bo w tym przypadku to ogromny komplement. Odczułam duch Bułyczowa ale pióro dzierżyła zdecydowanie autorka.
Specjalnie nie zagłębiam się w akcję pozostawiając delicje czytelnikom, bo perypetie Fronasza i reszty są zbyt krótkie by cokolwiek zdradzać, niech czytelnik delektuje się fabułą czytając książkę a nie recenzję :)
Został mi twórczy niedosyt i nadzieja na podjęcie w przyszłości tematu, odkurzeniu bohaterów i rzuceniu im nowych okoliczności na kolejnych kartach książki. Będę czekać na nich, bo twórczyni otworzyła drzwi na bardzo ciekawe obszary.
Jak dla mnie niejasne pozostaje trzecie opowiadanie. O ile klimat bardzo wciągał, treść niepokoiła poruszając głęboko ukryte struny emocji, z których zdajemy sobie sprawę wyłączając się z otaczającego świata, najczęściej na skutek bolesnych przeżyć (przynajmniej tak to odczuwam) to brakuje mi odpowiedzi na pytania - kto i dlaczego. Chociaż ich brak czyni treść uniwersalną, bo w mojej luźnej interpretacji odpowiedzi brzmią - ja, ty, ona, on - dlaczego? Odpowiedz sobie sam.

Szczerze polecam i czekam na dalsze książki.

Basia Kraszewska

Od red.
Miłka Malzahn ucieszy się po powrocie z krótkich wakacji, a ja cieszę się, że wróciłaś, Basiu.
Dodaj do Wykop Dodaj do Twitter Dodaj do Facebook
WASZE KOMENTARZE: (0)
Dodaj komentarz